Emocjonalne wystąpienia, zarzuty o brak konsultacji, strach przed spłatą wartości gruntów i powoływanie się na kultowe polskie komedie – tak 20 października wyglądała sesja Rady Miejskiej w Sokółce, na której uchwalono plan ogólny gminy. Mimo głośnych protestów części mieszkańców i sprzeciwu części radnych, dokument planistyczny został przyjęty większością głosów.
W głosowaniu 12 radnych poparło projekt uchwały, siedmiu było przeciw, a dwoje nie wzięło udziału w głosowaniu. Przyjęcie planu ogólnego to realizacja wymogów ustawowych, jednak styl i zakres wprowadzanych zmian wzbudziły w gminie potężne kontrowersje.
Mieszkańcy oburzeni: „Mój dom obok strefy przemysłowej”
Podczas sesji nie brakowało mocnych słów ze strony mieszkańców. Głównym zarzutem pod adresem władz gminy był brak aktualnych miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego przez ostatnie lata oraz nieuwzględnienie dziesiątek uwag zgłaszanych przez lokalną społeczność.
Jeden z mieszkańców, cytując klasyczną scenę z filmu „Poszukiwany, poszukiwana”, w której dygnitarz decyduje o zmianie koncepcji osiedla, zarzucił władzom ignorowanie realiów i arbitralne decyzje.
To nie jest żadna wizja, to jest po prostu zrobione coś, co być nie powinno. Wprowadzacie strefy bez analizy, jak wpłynie to na życie ludzi – mówił.
Największe emocje wzbudziła kwestia wyznaczenia stref przemysłowych i usługowych bezpośrednio w sąsiedztwie istniejącej zabudowy mieszkaniowej oraz ogródków działkowych, m.in. w rejonie ul. Kłopotowskiego. Mieszkańcy punktowali, że wprowadzenie ciężkiego przemysłu lub intensywnych usług doprowadzi do hałasu, wzmożonego ruchu ciężarówek, zanieczyszczenia światłem i drastycznego spadku jakości życia.
Przedstawiciele mieszkańców wskazywali także na brak przejrzystości przy wprowadzaniu zmian dla wybranych działek należących m.in. do osób powiązanych z samorządem. Radna Anna Aniśkiewicz pytała wprost.
Skoro sama pani burmistrz podczas spotkań przyznawała nam rację, że bezpośrednie sąsiedztwo strefy przemysłowej i domów jednorodzinnych to błąd, to dlaczego jednym kliknięciem nie zdjęto tej strefy z projektu przed głosowaniem? Dlaczego kazano nam przyjąć plan, który ten problem pozostawia? – dociekała Aniśkiewicz.
Burmistrz i urzędnicy odpierają zarzuty
To zarzutów odniosła się burmistrz Ewa Kulikowska oraz urzędnicy odpowiedzialni za przygotowanie dokumentu. Burmistrz zdecydowanie odrzuciła sugestie o jakichkolwiek nieprawidłowościach czy fałszowaniu dokumentacji, apelując o kierowanie ewentualnych dowodów do prokuratury.
Zaległości i pośpiech w pracach nad planem urzędnicy tłumaczyli kwestiami formalno – prawnymi oraz nadzwyczajnymi okolicznościami z przeszłości.
Ten rok i cztery miesiące, kiedy byłam zawieszona, bo ktoś z tego miasta chciał mnie widzieć za kratami (…), teraz musimy nadrabiać. Stąd właśnie opóźnienia w strategii i procedurach – wyjaśniała burmistrz Kulikowska.
Urzędnicy wskazywali, że procedura wyłonienia wykonawcy była niezwykle trudna (wykonawcę udało się wyłonić dopiero w siódmym przetargu, a umowę podpisano w kwietniu 2025 roku), co drastycznie skróciło czas na wykonanie analiz i przeprowadzenie pełnych konsultacji przed ustawowym terminem. Ponadto tłumaczono, że strefy usługowe nie blokują mieszkańcom dotychczasowego sposobu użytkowania działek, a decyzje o kształcie stref były konsultowane pisemnie z właścicielami nieruchomości, z których większość opowiedziała się za utrzymaniem dotychczasowego, gospodarczego charakteru terenów.
Szok podażowy, spadek wartości działek i paraliż wsi
Mocne głosy sprzeciwu wobec projektu płynęły od opozycyjnych radnych. Radny Tomasz Tolko zwrócił uwagę na fatalne skutki planu dla obszarów wiejskich i rozwoju demograficznego gminy.
Mieszkańcy wsi zostali przekreśleni z możliwości budowy. Projektant przeciągnął kreskę flamastrem przez całe wioski. Do tej pory było tak: jest droga, są zabudowania, jest wodociąg – buduj się. A teraz gmina zrobiła wodę, jest droga, ale budować nie wolno, można tylko kosić trawę. Jak my chcemy dbać o demografię? Ludzie jeszcze nie rozumieją konsekwencji tego dokumentu. Zrozumieją, gdy dostaną odmowę warunków zabudowy, a wartość ich ziemi kolosalnie spadnie – grzmiał Tolko.
Podobnego zdania był radny Karol Krokos, który przestrzegał przed podziałem mieszkańców na wygranych i przegranych.
Ci, których nieruchomości znajdą się w strefach z możliwością zabudowy, wygrają – ceny ich działek drastycznie wzrosną. Mieszkańców czeka jednak szok podażowy. Pozostałe tereny, na mapach oznaczone kolorem żółtym, to tereny z zakazem zabudowy mieszkaniowej. Tam rolnik czy obywatel stawiać będzie mógł jedynie stodołę, a nie dom. Wcześniej składano wnioski o warunki zabudowy i można było się rozwijać, dziś zostało to drastycznie ograniczone.
Plan przyjęty, ale to nie koniec sporu
Mimo że plan ogólny przeszedł większością 12 głosów, sytuacja w gminie pozostaje napięta. Władze gminy deklarują, że w przyszłości – w miarę możliwości finansowych i prawnych – będą podejmowane próby korygowania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego na wniosek mieszkańców.
Mieszkańcy i część radnych zapowiadają jednak dalsze przyglądanie się sprawie, a w przypadku dopatrzenia się uchybień formalnych – zaskarżenie uchwały do organów nadzorczych.
Przełomowy dokument, mający w założeniu porządkować przestrzeń gminy na lata, stał się jednym z najostrzejszych punktów zapalnych nie tylko w tym samorządzie. Ale do jego uchwalenia obliguje prawo.
(Ewa Bochenko)

