Przez wieki był sercem Kuźnicy, miejscem, bez którego, jak mówi historyk dr Grzegorz Ryżewski, „nie było życia w miasteczku”. Mowa o historycznym młynie, którego dzieje, sięgające XVI wieku, to fascynująca opowieść o upadku, potędze i technologicznym przełomie. Jego solidne mury, które przetrwały do dziś, są świadkami niezwykłej transformacji.
Historia młyna w Kuźnicy jest tak długa, jak historia samej miejscowości. Jednak w połowie XVIII wieku jego stan był opłakany. Dr Ryżewski przytacza wstrząsający opis z inwentarza z 1735 roku, który maluje obraz skrajnej ruiny dwóch lokalnych młynów. O jednym z nich pisano: „Młyn (…) bez żelaza, koła, skrzyń, koszów i bez żadnej rzeczy tylko jedno nakrycie i zrąb mielniczy. (…) ze wszystkim pusty.” O drugim: „bez spustu, koła, skrzynków, wału, żelazo przez połowę zepsowane”. Jak podsumowuje historyk – „Czyli bieda z nędzą…”.
Rewolucja Tyzenhauza. Od rudery do murowanej potęgi
Przełom nadszedł wraz z działalnością podskarbiego Antoniego Tyzenhauza, wielkiego reformatora epoki stanisławowskiej. To za jego czasów na ruinach starych konstrukcji wzniesiono nowy, potężny młyn, który stał się symbolem nowoczesności.
Kontrast między starym a nowym jest uderzający. Inwentarz sporządzony tuż po odejściu Tyzenhauza opisuje budowlę, która budzi podziw nawet dzisiaj: „Kuźnica młyn murowany z kamieni o dwóch kołach, dachówką kryty, (…) dwupiętrowy z kominem murowanym z cegieł”. Dbano o każdy detal, od solidnych drzwi na „esowatych zawiasach” po funkcjonalne wnętrza. To była inwestycja na wieki.
XX wiek. Prąd dla miasta i nowoczesna turbina
Potwierdzeniem jakości konstrukcji są zapiski Waleriana Bujnowskiego, który tuż przed II wojną światową opisywał młyn jako gmach o metrowej grubości murach i sosnowych wiązaniach, które „mimo 165 lat istnienia zachowały się dobrze” – opowiada historyk.
Prawdziwa rewolucja technologiczna nadeszła jednak na początku XX wieku. Młyn w Kuźnicy stał się lokalną elektrownią. W 1918 roku zainstalowano w nim dynamo o sile 40 amperów, które w latach 1918-1920 zasilało 150 lamp, oświetlając całą osadę. To wydarzenie musiało być dla mieszkańców ogromnym skokiem cywilizacyjnym. W 1926 roku posunięto się o krok dalej, instalując nowoczesną turbinę wodną typu Francisa.
Mimo modernizacji, młyn borykał się z odwiecznym problemem – brakiem wody w miesiącach letnich i mroźnych zimach, co ograniczało jego pracę do zaledwie kilku godzin na dobę. W 1930 roku jego właścicielem był Żyliński.
Historia młyna w Kuźnicy to znacznie więcej niż opowieść o budynku. To kronika rozwoju technologicznego i gospodarczego regionu – od prostego mielenia zboża, przez potęgę epoki Tyzenhauza, aż po erę elektryczności. Jego pozostałości, które wciąż można oglądać eksplorując nasz region, przypominają o czasach, gdy rytm życia miasteczka wyznaczał szum młyńskich kół.
(EB)

