Niepokojące zdarzenie w Łomży zakończyło się interwencją policji i przewiezieniem dziecka do szpitala. Wszystko zaczęło się od sytuacji, która mogła zakończyć się znacznie gorzej – zapłakana, wystraszona dwulatka sama opuściła mieszkanie i zapukała do drzwi sąsiadów, szukając pomocy.
Zgłoszenie wpłynęło do policji w godzinach przedpołudniowych. Kobieta, która otworzyła drzwi, zobaczyła małe dziecko wyraźnie przestraszone i zdezorientowane. Dziewczynka przyszła z sąsiedniego lokalu i – jak wynikało z relacji – nie chciała tam wracać. Sytuacja szybko się skomplikowała, gdy po chwili pojawiła się dorosła kobieta twierdząca, że jest matką dziecka. Mimo sprzeciwu i płaczu dziewczynki zabrała ją z powrotem do mieszkania.
Na miejsce wezwano policję. Funkcjonariusze przez dłuższą chwilę nie mogli dostać się do środka – drzwi pozostawały zamknięte. Dopiero po kilkunastu minutach zostali wpuszczeni do mieszkania, gdzie zastali kilka osób dorosłych oraz dziecko. Już na pierwszy rzut oka było widać, że sytuacja jest poważna.
W lokalu panował bałagan, a w pomieszczeniach znajdowały się liczne butelki po alkoholu. Dodatkowo uszkodzone było okno. Wszyscy obecni dorośli byli pod wyraźnym wpływem alkoholu. Matka dziecka, 21-letnia kobieta, miała blisko 2 promile alkoholu w organizmie. Nie była w stanie powiedzieć, kiedy jej córka ostatnio jadła – pamiętała jedynie posiłek z poprzedniego dnia.
Z jej wyjaśnień wynikało, że przyjechała do znajomych i od pewnego czasu uczestniczyła w spotkaniu zakrapianym alkoholem. Jednocześnie utrzymywała, że opiekowała się dzieckiem. Sytuacja, którą zastali funkcjonariusze, wskazywała jednak na coś zupełnie innego.
Na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego, który podjął decyzję o przewiezieniu dziewczynki do szpitala. W trakcie interwencji dziecko szukało poczucia bezpieczeństwa u jednej z policjantek i nie odstępowało jej na krok.
Dwulatka pozostała pod opieką lekarzy, a do szpitala przyjechał jej ojciec. Wobec matki wszczęto procedurę tzw. niebieskiej karty oraz zastosowano zakaz zbliżania się i kontaktowania z dzieckiem.
Sprawa będzie miała dalszy ciąg. Za narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia osobie sprawującej opiekę grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.
(PW)

