Edukacyjny wyjazd uczniów sokólskiego liceum do Chin, który miał być dla młodzieży przygodą życia i szansą na zebranie cennych doświadczeń, błyskawicznie zamienił się w ogólnopolską burzę polityczną. Ostatnia sesja Rady Powiatu Sokólskiego, która odbyła się 29 września, przyniosła wielogodzinną, emocjonalną debatę. W centrum medialnego zamieszania znaleźli się samorządowcy na czele ze starostą Piotrem Rećką. I punkt w obradach dotyczący udzielenia zgody na nawiązanie współpracy z chińskim samorządem. Na sali bito się na argumenty infrastrukturalne, ale też przerzucano cytatami o „diable w ornacie”, „pajacowaniu” i nepotyzmie.
Wszystko zaczęło się na początku września 2026 roku. Grupa siedemnastu uczniów z Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Sokółce 9 września wyruszyła w daleką podróż do Państwa Środka w ramach tzw. mobilności edukacyjnej. Młodzież została wyłoniona w szkolnym konkursie wiedzy o Azji oraz na podstawie testu z języka angielskiego.
Co istotne – i co mocno podkreślali radni opozycyjni – o sam wyjazd młodzieży nikt w powiecie nie miał i nie ma najmniejszych pretensji. Przeciwnie, radni zgodnie chwalili dyrektorkę szkoły Anettę Zubrzycką za organizację tego przedsięwzięcia. Ona zaś niespecjalnie się tym cieszyła, kierując nawet w stronę jednego z radnych sformułowanie: „zakazuję panu mówić o szkole, (…) mam nadzieje, że się zrozumieliśmy”. Historycznym momentem wyjazdu było podpisanie 12 września oficjalnej umowy o współpracy z tamtejszą szkołą średnią w partnerskim mieście Sanming. Wydarzenie to otwiera przed podlaską młodzieżą zupełnie nowe możliwości rozwoju, regularne wymiany międzynarodowe i wspólne projekty naukowe.
Prawdziwy problem leżał jednak zupełnie gdzie indziej – w szerokiej, dorosłej „asyście”, która towarzyszyła uczniom oraz w wydarzeniach, które rozegrały się w blasku chińskich neonów.
Zagadka rady rodziców i zamkniętej szkoły
Szybko okazało się, że uczniom w podróży towarzyszy silna reprezentacja lokalnych władz. Do Chin polecieli m.in. starosta sokólski Piotr Rećko, wicestarosta Łukasz Owsiejko oraz członek zarządu powiatu Jerzy Białomyzy. W składzie ekipy znalazły się także: dyrektorka sokólskiego szpitala (i zarazem radna miejska) Anna Aniśkiewicz oraz żona starosty Edyta Rećko również zasiadająca w radzie miejskiej.
To właśnie obecność pań i współpracowników starosty wywołała najwięcej pytań o formalny status uczestników wyjazdu. Z dokumentów przedstawionych rodzicom wynikało, że opiekunami grupy – obok dyrektor liceum – były właśnie Edyta Rećko oraz Anna Aniśkiewicz. Obie dyrekcja szkoły przedstawiła jako reprezentantki rady rodziców.
Wersja ta jednak natychmiast wywołała falę sceptycyzmu, ponieważ znacząco rozmijała się z faktami i kalendarzem szkolnym. Co prawda, Rećko należy do wskazanego gremium, a nawet mu przewodzi. Rzecz w tym, że dzieci Anny Aniśkiewicz dopiero w tym roku rozpoczęły naukę w sokólskim liceum. Co więcej, z powodu przedłużającego się remontu placówka była zamknięta dla uczniów aż do 7 września. Tymczasem oficjalna strona internetowa szkoły jasno informowała, że pierwsze zebrania klasowe – na których dopiero mieli zostać wybrani przedstawiciele do rady rodziców – zaplanowano na 29 września. Fizycznie niemożliwe było zatem, aby na początku września pani Aniśkiewicz reprezentowała to ciało. Ta niespójność natychmiast zrodziła pytania o to, jaki był rzeczywisty cel jej podróży za ocean.
Nagranie z restauracji i ćwierć miliona złotych
Atmosferę wokół wyjazdu podgrzało nagranie, które 17 września lotem błyskawicy obiegło media społecznościowe. Widać na nim starostę Piotra Rećkę zamawiającego w chińskiej restauracji kolejne piwa. Choć film miał być prawdopodobnie prywatną pamiątką, szybko stał się polityczną bronią w rękach opozycji. Nagranie upublicznił m.in. radny i były poseł Mieczysław Baszko, głośno pytając o standardy zachowania lokalnych liderów oraz o to, pod czyją opieką była młodzież w trakcie zakrapianej alkoholem kolacji.
