Naszym Gościem Tygodnia tym razem był Jan Zalewski – żywa legenda podlaskiej lekkiej atletyki, wiceprezes KS Podlasie Białystok oraz Podlaskiej Federacji Sportu. Człowiek, który na stadionie spędził ponad pół wieku, wychował pokolenia wybitnych lekkoatletów i każdego dnia o poranku sam przebiega trzy kilometry. W szczerej, jubileuszowej rozmowie bez owijania w bawełnę ocenia współczesne pokolenie młodych zawodników.
Kiedyś każdy z nas wyrastał w trudnych warunkach, była ciężka praca fizyczna. Dziś rodzice za bardzo dbają o dzieci, wszędzie dowożą je samochodami. Młodzież się po prostu zdelikaciła i trudniej skłonić ją do twardego treningu – mówi nasz gość, zdradzając przy tym kulisy sukcesu mistrza olimpijskiego Wojciecha Nowickiego oraz odpowiadając na pytanie, dlaczego w polskim sporcie brakuje dziś ludzi z prawdziwą pasją.
Jan Zalewski to instytucja. Trudno znaleźć na Podlasiu osobę bardziej zasłużoną dla rozwoju sportu. Choć z wykształcenia jest inżynierem rolnictwa, to stadion stał się jego prawdziwym domem. Wszystko zaczęło się dokładnie 60 lat temu.
Pochodzę z powiatu siemiatyckiego, jestem absolwentem szkoły rolniczej w Czartajewie. W 1966 roku, jako świeżo upieczony senior, po raz pierwszy zdobyłem tytuł mistrza województwa białostockiego na dystansie 1 500 metrów. Pokonałem wtedy wielu starszych kolegów. Minęło sześćdziesiąt lat, a my wciąż się spotykamy i to wspominamy – uśmiecha się trener.
Pracę szkoleniową rozpoczął w 1972 roku w Zespole Szkół Rolniczych w Sokółce. Potem przeniósł się do Białegostoku, gdzie jego nazwisko na stałe zrosło się z klubem KS Podlasie. Przeszedł tam pełną drogę: od zawodnika, przez trenera, aż po prezesa i wiceprezesa klubu, który dziś regularnie dostarcza reprezentantów na igrzyska olimpijskie.
Młodzież jest dziś wydelikacona
Obserwując sportowców przez ponad pięć dekad, Jan Zalewski ma unikalne porównanie pokoleniowe. Jego diagnoza dotycząca współczesnej młodzieży jest słodko – gorzka. Z jednej strony docenia postęp technologiczny i lepszą infrastrukturę, z drugiej – widzi kryzys charakterów.
Dziś młodzież ma o wiele więcej innych możliwości, a sport ma ogromną konkurencję. Za naszych czasów było inaczej. Teraz młodzież wychowywana jest w znacznie lepszych warunkach, ale rodzice za bardzo dbają o swoje dzieci. Te samochody, dowożenie do szkoły, wyręczanie we wszystkim. Kiedyś każdy z nas wyrastał w trudach, była ciężka praca fizyczna. A teraz jest lżej i ta młodzież po prostu się wydelikaciła. Ciężej podjąć im pracę, która gwarantowałaby później uzyskanie wybitnego wyniku sportowego. Ich charaktery są po prostu słabsze – ocenia bez owijania w bawełnę.
Jak inżynier rolnictwa „znalazł” Wojciecha Nowickiego
Choć Jan Zalewski trenował głównie młodzież na etapie początkowym, to miał ogromny, choć pośredni, udział w odkryciu jednego z największych talentów polskiego sportu – mistrza olimpijskiego w rzucie młotem, Wojciecha Nowickiego.
Sprowadziłem z Suwałk trenera Stanisława Gano. Poprosiłem dyrektora szkoły, by go zatrudnił. Pan Stanisław prowadził lekcje wychowania fizycznego i zauważył wybitnie uzdolnionego, dobrze zbudowanego chłopaka, który bardzo wysoko skakał w siatkówkę. Dał mu piłkę lekarską, a ten od razu rzucił nią niesamowicie daleko. Trener Gano przekazał go Bogusławowi Lipińskiemu, ten doprowadził go do medali mistrzostw Polski, a potem Wojtek trafił do trener Malwiny Wojtulewicz-Sobierajskiej i sięgnął po złoto w Tokio. Na tamte igrzyska pojechało aż pięcioro naszych zawodników z Podlasia. To był gigantyczny sukces – wspomina z dumą Zalewski.
