W czasach, gdy wszystko można kupić kilkoma kliknięciami w internecie, mieszkańcy wsi Bogusze w gminie Sokółka robią coś zupełnie na przekór współczesnemu światu. Co roku w połowie sierpnia spotykają się, by wspólnie, własnymi rękami, uwić wieniec dożynkowy. Nie chcą gotowych dekoracji ze sklepu ani sztucznych kwiatów. Dla nich liczy się zapach świeżego zboża i czas spędzony razem przy wspólnym stole. O tej żywej tradycji rozmawiamy z sołtysem wsi Tomaszem Tolko.
Gdy nadchodzi schyłek lata, w Boguszach zaczynają się przygotowania do najważniejszego święta rolników. Choć na polach pracują dziś nowoczesne kombajny, do stworzenia wieńca dożynkowego wciąż potrzeba ludzkich rąk, cierpliwości i tradycyjnych narzędzi. To tradycja, która już zanika. Kiedyś każda wieś szykowała taki wieniec. Dziś nieliczne.
Wszystko zaczyna się na polu
Praca nad wieńcem rusza na polu. To tam trzeba wybrać najładniejsze, zdrowe i proste kłosy, które staną się ozdobą całej kompozycji.
Trzeba znaleźć odpowiednie zboże i zebrać je tak, żeby nie zniszczyć kłosów – wyjaśnia sołtys Bogusz Tomasz Tolko. – Najlepiej ścinać je sierpem. Można też używać kosy, ale trzeba to robić bardzo ostrożnie. Kłos musi zostać cały, prosty i niepołamany, bo później będzie częścią dekoracji. Zazwyczaj to mężczyźni dbają o to, by zboże zostało odpowiednio ścięte, zebrane w snopki i bezpiecznie przetransportowane.
Gdy surowiec trafia do wsi, do pracy przystępują panie, które mają największe doświadczenie w układaniu kompozycji. To precyzyjne zajęcie. Każde źdźbło musi przejść przez ich dłonie. Trzeba je oczyścić, dobrać i ułożyć w równe, małe wiązki, które dopiero potem mocuje się do stelaża. Przygotowanie całego wieńca zajmuje mieszkańcom około tygodnia codziennej, popołudniowej pracy.
Spotkanie, które buduje wspólnotę
W dzisiejszych czasach bez problemu można zamówić gotowy wieniec w profesjonalnej firmie florystycznej. Dla mieszkańców Bogusz byłoby to jednak pozbawione sensu. Dla nich najcenniejszy jest sam proces tworzenia.
Gdybyśmy zamówili gotowy wieniec, stracilibyśmy cały sens tej tradycji. Najważniejszy nie jest sam gotowy produkt, ale to, że wykonujemy go wspólnie – podkreśla Tomasz Tolko. – Przez około tydzień spotykamy się popołudniami. Każdy przychodzi wtedy, kiedy może, jedni zostają na godzinę, inni na kilka. Ktoś przynosi zboże, ktoś kwiaty, ktoś pomaga przy konstrukcji. Rozmawiamy, żartujemy, wspominamy dawne czasy. I właśnie podczas takich spotkań, bez oficjalnych przemówień, tworzy się nasza wspólnota.
Mieszkańcy dbają o to, by ich dzieło było w pełni naturalne. Od lat używają tej samej, metalowej konstrukcji, na której co roku powstaje zupełnie nowa kompozycja. Unikają plastiku, sztucznych ozdób i gotowych elementów ze sklepu. Wieniec ma pachnieć podlaską ziemią, ogrodami i lasem. Dlatego królują w nim tradycyjne zboża, polne kwiaty, słoneczniki, jarzębina, kalina, a nawet świeże owoce i warzywa.
Szkoła życia i przekazywanie pałeczki
Tradycja tworzenia wieńca w Boguszach jest przekazywana z pokolenia na pokolenie w najprostszy możliwy sposób, poprzez wspólną pracę i obserwację. Nie ma tu pisanych instrukcji czy internetowych poradników.
Tego nie da się nauczyć z książki. Ktoś kiedyś pokazał to naszym mamom, babciom czy sąsiadkom, a one pokazują to nam. Po prostu siadasz obok osoby, która już to potrafi. Najpierw patrzysz, potem pomagasz przy prostszych rzeczach, aż w końcu sama wykonujesz swój pierwszy element. Bardzo mnie cieszy, że do pracy przychodzi coraz więcej młodych ludzi. Dzięki temu ta wiedza nie zginie – mówi z dumą sołtys.
Dla Tomasza Tolko najważniejsze jest to, by ta tradycja pozostała żywa również w przyszłości.
Chcemy, żeby wieniec wykonywały kolejne pokolenia. Nie chodzi o to, by za kilkadziesiąt lat ktoś wspominał, że „kiedyś w Boguszach robiono wieńce”. Chciałbym, żebyśmy zawsze mogli z dumą powiedzieć: „u nas w Boguszach robi się wieniec”. Tradycja żyje tylko wtedy, gdy młodzi ludzie przejmują ją od starszych. Jeśli jedno pokolenie pominie ten krok, możemy bezpowrotnie stracić coś, co budowaliśmy przez dziesięciolecia – mówi.
Ostatnie szlify na wieńcu pojawiają się dopiero w dniu samych dożynek. Wtedy mieszkańcy wpinają w konstrukcję najświeższe, zerwane rano kwiaty i owoce, by wieniec prezentował się idealnie i tętnił życiem.
To piękny symbol wdzięczności za plony, ale też dowód na to, że w naszej wsi serce wspólnoty bije mocno i zgodnie – podsumowuje Tolko.
(Ewa Bochenko)

