Większość mieszkańców Sokółki przemierza dziś Zielone Osiedle w pośpiechu, traktując je jako typową, spokojną sypialnię miasta. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że pod warstwami tynku współczesnych bloków kryje się historia pisana ludzkimi dramatami. Przez dziesięciolecia to właśnie tam było militarne centrum Sokółki, a wysoki, drewniany płot skrywał tajemnice kilku różnych armii.
Zanim na dobre zadomowiło się tam wojsko, teren ten funkcjonował jako folwark Sobaczyńce. W XIX wieku działała w nim szkoła administracyjno – leśna oraz strzelecka, z którą związany był m.in. Walery Wróblewski, późniejszy dowódca w powstaniu styczniowym. Prawdziwa rewolucja przyszła jednak kilkanaście lat po upadku zrywu narodowego. Carskie władze postanowiły wówczas przekształcić te tereny w potężny punkt strategiczny.
To był gigantyczny kompleks, który całkowicie zmienił dynamikę życia w Sokółce – opowiada Krzysztof Promiński, znany sokólski pasjonat historii. – W grudniu 1883 roku sprowadzono do miasta 63. Uglicki Pułk Piechoty. To nie była przypadkowa jednostka. Jej korzenie sięgały czasów cara Piotra I Wielkiego i roku 1708. Początkowo żołnierze gnieździli się w różnych punktach miasta, ale gdy w 1889 roku ukończono budowę nowoczesnych, murowanych koszar na Sobaczyńcach, garnizon rozrósł się do blisko dwóch tysięcy żołnierzy.
Koszary były samowystarczalnym miasteczkiem w mieście. Otoczone dwumetrowym, drewnianym płotem i drutem kolczastym, kryły wewnątrz nie tylko koszarowce, ale też sady, ogrody i parterowe dworki oficerskie tonące w zieleni. Obecność tylu młodych, opłacanych przez carski skarbiec mężczyzn dała Sokółce potężny impuls gospodarczy. Żołnierze nie tylko ćwiczyli. Budowali również drogi (m.in. trakt Wysokie Litewskie – Prużany), a w 1904 roku część z nich wysłano na front wojny rosyjsko – japońskiej. Ich czas w Sokółce dobiegł końca wraz z wybuchem I wojny światowej. W 1915 roku, w obliczu niemieckiej ofensywy, pułk ewakuował się na wschód, by w 1918 roku ostatecznie przejść do historii.
Międzywojenny szyk pod patronatem gen. Dąbrowskiego
Gdy Polska odzyskała niepodległość, opuszczone carskie budynki szybko zagospodarowało odrodzone Wojsko Polskie. Kompleks zyskał nowego, znamienitego patrona – generała Jana Henryka Dąbrowskiego. W okresie międzywojennym stacjonowały tu kadry zapasowe m.in. 6. i 41. Pułku Piechoty oraz Szpitala Okręgowego nr 3 z Grodna.
W latach międzywojennych koszary tętniły życiem, które dziś moglibyśmy nazwać kulturalno – sportowym – wskazuje Krzysztof Promiński. – Mieszkańcy doskonale znali dźwięki tutejszej orkiestry dętej, a na wojskowym boisku mecze rozgrywała lokalna drużyna piłkarska. Dawną cerkiew pułkową przebudowano na eleganckie kasyno oficerskie. Odbywały się tam huczne, pełne szyku bale z okazji świąt państwowych. To był czas, kiedy wojsko i cywile żyli w niezwykłej symbiozie.
Sielankę przerwał sierpień 1939 roku. Koszary zamieniły się w tętniący pośpiechem punkt mobilizacyjny. Tworzono tu kolumny taborowe i zaplecze medyczne. Powstały w pośpiechu szpital polowy we wrześniu musiał jednak ewakuować się na zachód przed nacierającym Wehrmachtem.
Czas okupacji, bombardowania i przymusowa praca
Po klęsce wrześniowej do koszar wkroczyła Armia Czerwona, sprowadzając czołgi, artylerię i rodziny oficerów. Sowiecki epizod zakończył się gwałtownie 22 czerwca 1941 roku. Niemieckie bomby spadły wprost na koszary, obracając część budynków w ruinę i grzebiąc pod gruzami wielu żołnierzy.
Niemieccy okupanci zaadaptowali ocalałe obiekty na ogromny lazaret dla rannych z frontu wschodniego. Transporty ze stacji kolejowej szły tu niemal nieprzerwanie. Z tym okresem wiąże się też dramatyczna historia budowy sokólskiego zalewu.
Mało kto pamięta, że ten malowniczy akwen powstał z rozkazu Niemców w 1942 roku jako element infrastruktury rekreacyjnej i użytkowej dla garnizonu – przypomina Krzysztof Promiński. – Przy jego wykopie niewolniczo, w nieludzkich warunkach, pracowali zmuszani przez okupanta żydowscy mieszkańcy Sokółki oraz polscy robotnicy przymusowi.
Gdy w 1944 roku front ponownie się cofał, Niemcy podpalili koszary. Większość unikalnej, XIX-wiecznej zabudowy spłonęła, bezpowrotnie niszcząc pierwotny charakter tego miejsca.
Mroczny powojenny sekret i to, co ocalało
Najbardziej przerażający rozdział historii dawnego garnizonu rozegrał się jednak już po przejściu frontu, w czasach stalinowskiego terroru.
Z relacji świadków, do których udało się dotrzeć, wyłania się ponury obraz pierwszych lat powojennych – mówi z powagą Krzysztof Promiński. – W ruinach jednego z budynków koszarowych funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sokółce mieli dokonywać potajemnych egzekucji na więźniach politycznych. Ciała zamordowanych wrzucano rzekomo do dawnych dołów kloacznych na terenie garnizonu. To wciąż niezbadana, bolesna rana w historii naszego miasta, która czeka na pełne wyjaśnienie i godne upamiętnienie.
Dziś po dawnym, potężnym kompleksie wojskowym pozostało niewiele. Promiński opowiada, że spacerując po Zielonym Osiedlu, możemy jednak natknąć się na namacalne ślady przeszłości. Pod numerem 4 stoi dawny budynek koszarowy, zaadaptowany na blok mieszkalny. Nieopodal niszczeje opuszczony gmach dawnego szpitala wojskowego.
Pamięć o tamtych latach trwa również na lokalnych nekropoliach. Na cmentarzu prawosławnym odnaleźć można nagrobki carskich oficerów i lekarzy z 63. Uglickiego Pułku Piechoty, a na cmentarzu katolickim spoczywa ppłk Korotkiewicz – najwyższy rangą oficer tej jednostki, który zmarł podczas stacjonowania w Sokółce.
Te nieme ślady przypominają, że pod naszymi stopami kryje się ponad sto lat niezwykle burzliwej historii – podsumowuje pasjonat.
(Ewa Bochenko)

