Początek roku szkolnego to nie tylko wydatki na podręczniki, lecz także powracający spór o składki na radę rodziców czy świetlicę. Choć prawo gwarantuje bezpłatną naukę, opiekunowie często płacą ze strachu przed napiętnowaniem swoich dzieci. Podlaska kurator oświaty oraz doświadczona przewodnicząca rady rodziców tłumaczą, jak uzdrowić ten system i dlaczego brak papieru do ksero może oznaczać powrót do klasówek pisanych z tablicy.
Wrzesień to dla domowych budżetów prawdziwy sprawdzian wytrzymałości. Zakup podstawowej wyprawki to jednak dopiero początek wydatków. Prawdziwe emocje budzi rytuał corocznych składek: na ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków, komitet rodzicielski czy fundusz świetlicowy. Wielu opiekunów decyduje się na te wpłaty nie z własnej woli, lecz z obawy przed reakcją otoczenia.
Strach przed wykluczeniem dziecka
Rodzice płacą, bo boją się, że ich pociechy na tym ucierpią albo zabraknie im materiałów na zajęciach – słyszymy od zaniepokojonych opiekunów.
Do naszej redakcji docierają sygnały, że w niektórych placówkach nauczyciele wywierają presję, sugerując uczniom, jakoby brak wpłaty oznaczał niedobór dostępu do dodatkowych ćwiczeń czy pomocy. Rodzice ustępują, ponieważ wstydzą się odmówić i obawiają się, że odmowa odbije się na traktowaniu ich dzieci. Sposób formułowania próśb o wsparcie finansowe sprawia, że wiele osób odbiera je jako obowiązek, choć formalnie nim nie są.
Burza w Kleosinie: zabrakło jednego słowa
O tym, jak delikatny to temat, przekonali się niedawno rodzice oraz dyrekcja Zespołu Szkół w Kleosinie. Na lokalnym forum internetowym wybuchła dyskusja, gdy opiekunowie zaczęli publikować w internecie zdjęcia karteczek przyniesionych przez dzieci ze szkoły i przedszkola. Widniały na nich konkretne kwoty – między innymi na świetlicę, radę rodziców czy ubezpieczenie – ale bez informacji, że wpłaty mają charakter dobrowolny.
Gdy w sieci zawrzało, dyrektor placówki Marcin Hodun wydał oficjalne oświadczenie.
Działając na podstawie powszechnie obowiązujących przepisów prawa oświatowego, informuję, że szkoła i przedszkole wchodzące w skład Zespołu Szkół w Kleosinie nie przyjmują żadnych dodatkowych opłat od rodziców na rzecz placówki (poza tymi ściśle uregulowanymi w ustawie, jak np. opłata za żywienie czy pobyt w przedszkolu ponad podstawę programową). Wszelkie inne wpłaty – w tym składki na radę rodziców, ubezpieczenie NNW czy dodatkowe inicjatywy – mają charakter wyłącznie dobrowolny, a decyzja o ich wniesieniu należy w całości do państwa. Wszelkie manipulacje, jakoby dyrekcja narzucała jakiekolwiek dodatkowe opłaty, są nieprawdą – napisał dyrektor, deklarując gotowość do wyjaśnienia wszelkich wątpliwości.
Dziecko nie jest partnerem do rozmowy o pieniądzach
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy podlaską kurator oświaty Agnieszkę Krokos-Janczyło. Przypomina ona podstawową zasadę: nauka w polskich szkołach publicznych jest całkowicie bezpłatna, a wszelkie wpłaty na radę rodziców czy wyprawki świetlicowe pozostają w pełni dobrowolne.
Jeśli kogoś nie stać na wpłatę albo po prostu nie widzi takiej potrzeby, nie ma żadnego obowiązku płacenia. Powiedzmy to sobie jasno – podkreśla kurator.
Zdecydowanie reaguje na przypadki, gdy brak wpłaty odbija się na sytuacji ucznia w klasie:
Jeśli ktoś to wykorzystuje i piętnuje dziecko, mówimy temu stanowcze „nie”. To forma hejtu, na którą w szkole nie ma miejsca. Sprawy finansowe w ogóle nie powinny dotykać uczniów – nauczyciel chcąc o nich rozmawiać, powinien robić to wyłącznie z rodzicem lub opiekunem prawnym. Dziecko nie jest stroną tej rozmowy.
