Większość kierowców mija to miejsce bezrefleksyjnie, spiesząc się lokalną trasą. Ot, zwykły, szary głaz na poboczu, zwieńczony metalowym krzyżem. Jednak to właśnie we wsi Bierwicha pod Sidrą znajduje się jeden z najbardziej poruszających i tajemniczych pomników przeszłości na Podlasiu. Odkrywa go przed nami Krzysztof Promiński, popularyzator dziejów regionu z Sokółki.
Podróżując dawnym traktem łączącym Sokółkę z Dąbrową Białostocką, łatwo przeoczyć ten skromny monument. Tymczasem wyryta na nim inskrypcja to bezpośredni, dramatyczny zapis wydarzeń z połowy XVII wieku: „1655. Moskal Litwę splondrował złamawszy mir wieczny”.
Te słowa to rzadki, namacalny ślad potwornego dramatu, jaki dotknął ówczesnych mieszkańców – podkreśla Krzysztof Promiński. – Najazd wojsk moskiewskich z 1654 roku przyniósł tym terenom katastrofę, jakiej nie widziano tu od stuleci. Mimo formalnego pokoju carskie armie uderzyły na osłabioną Rzeczpospolitą pod byle pretekstem. Skala okrucieństwa była porażająca. Wystarczy wspomnieć rzeź Mścisławia, gdzie życie straciło kilkanaście tysięcy ludzi, czy późniejsze, trwające wiele dni plądrowanie Wilna. Dla naszych przodków był to koniec dotychczasowego świata.
Ktoś postanowił wyryć ten ból w granicie, by pamięć o złamaniu pokoju nigdy nie zginęła. Kto był autorem tego napisu? To pytanie wciąż czeka na odpowiedź.
Na odwrocie głazu dostrzec można specyficzny monogram, prawdopodobnie podpis dawnego rzemieślnika. Niewykluczone, że był to kamieniarz sprowadzony z pobliskiego ośrodka miejskiego, być może z Grodna. Szczegóły te niestety zatarł już czas – zauważa Promiński.
Wojenna odyseja
Wiek dwudziesty obszedł się z zabytkiem bardzo burzliwie. Zanim jednak nadeszła kolejna wojna, w 1921 roku na głaz leżący w korycie lokalnego potoku zwrócił uwagę inżynier Nikodem Hryckiewicz, ówczesny poseł. Z jego inicjatywy obiekt wydobyto, oczyszczono i ustawiono przy drodze, wieńcząc go krzyżem. Niedługo potem historia zatoczyła koło, a z kamieniem zaczęły wiązać się wręcz metafizyczne opowieści.
Wśród lokalnej społeczności do dziś żyje niesamowita opowieść z czasów sowieckiej okupacji – opowiada pasjonat z Sokółki. – Według niej jeden z czerwonoarmistów miał doświadczyć niewytłumaczalnego zjawiska. Twierdził, że kamień na jego oczach zaczął gwałtownie rosnąć. Przerażone dowództwo uznało to za zły znak i postanowiło wysadzić głaz.
Legenda głosi, że gdy szykowano ładunki wybuchowe, z mgły wyłonili się konni kozacy, co zmusiło żołnierzy do odwrotu. Choć brzmi to jak klasyczne podanie ludowe, pokazuje, jak silne emocje budziło to miejsce. Sowieci znaleźli jednak inny sposób na pozbycie się niewygodnej pamiątki.
Ostatecznie użyli ciężkiego sprzętu i po prostu zepchnęli głaz czołgiem z powrotem do rzeki – wyjaśnia Krzysztof Promiński. – Na dnie potoku nie leżał długo. W 1941 roku, po zmianie frontu i wkroczeniu wojsk niemieckich, miejscowi ponownie wyciągnęli kamień z wody i ustawili go na poboczu, gdzie stoi do dziś.
Pomnik zyska należytą oprawę
Dziś ten skromny świadek historii powoli wychodzi z cienia zapomnienia. Władze samorządowe zamierzają zadbać o to, by nikt już nie mijał go obojętnie. Wójt gminy Sidra zapowiada podjęcie natychmiastowych działań, które przybliżą tę historię zarówno mieszkańcom, jak i turystom.
W najbliższym czasie przy kamieniu zostanie ustawiona tablica informacyjna – zapowiada wójt Cezary Możejko. – Chcemy należycie wyeksponować ten unikalny zabytek, by każdy przejezdny mógł poznać jego niezwykłe, wielowiekowe losy oraz znaczenie dla naszej tożsamości.
Jak zaznacza Promiński, ten niepozorny głaz to dowód na to, że najciekawsze opowieści kryją się często na poboczach naszych codziennych tras. Wystarczy na moment zboczyć z drogi i podejść bliżej, by dotknąć historii, która przetrwała wojny, rzeczne odmęty i próbę czasu.
(Ewa Bochenko)

