Osiem lat minęło od pożaru, który strawił drewnianą Tatarską Jurtę w Kruszynianach. 19 czerwca właściciele – rodzina Bogdanowiczów – zaprosili gości na uroczyste otwarcie odbudowanego obiektu. To moment, na który czekali nie tylko sami gospodarze, ale i setki turystów przyjeżdżających do tej niewielkiej wsi w Puszczy Knyszyńskiej, by skosztować autentycznej kuchni tatarskiej i poznać historię polskich Tatarów.
Straciliśmy wszystko. Dosłownie wszystko nam spłonęło – wspominała Dżenetta Bogdanowicz, gospodyni Tatarskiej Jurty.
Odbudowa miała ruszyć szybko, ale los sprawił inaczej. Najpierw przyszła pandemia COVID-19, która sparaliżowała turystykę i odcięła rodzinę od źródeł dochodu. Potem, zupełnie niespodziewanie, wprowadzono stan wyjątkowy na Podlasiu, który trwał dziesięć miesięcy.
Byliśmy wyjęci z życia. Nie mogliśmy pracować, zarabiać. Budowa stanęła – opowiadała na otwarciu pani Dżenetta.
Osiem lat to długi czas. Wystarczająco długi, by zwątpić, stracić nadzieję. Ale Bogdanowiczowie nie byli sami.
Ludzie, którzy przyszli z pomocą
Nas tutaj by nie było, gdyby nie ludzie, którzy momentalnie po pożarze się zjawili, dzwonili, pisali i przede wszystkim finansowo nas wsparli – podkreślała gospodyni.
Wsparcie płynęło z całej Polski. Goście, którzy kiedyś odwiedzili Tatarską Jurtę, znali jej klimat i smak tradycyjnych pierogów czy czebureków, nie zapomnieli o rodzinie w potrzebie. Przez wszystkie te lata Bogdanowiczowie czuli ich opiekę.
Ogromną rolę odegrały także lokalne samorządy.
Zawsze byli z nami, po naszej stronie. Kiedykolwiek się zwróciliśmy o pomoc, nigdy – ale to nigdy – się nie zdarzyło, żeby ktoś nam odmówił – zaznaczyła pani Dżenetta.
To właśnie dzięki tej współpracy udało się przebrnąć przez formalne procedury i dokończyć budowę.
Nowa bryła, stara dusza
Odbudowana Tatarska Jurta różni się od poprzedniczki. Tym razem to budynek murowany, większy i bardziej funkcjonalny.
Tamten stał bliżej płotu, od sąsiadów, ale teraz nie można tak budować. Te sześć metrów trzeba było wysunąć – tłumaczyła gospodyni.
Nowy obiekt musiał spełniać współczesne normy budowlane dla obiektów użyteczności publicznej. Nie mógł być po prostu odtworzeniem drewnianego domku.
Dlatego to wszystko jest dużo większe – wyjaśniła.
Ale bryła nowego budynku to nie przypadek. Odzwierciedla ostatnią wersję starej Tatarskiej Jurty, która przez lata ewoluowała – najpierw był mały domek dziadka, potem taras, później dobudowano kolejne pomieszczenia, podnoszono dach.
To były etapy tworzenia naszej tatarskiej jurty, a tutaj jest już ostateczna wersja – powiedziała.
Na parterze mieści się restauracja, z lewej strony – mieszkanie rodziny Bogdanowiczów, dokładnie tak jak w starym budynku. Na górze czekają pokoje gościnne, a na samym szczycie – pomieszczenia dla pracowników.
Miejsce z duszą i historią
Tatarska Jurta to nie tylko restauracja. To miejsce, gdzie historia polskich Tatarów jest wciąż żywa. Kruszyniany, jedna z dwóch wsi w Polsce z zachowanym meczetem drewnianym, od wieków są symbolem wielokulturowości Podlasia. Tutaj, w sercu Puszczy Knyszyńskiej, kultura tatarska przetrwała stulecia – w architekturze, tradycjach i przede wszystkim w kuchni.
Rodzina Bogdanowiczów od lat kultywuje te tradycje, serwując dania według receptur przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Pierekaczewnik, kibiny, czak-czak – te smaki przyciągają turystów z całej Polski i zagranicy.
Nowy rozdział
Otwarcie odbudowanej Tatarskiej Jurty to nie tylko sukces jednej rodziny. To dowód na to, że wspólnota potrafi działać, że solidarność ma realną moc, a tradycja warta jest walki. Dla Kruszynian i całego regionu to także szansa na ożywienie turystyki, która ucierpiała w ostatnich latach.
Chciałam podziękować wszystkim gościom, którzy do nas przyjeżdżali, chcieli przyjechać, którzy nam pomogli i wspomogli – mówiła wzruszona Dżenetta Bogdanowicz podczas uroczystego otwarcia 19 czerwca.
Tatarska Jurta znów zaprasza. Tym razem w murach, które mają przetrwać kolejne pokolenia.
(Ewa Bochenko)