Oliwy do ognia dolały też kwestie finansowe. Koszt wyjazdu młodzieży i ich formalnych opiekunek wyniósł niemal 237 tysięcy złotych, a rachunek pokryła jedna ze spółek podległych powiatowi – Powiatowe Przedsiębiorstwo Drogowo-Budowlane. Spółka ta świadczy usługi wyłącznie na zlecenie powiatu i od niego dostaje pieniądze.
Po wybuchu tej medialnej burzy powiat nagle zaczął chwalić się, że kluczowym punktem podróży było także nawiązanie oficjalnej współpracy gospodarczej powiatu sokólskiego z chińskim samorządem.
Radna Ewa Puszko dopytywała, dlaczego przez dziesięć dni z pięcioosobowego zarządu powiatu aż trzy osoby – w tym starosta i wicestarosta – jednocześnie przebywały za granicą.
Czy to jest odpowiedzialne? Zadam pytanie, które słyszę wiele razy od wielu ludzi: czy do Chin musiało jechać trzech członków zarządu? Moim zdaniem nie – mówiła radna, zwracając uwagę, że powiat jest terenem przygranicznym, gdzie decyzyjność w kryzysowych sytuacjach ma istotne znaczenie.
Wątpliwości co do funkcjonowania urzędu w tym czasie starała się rozwiać Magdalena Grasewicz, sekretarz starostwa, zapewniając o sprawnym systemie upoważnień.
Od dziewiątego do 18 września zadekretowałam ponad 870 pozycji pism. Każdemu pismu, które wpłynęło do urzędu, został nadany właściwy bieg – tłumaczyła, dodając, że dysponowała stosownymi pełnomocnictwami na czas nieobecności zarządu.
„Mocni w pajacowaniu” i kelner z lokalną wodą
Potem radna Puszko wskazywała, że z wyjaśnień wynika, że jednej z opiekunek podczas wyjazdu, żonie starosty, pobyt opłaciła spółka powiatowa PPDB, podczas gdy druga z opiekunek – jak podkreślała radna – sama pokryła koszty swojego wyjazdu, z własnej kieszeni. Dla radnej problemem nie były kompetencje merytoryczne wybranych osób, lecz przejrzystość i etyka całego procesu doboru towarzyszących dorosłych.
Starosta najpierw bronił tego wyboru, przywołując wieloletnie – sięgające lat 90. – wykształcenie medyczne żony i jej demokratyczny wybór do rady rodziców. Przyznał jednocześnie, że koszty własnego pobytu oraz pozostałych członków zarządu zostały pokryte prywatnie, na mocy uchwały zarządu z 7 września, tłumacząc to obecnością w programie podróży elementu typowo turystycznego (Pekin, Szanghaj) obok części czysto roboczej w Sanmingu.
Ale gdy tylko opozycja zaczęła drążyć temat finansów i pytać o szczegóły budżetowe, Piotr Rećko nie wytrzymał i przeszedł do ostrego kontrataku, zarzucając swoim krytykom brak merytoryki i robienie medialnego show. Nawiązał przy tym do telewizyjnego wystąpienia radnego Mateusza Adaszczyka, który na antenie TVP Białystok pojawił się z butelkami lokalnej wody mineralnej Krynka. Chodzi o „Bez kantów” wyemitowane 25 września. Obaj panowie brali udział w programie, w którym dyskutowali na temat niuansów wyjazdu do Chin.
Ja ze zgrozą ponownie muszę powiedzieć, że państwo jesteście mocni w pajacowaniu – grzmiał starosta Rećko. – Tak jak pan Adaszczyk na antenie, który zabawił się w kelnera i dostarczył nam cztery butelki naszej wspaniałej Krynki. Jesteście mocni w tym, a nie w merytoryce! Nie macie zielonego pojęcia o niuansach budżetowych i o tym, jak funkcjonuje samorząd.
Radny Adaszczyk nie pozostał dłużny i szybko zripostował zaczepkę starosty.
– Wolę być kelnerem i donieść naszą lokalną Krynkę niż być pośmiewiskiem na całą Polskę, upubliczniając samodzielnie takie nagrania – odgryzł się radny, pijąc do słynnego filmu z chińskiej kolacji.
Łukaszenka bał się Chińczyków
Starosta na sesji roztoczył przed radnymi szeroką, wręcz globalną wizję rozwoju powiatu. Przekonywał, że Chiny nie przejmują się lokalnymi konfliktami ani wojną hybrydową na granicy, a Sokółka, Kuźnica i Geniusze mają szansę stać się kluczowym korytarzem transportowym dla całej Unii Europejskiej, stanowiąc alternatywę dla portów niemieckich czy holenderskich.
