Kto powiedział, że pożegnanie lata i dożynki muszą być nudne? Koło Gospodyń Wiejskich w Drydze Kolonii udowodniło, że ogranicza je tylko wyobraźnia. Przed kilkoma dniami malownicze Uroczysko Dalki pod Suchowolą zamieniło się w tętniącą życiem indiańską Wioskę Ducha Natury. Były pióropusze, zapach naturalnych kadzideł, plemienne makijaże i mnóstwo sąsiedzkiej energii. Przepis na aktywizację, która przyciąga tłumy? Wspólna praca.
Mieszkańcy gminy Suchowola na jeden dzień przenieśli się na Dziki Zachód – a dokładniej do wioski rdzennych Amerykanów. Wszystko za sprawą bardzo aktywnego Koła Gospodyń Wiejskich w Drydze Kolonii „Uroczysko Dalki”. Choć koło działa od zaledwie dwóch i pół roku, zdążyło już pokazać, że potrafi porwać za sobą lokalną społeczność. Ich trzecie już „Pożegnanie Lata” przeszło do historii jako jedno z najbardziej oryginalnych wydarzeń w regionie.
Od kowbojów do Indian
Temat przewodni imprezy nie był dziełem przypadku. To kontynuacja ubiegłorocznego sukcesu, kiedy na uroczysku rządzili kowboje.
Co roku robimy imprezę w innym stylu. W zeszłym roku bawiliśmy się w klimacie Dzikiego Zachodu, a teraz naturalnym krokiem było stworzenie wioski indiańskiej. Za rok na pewno wymyślimy coś zupełnie innego. Nasi mieszkańcy uwielbiają przebieranki i chętnie dają się ponieść zabawie – wyjaśnia Anna Kolędo-Kiśluk, prezes KGW „Uroczysko Dalki”. – Dla tych, którzy nie przygotowali strojów, mieliśmy niespodziankę: wspólnie tworzyliśmy pióropusze, a chętni mogli liczyć na indiański makijaż.
Pytana o sekret tak udanej aktywizacji lokalnej społeczności, prezes koła odpowiada, że nie wie, czy istnieje jeden uniwersalny przepis.
Wszystko zależy od ludzi, ich chęci i energii. Nic jednak nie jednoczy sąsiadów tak mocno, jak wspólna praca i dążenie do fajnego, określonego celu.
Miesiące przygotowań i wielki finał
Stworzenie Wioski Ducha Natury wymagało ogromnego nakładu sił. Przygotowania trwały miesiącami – od burzy mózgów i pisania wniosków o dofinansowanie, po ciężką fizyczną pracę na samym uroczysku. Przez cały tydzień poprzedzający imprezę mieszkańcy wspólnie kosili trawę, sprzątali teren, budowali dekoracje i ustawiali indiańskie tipi.
Już rok temu, gdy bawiliśmy się na Dzikim Zachodzie, nasza prezes Ania rzuciła pomysł z Indianami. Od razu wiedziałyśmy, że to strzał w dziesiątkę, i tak narodziła się nasza nowa, stylizowana tradycja – opowiada Patrycja Hościło, członkini koła. – Kto wie, może za rok postawimy na tabor cygański? Pomysłów nam nie brakuje, a energii mamy mnóstwo. Cała ta praca, długie wieczory spędzone na malowaniu, wycinaniu i dekorowaniu uroczyska z pytaniem w głowie: „czy ze wszystkim zdążymy?”, opłaciły się w stu procentach.
Wioska tętniła życiem od samego początku. Na uczestników czekało mnóstwo kreatywnych atrakcji, były warsztaty tworzenia biżuterii boho oraz ozdób z kolorowych piór. Uczestnicy mogli samodzielne skomponować i uformować stożkowe kadzidła. Było też malowanie twarzy w plemienne barwy, gry zręcznościowe, animacje dla najmłodszych oraz klimatyczna muzyka na żywo.
W planach podpłomyki, PRL i… przygotowania do kryzysu
Gospodynie z Drygi Kolonii nie zwalniają tempa i już planują kolejne, intrygujące inicjatywy. Przed nimi między innymi warsztaty z pieczenia tradycyjnych podpłomyków. Ale nie pod chmurką, na festynach, a dla dzieci, w szkołach.
Szykujemy też wielką imprezę w klimacie PRL-u połączoną z wystawą pamiątek w Gminnym Ośrodku Kultury w Suchowoli. Co ciekawe, przygotowujemy się również na wypadek kryzysu czy wojny. Chcemy zorganizować warsztaty z wekowania zapasów do słoików oraz nauczyć się obsługi specjalnych, polowych telefonów łącznościowych. Zależy nam, by nasi mieszkańcy byli gotowi na każdą ewentualność, a przy tym świetnie się integrowali – zapowiada z uśmiechem Patrycja Hościło.
(Ewa Bochenko)

