Nie „Ojcowie Niepodległej”, ale i matki. Nasz „Gość Tygodnia”, dr Małgorzata Wenclik, mówi o rewolucji w prawniczym mentoringu i sile kobiecego wsparcia. Na wydziałach prawa w całej Polsce kobiety od lat stanowią zdecydowaną większość studiujących. Kiedy jednak spojrzymy na szczyty hierarchii zawodowej – partnerów zarządzających w prestiżowych kancelariach, prokuratorów czy sędziów wyższych instancji – statystyki wciąż bywają zaskakująco nierówne. Gdzie po drodze „gubią się” zdolne studentki i dlaczego tak trudno im znaleźć w zawodzie prawnika swoje miejsce? O tym, jak zmienić tę rzeczywistość, rozmawiamy z prawniczką akademicką i pomysłodawczynią przełomowego projektu „Prawniczy Mentoring Kobiecy”.
Zaangażowanie społeczne dr Wenclik nie wzięło się znikąd. Jak sama przyznaje, aktywistką była od dziecka, choć wówczas sama tak tego nie nazywała.
Nawet nie wiedziałam, biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy, że byłam wolontariuszką w wielu sytuacjach – jako osoba, która grała w siatkówkę, chodziłam na mecze starszych koleżanek, podawałam piłki i wodę, bo chciałam obserwować, jak one działają. Albo w PCK, czy trochę w harcerstwie – wspomina.
Prawdziwym, dojrzałym impulsem do walki o widoczność kobiet w przestrzeni publicznej stał się jednak rok 2018 – setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, która zbiegła się z inną, równie ważną datą.
W tym samym czasie, bo w listopadzie 1918 roku, Polki uzyskały prawa wyborcze. Byłyśmy jednymi z pierwszych kobiet na świecie i w Europie, które to prawo otrzymały. Okazuje się, że Polska w 1918 roku była bardzo progresywna i demokratyczna. Niektórzy mówią, że my „dostałyśmy” te prawa, ale ci, którzy znają historię, wiedzą, że zostały one naprawdę wywalczone – podkreśla dr Wenclik.
To właśnie wtedy, na macierzystym Wydziale Prawa, natrafiła na wydarzenie, które stało się katalizatorem zmian.
Zobaczyłam kalendarz pod hasłem „Ojcowie Niepodległej”. Nie było tam żadnej kobiety. Dla mnie, jako osoby interesującej się historią i wiedzącej, co robiła choćby Aleksandra Piłsudska i mnóstwo innych kobiet zaangażowanych w ruch niepodległościowy, było to porażające i zupełnie nienaturalne – mówi nasza rozmówczyni.
Zwraca też uwagę na to, jak kształtuje się narracja wokół samych obchodów Święta Niepodległości.
Ta celebracja 11 listopada jest bardzo męska – pokazuje się pochody, marsze. Nie pokazuje się ludzi, którzy pracują u podstaw. A to kobiety bardzo często ponosiły ciężar walk swoich mężów – zostawały wdowami, musiały zaopiekować się starszymi członkami rodziny. Pomyślałam: dlaczego w tej historii nie pokazywać też tych kobiecych, pozytywistycznych postaw? – wyjaśnia.
Z tej refleksji oraz spotkań z kilkoma zaangażowanymi kobietami narodziła się inicjatywa, która miała trwać jedynie rok, a nazwano ją po prostu „Stulecie Kobiet”. Jak się jednak okazało, pomysłów i osób potrzebujących wsparcia było tak wiele, że roczna akcja przekształciła się najpierw w stowarzyszenie zwykłe, a z czasem – w prężnie działającą organizację pożytku publicznego.
Progres w todze, czyli jak zmienia się świat prawniczy
Działalność stowarzyszenia z czasem naturalnie skierowała się ku wsparciu młodych kobiet wchodzących w zawody prawnicze. Dr Wenclik zaznacza jednak, że mimo wyzwań, środowisko prawnicze przeszło ogromną metamorfozę.
Trzeba przyznać, że w zawodach prawniczych jest ogromny progres, jeśli chodzi o kobiety. Pamiętam spotkanie z przedstawicielami adwokatury, gdzie pokazywano zdjęcia podpisane: „przedstawiciele adwokatury, rejon białostocki”. Mimo tego określenia na tych fotografiach z roku na rok pojawiało się coraz więcej kobiet. Gdybyśmy nie widzieli tych zdjęć, a jedynie czytali podpis, ten świat w naszej wyobraźni nadal byłby całkowicie męski – zauważa trafnie dr Wenclik.
