Przełamała schematy, pokonała własne obawy i udowodniła, że po trzydziestce życie dopiero nabiera tempa. Agata Potocka – białostocka trenerka, mama i przedsiębiorczyni – awansowała do finału prestiżowego konkursu Polska Miss 30+. W szczerej rozmowie opowiada o cenie odwagi, trudnej weryfikacji dawnych znajomości, filozofii dbania o ciało i o tym, dlaczego ubieganie się o koronę stało się dla niej przede wszystkim głęboką lekcją dojrzałości.
Ocenianie kobiet wyłącznie przez pryzmat metryki czy stereotypów powoli odchodzi do lamusa, a konkursy piękności w formule 30+ stają się sceną dla pań z bogatym doświadczeniem, pasją i jasno zdefiniowanym pomysłem na siebie. Na początku października w Arche Hotel Krakowska w Warszawie odbył się drugi półfinał piątej jubileuszowej edycji ogólnopolskiego projektu Polska Miss. W szranki stanęło gigantyczne grono – aż 500 uczestniczek w Warszawie oraz kolejne 200 w Poznaniu, rywalizujących w trzech kategoriach wiekowych.
Spośród setek zgłoszeń jury wyłoniło grono finalistek. W kategorii 30+ sukcesem mogą wykazać się reprezentantki stolicy Podlasia – do pierwszej część pófinału awansowały aż trzy Białostoczanki: Agata Potocka, Marta Muczyń oraz Barbara Orłowska. Do ścisłego: Agata i Marta. Nam udało się porozmawiać z pierwszą z nich i poznać kulisy tej niezwykłej przemiany.
Przełamać własne opory. Raz się żyje
34-letnia Agata Potocka z wykształcenia jest pedagogiem resocjalizacyjnym oraz magistrem kryminologii. Choć jej akademicka ścieżka mogła zwiastować pracę w służbach lub placówkach wychowawczych, życiowa praktyka zawiodła ją w stronę promocji zdrowia i aktywności fizycznej. Od dziewięciu lat z powodzeniem prowadzi w Białymstoku własne studio treningu personalnego, wykorzystujące nowoczesną technologię impulsów elektrycznych.
Prywatnie jest szczęśliwą mamą 5-letniego synka, z którym podróżuje, odkrywa nowe miejsca i eksperymentuje w kuchni. W wolnych chwilach biega, jeździ na rowerze oraz tańczy w wymagającym stylu high heels.
Jak zatem bizneswoman i mama trafiła na scenę konkursu piękności?
Pomysł o zgłoszeniu podsunął mi mąż już dawno temu, ale za każdym razem powtarzałam, że to nie dla mnie – wspomina z uśmiechem Agata. – Aż pewnego razu, widząc w sieci kolejną reklamę castingową, po prostu pomyślałam: „wyślę, raz się żyje”. Od dziecka lubiłam występować, zawsze byłam odważna i pewna siebie, ale nigdy nie przypuszczałam, że staniemy z dziewczynami na wybiegu w rywalizacji o tytuł najpiękniejszej.
Społecznościowe sito i powrót do korzeni
Upublicznienie informacji o starcie w wyścigu po koronę wywołało natychmiastową reakcję otoczenia. Dla Białostoczanki udział w wydarzeniu okazał się nieoczekiwanym sprawdzianem relacji międzyludzkich oraz życiowym „sitem”.
Odezwali się znajomi z dawnych lat szkolnych z Hajnówki, gdzie urodziłam się i wychowywałam. Dostawałam niesamowicie ciepłe wiadomości od klientów i ludzi, których poznawałam w trakcie swoich podróży po Polsce i świecie – opowiada. – Z drugiej strony, ten czas zadziałał bardzo weryfikująco. Niektóre koleżanki okazały się mniej życzliwe. Nie zamierzam jednak nikogo przekonywać do siebie na siłę. Jeśli ktoś w mediach społecznościowych udaje, że nie widzi moich sukcesów, niech tak samo udaje, że nie widzi mnie na ulicy. To dla mnie nowa, ważna lekcja.
Bezwarunkowym oparciem dla Agaty pozostaje najbliższa rodzina – mąż, syn, mama, brat, teściowie oraz szwagierka. To oni kibicują jej na każdym etapie i stanowią bezpieczny port.
Trenerka, psycholog i „złota tabletka” na stres
Praca na co dzień w kameralnym studiu treningowym wykształciła w Agacie ogromną empatię i umiejętność budowania głębokich relacji. Jak sama podkreśla, praca z drugim człowiekiem w formule 1:1 wymaga wyjścia daleko poza schemat czysto fizycznych ćwiczeń.
Z wykształcenia jestem pedagogiem, więc praca z ludźmi to moja naturalna przestrzeń. W studiu bywam trenerką, ale nieraz trzeba wejść w rolę psychologa, terapeuty czy powiernika sekretów – tłumaczy. – Każdy klient przychodzi z inną historią. Dlatego wyjście na wybieg i poddanie się publicznej ocenie było dla mnie zupełnie nowym wyzwaniem. Pierwszy raz jest najtrudniejszy, każdy kolejny będzie już prostszy.
Swoje podejście do zdrowia i estetyki Agata zbudowała na dojrzałym fundamencie. Jej zdaniem kluczem do szczęścia jest troska o własne dobrostan – bez arogancji, ale z poczuciem własnej wartości.
Zrozumiałam lata temu, że zadbana kobieta, która uśmiecha się do własnego odbicia w lustrze i potrafi być dla siebie dobra, ma w sobie siłę, by nieść szczęście reszcie świata – przekonuje. – Moje życiowe motto brzmi: „Tam gdzie ciało się męczy, tam głowa odpoczywa”. Zachęcam każdą kobietę, by potraktowała wysiłek fizyczny jak złotą tabletkę na zdrowie psychiczne. Wygląd i wysportowana sylwetka to tylko miły „skutek uboczny” konsekwencji.
Nie bójcie się żyć
Co zmieniło się w życiu Agaty Potockiej po warszawskim półfinale? Przede wszystkim umocniło się jej przekonanie, że wiek czy natłok codziennych obowiązków związanych z wychowywaniem dziecka i prowadzeniem firmy nie mogą być barierą przed sięganiem po marzenia.
Sam udział przypomniał mi, jak odważną jestem kobietą – zaznacza.
Ale dodaje, że korona nie jest jej jedynym celem.
Wygrana byłaby cudownym uczuciem, ale sam proces i wewnętrzne zmiany, które we mnie zachodzą, są o wiele cenniejsze – podsumowuje finalistka. – Chciałabym, aby każda kobieta spojrzała w lustro i zapytała siebie: „Czy zrobiłam w życiu to, co naprawdę chciałam, czy powstrzymał mnie strach przed opinią innych?”. Mamy tylko jedno życie. Najważniejsze, by na końcu móc powiedzieć do siebie z dumą: zrealizowałam to, nie bałam się.
Finałowa gala konkursu Polska Miss 2026 odbędzie się za kilka tygodni, tymczasem trwają kolejne etapy plebiscytu. Trzymamy kciuki za obie kandydatki.
(Ewa Bochenko)

