W dyskusji o przyszłości gospodarczej Polski zbyt często uciekamy w abstrakcyjne pojęcia innowacji i wirtualnych rynków, zapominając o fundamencie, na którym buduje się prawdziwy dobrobyt: zdolności do wytwarzania. Musimy na nowo „uszlachcić” szkolnictwo zawodowe i przywrócić szacunek dla pracy rąk i umysłów inżynierów. To nie sentymentalny powrót do przeszłości, ale jedyna droga, by uniknąć pułapki średniego dochodu – przekonuje dr Ireneusz Jabłoński, ekspert Centrum im. Adama Smitha, kreśląc odważną, ale spójną wizję rozwoju.
Jaka jest prawdziwa diagnoza stanu polskiej gospodarki, ukryta za nagłówkami o inflacji i geopolitycznym chaosie?
Gdybym chciał być dowcipny, powiedziałbym, że jest dobrze, ale nie beznadziejnie. A mówiąc serio – dokładnie tak jest – rozpoczyna dr Jabłoński.
Tą pozornie prostą frazą uchwycił on kluczowy paradoks: Polska ma potężne atuty na poziomie mikro, ale brakuje jej strategicznej wizji na poziomie makro.
Ludzki kapitał czekający na uwolnienie
Tym niedocenianym atutem są ludzie. Polscy przedsiębiorcy, menedżerowie i pracownicy, których narodowa cecha – niezwykła zdolność do improwizacji i spontaniczności – została wzmocniona systematyką i pracą w zorganizowanych strukturach.
Jesteśmy lepszymi menedżerami niż wielu naszych kolegów z zagranicznych koncernów. Naszą siłą są ludzie. Zarówno jakość ich wykształcenia, praktyki, jak i wciąż ich liczebność. Jesteśmy społeczeństwem, które jeszcze posiada sporą grupę ludzi z praktycznym wykształceniem i chęcią do korzystania z niego – podkreśla ekspert.
To właśnie ten ludzki kapitał jest naszym silnikiem, który działa mimo systemowych przeszkód. Tykającą bombą jest jednak brak spójnej, długofalowej polityki gospodarczej, która pozwoliłaby ten potencjał w pełni wykorzystać.
Czas na wielką reindustrializację
Aby uniknąć stagnacji, Polska musi znaleźć nowe motory wzrostu. Zdaniem dr. Jabłońskiego, odpowiedź leży nie w spekulacji czy kreacji wirtualnego pieniądza, ale w powrocie do korzeni.
Powinniśmy odbudować przemysł wytwórczy, czyli to, co nazywamy reindustrializacją. To, co nieroztropnie straciliśmy w pierwszym dziesięcioleciu transformacji, jesteśmy zmuszeni budować na nowo. W Polsce potrzeba fabryk. Przykład Chin, Indii, Wietnamu czy wcześniej Irlandii pokazuje, że rozwijają się te kraje, które potrafią wytwarzać. Te, które żyją z kreacji pieniądza, mają się źle albo bardzo źle – diagnozuje bezkompromisowo.
Aby ten ambitny cel osiągnąć, potrzebne są trzy odważne, być może niepopularne, reformy, które tworzą spójny plan działania. Najpierw trzeba uwolnić przedsiębiorców z gorsetu biurokracji. Pierwszym krokiem musi być radykalne uproszczenie prawa gospodarczego i podatkowego. Dr Jabłoński wprost nawołuje do przywrócenia ducha legendarnej ustawy Wilczka i zredukowania systemu fiskalnego do prostych, przejrzystych zasad. To zdjęcie z firm „biurokratycznej mitręgi”, która dziś pochłania ich energię i zasoby.
Potem należy przywrócić godność i prestiż pracy rąk. To filar kluczowy. Musimy też przebudować i uszlachcić szkolnictwo zawodowe, zarówno branżowe, jak i na poziomie technika, z kontynuacją na studiach wyższych.
To zadanie wymaga ogólnonarodowej kampanii promocyjnej, by przywrócić szacunek dla wykształcenia technicznego, jakim cieszyli się inżynierowie i technicy w latach 70., gdy w Polsce budowano ponad 500 nowych fabryk.
Skoro udało się to pokoleniu naszych ojców, tym bardziej może udać się i dzisiaj – apeluje ekspert.
Trzeciem elementem jest wybór pola bitwy. Polska jest zbyt małym krajem, by rywalizować ze wszystkimi we wszystkim. Potrzebujemy narodowej strategii gospodarczej, która wskaże 6 – 8 kluczowych dziedzin, w których możemy i chcemy być równorzędnym konkurentem na arenie europejskiej, a może i światowej.
Kapitał podąża za kompetencjami
Choć problem jest ogólnokrajowy, jego rozwiązanie leży w regionach.
Powiat jest za mały, a kraj za duży. To we władzach samorządowych województwa powinna być kompetencja i władza, aby przeorganizować szkolnictwo i przygotować je na potrzeby regionu – dziś, jutro i pojutrze – tłumaczy dr Jabłoński.
Województwo podlaskie, często postrzegane przez stereotypowy pryzmat „Polski B”, staje się tu doskonałym przykładem. Jego atuty – bezcenna przyroda, strategiczne położenie i rosnący potencjał w nowoczesnym rolnictwie czy IT – to ogromna szansa. Wizerunek „Zielonych Płuc Polski” nie jest rozwojową kotwicą.
Bycie zielonymi płucami, ośrodkiem zdrowej żywności, nie kłóci się z byciem centrum nowych technologii, które nie są inwazyjne dla środowiska. Taki komponent może dać szansę na duży sukces – przekonuje ekspert. Kluczem jest jednak zapewnienie kadr.
Kapitał podąża za pracownikami, nie odwrotnie. Jeżeli województwo zreorganizuje szkolnictwo, zdefiniuje kluczowe kierunki i głośno o tym opowie, inwestorzy sami tu trafią. Nie będą jechać 10 tysięcy kilometrów do Azji, jeśli wykwalifikowanych pracowników znajdą kilkaset kilometrów od siebie
Pokonać największy grzech
Jaki jest zatem największy grzech główny polskiej polityki gospodarczej ostatnich dwóch dekad, którego musimy unikać za wszelką cenę? Odpowiedź jest krótka i dosadna.
Nadmierne zbiurokratyzowanie i absurdalny system podatkowy, który skłania do patologii, a nie do rozwijania własnej aktywności.
Droga do trwałego dobrobytu wiedzie przez odwagę polityczną, strategiczne myślenie i, co najważniejsze, powrót do fundamentalnych wartości: szacunku dla realnej pracy, praktycznych umiejętności i potęgi polskiego przemysłu. Potencjał drzemie w ludziach – wystarczy go wreszcie uwolnić.
(EB)
