Około 800 tys. zł wynoszą straty po pożarze drewnianego pustostanu przy ul. Poleskiej w Białymstoku. Gaszenie budynku i dogaszanie pogorzeliska zajęły strażakom niemal cztery godziny. Prowadzący sprawę policjanci ustalili, że krótko przed pojawieniem się ognia w budynku przebywała grupa nieletnich. Wszyscy usłyszeli zarzuty, a o ich dalszym losie zdecyduje sąd rodzinny.
Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do białostockiej straży pożarnej 13 października o godz. 15.32. Kiedy ratownicy dotarli na miejsce, drewniany budynek był już objęty rozwiniętym pożarem. Najpierw zabezpieczyli teren i sprawdzili, czy wewnątrz nie ma osób wymagających pomocy. Nikogo nie znaleziono. Do akcji skierowano sześć zastępów PSP, łącznie 21 strażaków, a działania zakończyły się o godz. 19.28.
Do gaszenia wykorzystano drabinę mechaniczną i drabiny przystawne, a wodę podawano pięcioma prądami. Po opanowaniu ognia ratownicy musieli jeszcze rozebrać część konstrukcji i dogasić ukryte zarzewia, aby wyeliminować ryzyko ponownego pojawienia się płomieni. Na miejscu działały również policja i pogotowie energetyczne.
Równolegle śledczy z białostockiego pierwszego komisariatu ustalali, co wydarzyło się przed wybuchem pożaru. Z relacji świadków wynikało, że krótko wcześniej z pustostanu wybiegło kilkoro młodych ludzi. Policjanci ustalili, że trzech chłopcow weszło do środka, podczas gdy ich koleżanka pozostała na zewnątrz. Dopiero po tym, gdy cała grupa opuściła teren, pojawiły się dym i ogień.
Podejrzewanych udało się zidentyfikować i zatrzymać. W grupie było dwoje 14-latków oraz chłopcy w wieku 13 i 12 lat. Trzy osoby policjanci zatrzymali w szkole, czwartą w mieszkaniu. Straty spowodowane pożarem oszacowano na około 800 tys. zł.
Cała czwórka usłyszała zarzut sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu wielkich rozmiarów w postaci pożaru. Po zakończeniu czynności nieletnich przekazano opiekunom. Postępowanie dotyczące ich odpowiedzialności będzie prowadził sąd rodzinny.
(PW)