To właśnie z inicjatywy absolwentek Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, które dostrzegły lukę między suchą teorią akademicką a praktyką zawodową, narodził się projekt „Prawniczy Mentoring Kobiecy”.
Wiedziałyśmy, że są pewne przestrzenie, których uniwersytet nie wypełnia. Uczymy się teorii, spotykamy się ze świetnymi wykładowcami, ale to nie wystarcza – tłumaczy genezę przedsięwzięcia.
Od marzeń o serialach do twardej rzeczywistości sali sądowej
Pytana o to, kim sama chciała zostać na początku swojej drogi, dr Wenclik z uśmiechem przyznaje, że jej wyobrażenia o zawodzie prawnika, podobnie jak u wielu dzisiejszych studentów, ukształtowała popkultura.
Ja nie chciałam być naukowcem. Chciałam być adwokatem, chciałam być Ally McBeal! Oglądałam serial o wielkich, amerykańskich kancelariach i marzyłam, żeby w takiej pracować. Pojechałam nawet do Warszawy na piątym roku studiów i zaczęłam współpracować z taką kancelarią – wspomina.
To doświadczenie konfrontacji marzeń z rzeczywistością jest, jej zdaniem, kluczowe dla dzisiejszych studentów, zwłaszcza tych marzących o wielkich procesach karnych.
Bardzo dużo młodych ludzi chce aplikować na kierunki związane z prawem karnym, chcą wszyscy być prokuratorami, bo oglądają wspaniałe seriale i myślą, że to jest wymarzona praca. Po dalszych spotkaniach w ramach mentoringu okazuje się, że to jest bardzo trudna, wymagająca praca, która często znacząco rozmija się z wyobrażeniem społecznym – podkreśla prawniczka.
Macierzyństwo jako atut, nie przeszkoda
Zapytana o konkretne bariery, z jakimi mierzą się dziś kobiety wchodzące na rynek prawniczy, dr Wenclik wskazuje nie tyle na dyskryminację systemową, co na brak cierpliwości i nierealistyczne oczekiwania wobec pierwszych lat kariery.
Czasami brakuje takiej dekryminacji i zrozumienia, że każdy etap życia jest wymagający. Na początku często jesteśmy tylko czeladnikami przy mistrzu, co wymaga trochę pokory – zauważa.
Jako przykład pozytywnych zmian podaje lokalne, odnoszące sukcesy kancelarie.
Nawet największa kancelaria w Białymstoku, która ciągle odnosi sukcesy i wygrywa ogólnopolskie rankingi, zatrudnia bardzo dużo kobiet, a partnerkami są tam wspaniałe adwokatki i radczynie – zwraca uwagę.
Nie unika też trudnego tematu łączenia kariery z rolą matki, obalając przy tym szkodliwe stereotypy.
Wydaje mi się, że u kobiet elementem spowalniającym karierę bywa macierzyństwo, bo to odpowiedzialny czas, a godzenie ról bywa ciężkie. Natomiast to nie jest żadna przeszkoda – wręcz przeciwnie. Kobiety, które są mamami, są naprawdę świetnymi pracownikami, świetnie zorganizowanymi, o ogromnym potencjale. To tylko kwestia stworzenia dobrych warunków, elastycznych godzin pracy i wsparcia, by nie bały się, że czeka się na nie w pracy – argumentuje.
Empatia – kompetencja, której nie zastąpi sztuczna inteligencja
Pytanie o unikalne kompetencje, jakie kobiety wnoszą do zawodów prawniczych, prowokuje jedną z najciekawszych refleksji w całej rozmowie. Dr Wenclik zdecydowanie odrzuca stereotyp emocjonalności jako słabości zawodowej.
Niektórzy mówią, że emocjonalność jest barierą i przeszkodą. Ja uważam, że absolutnie nie. W dzisiejszych czasach, jeśli mówimy o kompetencjach przyszłości, mówi się przede wszystkim o empatii do drugiego człowieka. To jest coś, czego nie zastąpi sztuczna inteligencja – przekonuje.
Do tego dochodzi umiejętność aktywnego słuchania, cierpliwość oraz zdolność patrzenia na sprawę z wielu perspektyw jednocześnie – co według naszej rozmówczyni jest często wzmacniane właśnie przez doświadczenie rodzicielstwa.
Dobór „krzeseł” i rola coacha
W tym roku odbędzie się już czwarta edycja projektu „Prawniczy Mentoring Kobiecy”. Jak przyznaje dr Wenclik, środowisko akademickie od początku przyjęło inicjatywę bardzo przychylnie.