Szybkość logistyki – tym się dzisiaj wygrywa przewagę konkurencyjną – tłumaczył Rećko. – Chińczycy nie przejęli się wojną na Ukrainie. Oni dalej bramą brzeską do Małaszewicz przerzucali swoje towary. Wiecie, dlaczego nie było wojny hybrydowej na Lubelszczyźnie? Dlaczego Łukaszenka nie odważył się dokonywać tam przerzutu migrantów, tylko robił to przez Kuźnicę i Hajnówkę? Bo bał się Chińczyków! Bał się zakłócić dostawy towarów. Duże centra logistyczne są po prostu nietykalne. Marzę o takim centrum w Sokółce, Kuźnicy i Geniuszach, bo nie mamy innej drogi.
Dopełnieniem tej wizji ma być sieciowy biznes gastronomiczny oparty na chińskim modelu franczyzowym z Sanming (koncept Shaxian/Sashin, liczący 100 tysięcy lokali w 81 krajach).
Sashin to lokalna kuchnia zmieniona w przemysł i markę. Chcemy stworzyć sieć restauracji zazowskich (Zakładów Aktywności Zawodowej – przyp. red.), która połączy rolnictwo, przetwórstwo, szkolenia i logistykę – przekonywał starosta, pokazując slajdy z chińskich sal szkoleniowych.
To jest jak mrówka i słoń
Wizję starosty o „Sokółce na Jedwabnym Szlaku” zdemolował radny Piotr Bujwicki. Powołując się na swoje czteroletnie doświadczenie przy budowie terminala przeładunkowego firmy Barter w Sokółce oraz wizyty studyjne w terminalach w Niemczech, na Litwie, Łotwie i w Estonii, sprowadził dyskusję na ziemię.
Słucham o tym „szlaku jedwabnym przez Sokółkę” i to jest zestaw bzdur – ocenił ostro radny Bujwicki. – Przez cztery lata budowałem nowoczesny terminal intermodalny w Sokółce. Rozmawiałem wielokrotnie z prezesem Januszem Piechocińskim z Izby Gospodarczej Polska-Azja na temat uruchomienia tego ciągu kolejowego przez Kuźnicę. I dlaczego ten nowoczesny, ogromny terminal w Sokółce stoi dziś pusty? Ponieważ infrastruktura po stronie polskiej i białoruskiej nie jest przystosowana do przyjęcia odpowiedniej ilości pociągów. Po prostu nie ma tu torów odstawczych!
Bujwicki wyliczał dane techniczne, które uniemożliwiają realizację planów starosty bez miliardowych inwestycji na szczeblu rządowym.
Terminal w Sokółce jest w stanie przyjąć sześć składów pociągów na dobę – i to jest maksymalna przepustowość tego przejścia i linii kolejowej. Twierdzenie, że powiat sokólski może coś w tym zakresie zrobić, to wierutna bzdura. Powiat sokólski i Chiny to jest jak mrówka i słoń. Nawet jakby całe mrowisko wystąpiło, to tam byłoby za mało! Tu potrzeba wielomiliardowych porozumień międzyresortowych między Polską, Białorusią i Chinami, a Białorusi nie da się ominąć. Słucham dziś, że zarząd pojechał do Chin zajmować się gastronomią. Przecież to jest pośmiewisko na cały kraj – skwitował Bujwicki.
Kary umowne w szpitalu, przetargi i zarzuty o nepotyzm
Opozycja szybko powiązała hojność Powiatowego Przedsiębiorstwa Drogowo-Budowlanego z realizowanym przez tę samą firmę remontem szpitala w Sokółce. Radny Bujwicki dopytywał, dlaczego inwestycja w szpitalu, która miała zakończyć się w czerwcu, wciąż trwa, a powiat nie nalicza wykonawcy kar umownych.
Z naszych obliczeń wynika, że PBDB powinno zapłacić blisko milion złotych kary do tej pory. Gdzie te pieniądze są w budżecie? One powinny zasilić budżet powiatu – punktował radny. – Dlaczego oni finansowali wyjazd, skoro powinni zapłacić ogromną karę z tytułu niewykonania w terminie remontu w szpitalu? A nagle znajdują się środki na taki wyjazd. To budzi ogromne wątpliwości.
Bujwicki poszedł w swoich oskarżeniach jeszcze dalej, wyciągając na światło dzienne kolejne personalne powiązania w sokólskich urzędach, które jego zdaniem tworzą niezdrowy układ zamknięty.
Ja tego po prostu nie mogę zrozumieć, jak państwo możecie dopuszczać do takich powiązań. Od niedawna dowiedzieliśmy się, że mąż pani dyrektor, która tam była w Chinach, zajmuje się zamówieniami publicznymi i przetargami w starostwie, między innymi właśnie dla szpitala w Sokółce! Jak można pozwalać na taki nepotyzm i kolesiostwo? – grzmiał.