Kurator zwraca też uwagę na realia funkcjonowania świetlic, które nierzadko opiekują się dziećmi od siódmej rano do siedemnastej. Aby zapewnić im ciekawe zajęcia i rozwijać talenty – plastyczne czy konstrukcyjne – wychowawcy proponują doposażenie sal.
Musimy brać pod uwagę fakt, że szkoła nie jest w stanie zapewnić każdemu dziecku choćby pudełka kredek. Placówki publiczne rzadko dysponują budżetem pozwalającym sfinansować wszystkie ponadprogramowe potrzeby uczniów, stąd biorą się te prośby. Są dobrowolne i mają jedynie uatrakcyjnić zajęcia. Jeśli rodzice chcą i mogą pomóc – bardzo dobrze, ale gdy odmawiają, nikt nie ma prawa wywierać na nich nacisku – wyjaśnia Krokos-Janczyło.
Kluczem jest transparentność
Jak można działać inaczej, bez niedomówień i presji, pokazuje przykład Szkoły Podstawowej w Korycinie. Tamtejsza rada rodziców od lat cieszy się zaufaniem rodziców, a poziom wpłat jest wysoki, bo reguły są jasne od samego początku.
Zachęcamy do wpłat prostym mechanizmem: jeśli wpłaci cała klasa, 20 procent zebranej kwoty wraca do niej na własne potrzeby. To zupełnie inna motywacja i realnie przekłada się na liczbę wpłacających. A jeśli ktoś mimo to nie wpłaci? To jego indywidualna sprawa, nie robimy z tego problemu – tłumaczy Małgorzata Urban, przewodnicząca Rady Rodziców przy SP w Korycinie, która działa w tym gremium od ponad dekady.
Jej zdaniem przełamanie oporu rodziców wynika przede wszystkim ze świadomości, na co faktycznie trafiają ich pieniądze.
Przeznaczamy je wyłącznie na potrzeby dzieci, ewentualnie na pożegnalne kwiaty dla nauczycieli odchodzących na emeryturę. Gdy rodzice wiedzą, na co idą fundusze, ich podejście do wpłat zupełnie się zmienia. Transparentność to nasz klucz do sukcesu – dodaje Urban, przypominając, że zgodnie z prawem w radzie powinien zasiadać przedstawiciel każdej klasy, co daje realną kontrolę wszystkich nad wydatkami.
Zaznacza przy tym, że taka konstrukcja powinna być gwarantem przepływu informacji między rodzicami, jednak rzeczywistość często jest prozaiczna. Opiekunowie nie wyłapują wiadomości, że coś jest dobrowolne, niechętnie interesują się też życiem wewnętrznym placówek, co pózniej prowadzi do niedomówień.
Pytania rodzą też zakupy na rzecz samej placówki, jak choćby doposażone sal. Kto o nich decyduje?
Dyrektor czasami zwraca się do nas o przekazanie pieniędzy na potrzeby szkoły i korzysta z nich tylko wtedy, gdy rada wyrazi na to zgodę. Bez naszej decyzji nie sfinansuje niczego z tych funduszy – wyjaśnia przewodnicząca z Korycina.
Zamiast testów powrót do klasówek pisanych z tablicy?
Częstą kością niezgody między dyrekcją a rodzicami jest papier do ksero. Do tej kwestii odnosi się także kurator Krokos-Janczyło. Podkreśla, że decyzja o dofinansowaniu takich zakupów leży wyłącznie w gestii rady rodziców, a jej brak może przynieść konkretne konsekwencje dydaktyczne.
Nigdzie nie jest zapisane, że sprawdzian musi mieć formę kserowanego testu. Jeśli zabraknie kapitału na kserowanie, bo budżet szkoły nie jest z gumy, wrócimy do sytuacji sprzed lat: nauczyciel zapisze polecenia na tablicy, a uczniowie napiszą tradycyjną klasówkę zamiast testu – mówi kurator.
Na zakończenie apeluje o wzajemne zrozumienie między szkołą a domem.
Proszę rodziców o zachowanie rozsądku i odejście od przekonania, że to wyłącznie oni finansują edukację swoich dzieci. Szkoła wspiera proces wychowawczy i dydaktyczny, a jeśli rodzice wesprą szkołę, wszystkim wyjdzie to na dobre.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)
