Mrożące krew w żyłach sceny rozegrały się w niewielkiej wsi Grądy Woniecko w powiecie zambrowskim. W nocy z 20 na 21 sierpnia 2026 roku doszło tam do brutalnego ataku, w którym ciężko ranny został Łukasz M. Mężczyzna zmarł po kilku dniach. Napastnik oddał strzały w tył jego głowy, a grupa świadków – zamiast ratować umierającego kolegę – uciekła i zamilkła. Policja i prokuratura rozbiły sieć towarzyskich powiązań, zatrzymując łącznie siedem osób zaangażowanych w tę sprawę.
Do tragedii doszło około godziny 3.30 nad ranem. Jak wynika z ustaleń śledczych, to wtedy w kierunku głowy Łukasza M. padły strzały z broni pneumatycznej. Ofiara doznała dwóch ran postrzałowych w okolicy potylicznej, co doprowadziło do ciężkiego urazu czaszkowo – mózgowego. Życia mężczyzny nie udało się uratować, mimo szybkiej interwencji medycznej. Zmarł po kilku dniach w szpitalu.
Strzały, a potem zmowa milczenia
Zamiast natychmiastowej pomocy i telefonu na numer alarmowy, na miejscu zdarzenia zapadła zmowa milczenia. Cztery obecne przy tym osoby – Kacper G., Oliwia W., Mateusz Ł. oraz Klaudia O. – uciekły, pozostawiając zakrwawionego mężczyznę na pastwę losu.
Prokuratura Rejonowa w Zambrowie przedstawiła im zarzuty nieudzielenia pomocy osobie znajdującej się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia. Cała czwórka przyznała się do zarzucanych czynów i złożyła wyjaśnienia. Zastosowano wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze: dozory policji, zakaz kontaktowania się ze sobą oraz poręczenia majątkowe.
Główny podejrzany z arsenałem i narkotykami
Śledczy na początku Marcina D. oskarżyli o usiłowanie zabójstwa z zamiarem bezpośrednim. To on miał pociągnąć za spust wiatrówki wyposażonej w lunetę. Po śmierci Łukasza M. kwalifikacja prawna czynu może ulec zmianie na dokonanie zabójstwa.
Podczas przeszukania pomieszczeń użytkowanych przez mężczyznę funkcjonariusze znaleźli spory arsenał: strzelbę, przedmiot przypominający pistolet oraz korpus innej broni palnej.
To jednak nie wszystko. Marcin D. wpadł również z ogromną ilością substancji zabronionych. Zabezpieczono przy nim ponad 141 gramów amfetaminy, blisko 28 gramów mefedronu oraz 26 gramów marihuany. Ponieważ przestępstw tych dopuścił się w warunkach recydywy – w ciągu pięciu lat od odbycia kary co najmniej sześć miesięcy więzienia za podobne czyn umyślny – jego sytuacja prawna jest niezwykle poważna.
Podejrzany nie przyznał się do winy, złożył jednak wyjaśnienia. Decyzją Sądu Rejonowego w Zambrowie został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu kara od dziesięciu lat pozbawienia wolności do dożywotniego więzienia.
„Pinezka” i policyjna obława w Białymstoku
Wstrząsające są również kulisy ucieczki Marcina D., w którą zaangażowali się jego koledzy. Jak ustaliła prokuratura, Mateusz M. i Mateusz S. aktywnie pomagali poszukiwanemu w uniknięciu odpowiedzialności karnej.
Mateusz M. zabrał podejrzanego swoim samochodem z okolic Łomży i przewiózł go do wynajmowanego mieszkania w Białymstoku, gdzie ukrywał go przez dwa dni. Z kolei Mateusz S. otrzymał od uciekiniera współrzędne geograficzne – tzw. pinezkę – i ruszył pod wskazany adres w stolicy Podlasia, aby pomóc w jego dalszym przetransportowaniu i ukryciu. Plany te pokrzyżowali jednak policjanci, którzy w porę namierzyli i zatrzymali mężczyznę. Obaj pomocnicy usłyszeli zarzuty poplecznictwa i zostali objęci dozorem policji oraz poręczeniami majątkowymi.
Postępowanie w tej sprawie ma charakter rozwojowy. Dwie inne osoby, które również zostały zatrzymane przez policję, po przesłuchaniu w charakterze świadków zostały zwolnione do domu.
(Ewa Bochenko)