Starosta Rećko odpierał te zarzuty, tłumacząc, że powiat nie był stroną umowy z PPDB, a sama spółka rozlicza się samodzielnie.
To jest spółka non-profit, która część swojego zysku przeznacza na działania prospołeczne i wspieranie edukacji młodzieży w ramach klauzul społecznych – argumentował starosta.
Diabeł w ornacie i przelewy wicestarosty
Gdy dyskusja zeszła na kwestie etyki, transparentności i doboru opiekunów młodzieży podczas wyjazdu (przypomnijmy, jedną z nich była żona starosty, co do której Rećko argumentował emocjonalnie: „przeszła anatomię, farmakologię, zdawała te egzaminy na piątkę, wiedza medyczna jest ogromna”), do głosu doszedł członek zarządu Jerzy Białomyzy, który (podobnie jak pozostali uczestnicy wyjazdu) winę za rozpętanie burzy przypisuje nieobecnemu na sesji radnemu Mieczysławowi Baszce i udostępnieniu przez niego nieszczęsnego filmu z chińskiej kolacji.
Brał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni – skomentował wicestarosta Białomyzy. – Chce ktoś nas pouczać o etyce? Żeby nasza etyka od początku do końca była jasna: już 7 września w uchwale zarządu zapisaliśmy, że członkowie pokrywają koszty wycieczki za własne pieniądze. Przelew pierwszy zrobiłem 18 września, a drugi, gdy dostałem fakturę od fundacji polsko-europejsko-azjatyckiej. Mam w telefonie zdjęcia swoich przelewów z datami, mogę pokazać (wspomnianej uchwały na razie nie ma w BIP – przyp. red.).
Białomyzy odniósł się także do faktu, że po powrocie z Chin, na lotnisku czekały na nich media.
Spotyka nas na Okęciu ekipa Polsatu. Pani redaktor mówi: „proszę państwa, ale to przecież Mieczysław Baszko wszystko nakręcił”. Mam to nagrane na telefonie, sam nagrywałem ten materiał i mogę go odtworzyć. Stąd pojawia się jego nazwisko wśród odpowiedzialnych za tę wojnę – tłumaczył, zdejmując z zarządu odium wszczynania personalnej wojny.
A starosta dodał, że pozwie Baszkę za naruszenie praw autorskich, do którego jego zdaniem doszło w chwili udostępnienia materiału w social mediach byłego posła. Kuriozalne.
List intencyjny pisany na kolanie?
Radny Mateusz Adaszczyk dopytywał z kolei o kwestie formalne i sam dokument podpisany w Chinach. Zwrócił uwagę na kompromitujący szczegół.
Czy widzieli państwo ten list intencyjny w języku polskim? Widać, że był pisany na kolanie. Nawet słowo „Rzeczpospolita Polska”, którą pan starosta chciał tam reprezentować, jest wpisane z błędem! I takim dokumentem państwo się chwalicie? – pytał Adaszczyk, dopytując również, czy w związku z doniesieniami medialnymi w sokólskim liceum pojawiły się już CBA i prokuratura.
Starosta Rećko bagatelizował błąd w dokumencie, tłumacząc cierpliwie różnicę między umową a intencją.
List intencyjny to jest tylko intencja, zamiar nawiązania relacji. Ostateczne decyzje podejmuje rada powiatu i właśnie dziś mamy ten punkt na sesji. Nie wchodziliśmy w kompetencje rady, bo to byłoby złamanie prawa. Musi pan to rozróżnić – powiedział.
„Nie odmrażajmy uszu na złość babci”
Mimo argumentów opozycji dotyczących braku infrastruktury kolejowej, pytań o milionowe kary dla wykonawcy remontu szpitala, niejasnych powiązań kadrowych przy przetargach i wyciekłego do sieci filmu z prywatnej kolacji zarządu, koalicja rządząca nie zamierzała uderzyć się w piersi.
Mówicie, że śmieje się z nas cała Polska, ale wy w tym uczestniczycie i to podsycacie. Nie pozwolę dyskredytować naszych działań. Upatruję dużej szansy rozwojowej w tym wyjeździe – podsumował wicestarosta Łukasz Owsiejko.
Starosta Piotr Rećko zakończył dyskusję powiedzeniem: – Nie odmrażajmy uszu na złość babci.
Ostatecznie, po wielogodzinnym i burzliwym spektaklu, radni koalicji rządzącej przegłosowali uchwałę. Stosunkiem głosów 10 „za”, do 4 „przeciw” i 2 „wstrzymujących” rada powiatu oficjalnie wyraziła zgodę na współpracę z chińskim Sanming. Czy Sokółka rzeczywiście stanie się hubem logistycznym, czy jedynie bohaterem internetowych memów – czas pokaże.
(Piotr Walczak)