Pytany o to, czy mistrzem trzeba się urodzić, czy można go wytrenować, odpowiada krótko.
Trzeba mieć dar boży, predyspozycje. Ale to trzeba poprzeć potężną pracą. Jeden ze wspaniałych kolarzy zapytany o to, czy ma talent, odpowiedział, że ma talent do pracy. I to jest klucz.
Czasami trzeba i marchewki, i rózgi
W dzisiejszych czasach rola trenera wykracza daleko poza sam schemat ćwiczeń. Zdaniem Zalewskiego dobry szkoleniowiec musi być psychologiem, który potrafi wyczuć moment, w którym ambicja zaczyna niszczyć zawodnika.
Czasami trzeba zrozumieć młodego człowieka. Zapytać, jak się czuje, jakie ma problemy w szkole, bo to wszystko się nakłada. Trener musi umieć dawać i marchewkę, i troszeczkę tej „rózgi”, żeby zmobilizować do ciężkiej pracy. Ale zawsze z wyczuciem, żeby nie zrobić krzywdy. Najgorsze, co może zrobić trener, to chcieć wyniku za szybko, pomijając etapy rozwoju. Wtedy zawodnik osiągnie jakiś tam rezultat jako junior, ale do szczytów seniorskich nigdy nie dojdzie – tłumaczy.
Zalewski zwraca też uwagę na problem „zajeżdżania” młodych talentów.
Bywało tak, że trenerzy kadry narodowej patrzyli w dzienniczek juniora i widząc, jaką pracę już wykonał, łapali się za głowy. Ten chłopak w wieku juniora realizował już trening mistrzowski. I potem tacy zawodnicy szybko znikali ze sportu, bo nie mieli już z czego się rozwijać – mówi.
Sport to pasja, ale brakuje pieniędzy
Jan Zalewski przez lata łączył pracę na bieżni z zarządzaniem klubem i strukturami Ludowych Zespołów Sportowych . Przyznaje, że dziś o następców z taką pasją jest niezwykle trudno. Głównie przez finanse.
Żeby tkwić w sporcie, trzeba mieć pasję. Ktoś z boku zapyta: „po co tyle czasu poświęcasz? Masz rodzinę, dom”. Ale jak ktoś w to wejdzie, to zostaje pasjonatem. Dziś mamy jednak duży problem z trenerami w dyscyplinach indywidualnych. Są po prostu słabo opłacani. Zawsze na końcu chodzi o pieniądze. Do tego zarządzanie klubem to praca przez całą dobę. To nie jest przyjście do biura od 8 do 16. Trzeba cały czas być pod telefonem, organizować, załatwiać, szukać sponsorów – wyjaśnia trener.
Na szczęście w Białymstoku udaje się płynnie przekazywać pałeczkę młodszym. Jan Zalewski z dumą podkreśla, że stery w klubie i organizacjach sportowych przejmują jego wychowankowie i młodsi koledzy z bieżni czy kajaka, jak Paweł Skowroński czy Joanna Kleszczewska.
My, najstarsi, jeśli tylko możemy, to pomagamy. I tak to powinno wyglądać – dodaje.
Człowiek jest tyle wart, ile może pomóc drugiemu
Na pytanie, jak chciałby zostać zapamiętany, 81-letni szkoleniowiec odpowiada skromnie, cytując swojego dawnego mistrza:
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Ale zawsze podobało mi się powiedzenie jednego z moich trenerów, że człowiek jest tyle wart, ile drugiemu może pomóc. Jeśli pomaga się młodzieży, jeśli wprowadza się ich w dorosłe życie przez sport, to jest to największa satysfakcja – stwierdza Zalewski.
I on to realizuje. Wierzy, że dzięki temu wszyscy będą go dobrze wspominać.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)