Mam szczęście, że moi dziekani i środowisko, z którego się wywodzę, są bardzo otwarci. Wyznaję zasadę: jeśli jestem w stanie coś wymyślić i wykonać, to jestem w stanie też to przeforsować i zrobić. Problemów czy barier nie było, wręcz mnóstwo osób mi kibicowało – mówi.
Sam proces łączenia studentek z mentorkami nie jest przypadkowy. To, jak podkreśla dr Wenclik, świadomy dobór, który porównuje do szukania odpowiedniego miejsca w zawodowym świecie.
Staramy się dobierać mentorki do zainteresowań studentek. Jeśli ktoś mówi, że chce iść w stronę prawa rodzinnego albo karnego, staramy się znaleźć osobę, która faktycznie w tym obszarze pracuje, żeby ta współpraca miała sens, a nie była przypadkowym dopasowaniem.
Program nie ogranicza się przy tym wyłącznie do klasycznych zawodów sędziego, prokuratora czy adwokata. Dr Wenclik podkreśla, że prawo daje znacznie szersze możliwości zawodowe, o których studentki często nie myślą na starcie.
Pokazujemy, że ścieżek jest dużo więcej niż się wydaje – można iść w stronę compliance, pracować w dziale prawnym dużej korporacji, zajmować się prawem nowych technologii czy mediacją. Chodzi o to, żeby znaleźć swoje miejsce, swoje „krzesło”, na którym będzie się dobrze siedziało, a nie wciskać się na siłę w jeden, z góry ustalony model kariery – podkreśla Małgorzata Wenclik.
Istotnym elementem programu jest też obecność profesjonalnego wsparcia psychologicznego i coachingowego, które towarzyszy uczestniczkom równolegle do spotkań z mentorkami.
Mamy w projekcie coacha, osobę, która pracuje ze studentkami nad ich pewnością siebie, nad tym, jak mówić o swoich mocnych stronach, jak się nie bać wejść do pokoju pełnego starszych, doświadczonych mężczyzn i zabrać głos. To jest równie ważne, co wiedza merytoryczna przekazywana przez mentorki – stwierdza.
Siostrzeństwo zamiast rywalizacji
Pytana o to, co jest największą wartością całego przedsięwzięcia, dr Wenclik bez wahania wskazuje na budowanie relacji i wzajemnego zaufania między kobietami w branży, która przez lata uchodziła za silnie zhierarchizowaną i konkurencyjną.
Chcemy pokazać, że kobiety nie muszą ze sobą rywalizować, że mogą sobie wzajemnie pomagać, dzielić się kontaktami, doświadczeniem. To jest budowanie takiej sieci wsparcia, siostrzeństwa zawodowego, które później procentuje na wielu płaszczyznach, nie tylko tych czysto zawodowych -zapewnia Małgorzata Wenclik.
Mentorki, jak zaznacza, same czerpią z tej relacji korzyści, co czyni cały proces wymianą obustronną, a nie jednostronnym aktem dobroczynności.
Mentorki mówią nam, że dzięki kontaktowi z młodymi studentkami same nabierają dystansu do swojej pracy, widzą ją na nowo, świeżym okiem. To jest relacja, w której obie strony czegoś się uczą – mówi.
Co dalej? Plany na przyszłość
Zapytana o przyszłość inicjatywy dr Wenclik nie kryje ambicji dalszego rozwoju programu, zarówno pod względem liczby uczestniczek, jak i zasięgu geograficznego oraz tematycznego.
Chciałybyśmy, żeby ten projekt rozwijał się dalej, żeby obejmował jeszcze więcej dziedzin prawa i docierał do jeszcze większej liczby studentek, nie tylko z Białegostoku. Marzy mi się, żeby za kilka lat to był model, czy wręcz pewien standard, który będzie można przenieść na inne uczelnie w Polsce – tłumaczy.
Na koniec rozmowy Małgorzata Wenclik zostawia jedną myśl, która – jak sama podkreśla – streszcza sens całego przedsięwzięcia.
Studentce pierwszego roku, która marzy dziś o wielkiej kancelarii, powiedziałabym: nie bój się pytać, nie bój się prosić o pomoc i nie traktuj innej kobiety w zawodzie jak konkurentki, zanim jeszcze ją poznasz – radzi.
Zaznacza jednocześnie, że kariera prawnicza to maraton, a nie sprint, a najdalej zajdzie się wtedy, kiedy ma się obok siebie ludzi, którzy naprawdę kibicują naszemu sukcesowi.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)
