W weekend, 29 i 30 sierpnia 2026 roku, Park Kulturowy Korycin-Milewszczyzna stał się areną niezwykłych wydarzeń. Przez dwa dni setki odwiedzających mogły przenieść się o setki lat wstecz i na własnej skórze poczuć klimat dawnych wieków. Wszystko za sprawą VII Festynu Archeologicznego, który przyciągnął rekordową liczbę rekonstruktorów z całego kraju.
Z roku na rok impreza w Milewszczyźnie cieszy się coraz większym prestiżem w środowisku miłośników historii, co najlepiej obrazuje skala rozwoju tego wydarzenia. Początki festynu były skromne – w pierwszej edycji brało udział zaledwie 40 rekonstruktorów. Podczas tegorocznego spotkania do Parku Kulturowego w Korycinie-Milewszczyźnie zjechało już około 240 pasjonatów, reprezentujących blisko 30 różnych drużyn historycznych.
Teren parku szczelnie wypełniły historyczne namioty, wokół których tętniło życie dawnych Słowian i Wikingów. Uczestnicy wydarzenia prezentowali tradycyjne rzemiosło, w tym widowiskowe pokazy kowalstwa oraz łucznictwa. Odwiedzający chętnie przyglądali się pracy rzemieślników, przymierzali repliki uzbrojenia i dopytywali o szczegóły dawnego życia. Jak sami przyznawali, obok walorów edukacyjnych, ogromne znaczenie miał dla nich bliski kontakt z naturą, który umożliwia malownicza przestrzeń parku w Milewszczyźnie.
Życie w obozie i twarde reguły walki
Dla rekonstruktorów udział w festynie to nie tylko hobby, ale styl życia. Wymaga on wielu wyrzeczeń, ale daje też ogromną satysfakcję. O realiach tej pasji opowiedzieli członkowie jednej z grup rekonstrukcyjnych z okolic Ciechanowa: Żywia, Jagoda oraz Marcin.
Dla Jagody był to absolutny debiut festiwalowy, z kolei Żywia uczestniczyła w takim wydarzeniu po raz trzeci. Jak zgodnie przyznają, spanie w historycznych namiotach i obozowe życie mają swój niepowtarzalny urok. Największe emocje wzbudzają jednak inscenizacje bitewne. Choć starcia wojów wyglądają groźnie, nad wszystkim czuwa rygorystyczny regulamin.
To jest walka, w której można sobie zrobić krzywdę, dlatego istnieją ściśle ustalone reguły, których uczestnicy muszą bezwzględnie przestrzegać w trosce o wspólne bezpieczeństwo – tłumaczą rekonstruktorzy. – Kontuzje oczywiście się zdarzają, ale to nie jest tak, że można przyjechać pierwszy raz i od razu stanąć do walki. Do tego potrzebny jest całoroczny trening. Używana broń jest odpowiednio zatępiona, a wojowie noszą solidne, odwzorowane na podstawie znalezisk archeologicznych hełmy i kolczugi.
Rola kobiet i rodzinna pasja
Wbrew pozorom, ruch rekonstrukcji historycznej to nie tylko domena mężczyzn chwytających za miecze. Kobiety odgrywają w nim swoją rolę, choć – z drobnymi wyjątkami – rzadko decydują się na bezpośredni udział w bitwach.
Nie ma u nas sztywnego, tradycyjnego podziału na role męskie i żeńskie. Gotowaniem zajmują się wszyscy, panowie również chętnie przyrządzają posiłki – opowiada Żywia. – Większość kobiet nie walczy, za to dbamy o zaopatrzenie kramów. Nasza drużyna prowadzi kram, na którym sprzedajemy różne przedmioty związane z naszą pasją.
Droga do zostania rekonstruktorem bywa różna, ale bardzo często staje się to pasją rodzinną.
Wszystko zaczęło się od mojego brata, który od kilku lat działa w ruchu rekonstrukcyjnym. Mnie historia towarzyszyła już wcześniej, choć bardziej interesowałam się tą nowożytną, z XX wieku. Jednak gdy brat zaczął się w to angażować, zachwyciło nas to. Przede wszystkim poszukiwania historyczne, bo przecież wszystko, co robimy, musi mieć poparcie w źródłach. I tak, krok po kroku, daliśmy się wciągnąć – podsumowuje Żywia.
Dwudniowe spotkanie z przeszłością w Milewszczyźnie przyciągnęło nie tylko pasjonatów z całego kraju, ale przede wszystkim dziesiątki rodzin szukających oryginalnego sposobu na spędzenie wolnego czasu. Dawne rzemiosła i widowiskowe walki wojów wciąż budzą ogromne emocje, a sam festyn wpisał się w kalendarz najciekawszych imprez plenerowych w regionie.
(Ewa Bochenko)

