Burzliwy przebieg miała sesja Sejmiku Województwa Podlaskiego 25 czerwca 2026 roku. Obrady, które zdominował temat bezpieczeństwa i unijnego paktu migracyjnego, rozpoczęły się od incydentu z udziałem działaczy Konfederacji, którzy weszli do budynku z taczką. W atmosferze krzyków, personalnych potyczek i wzajemnych oskarżeń o kłamstwa, rządzącej koalicji KO – PSL – Trzecia Droga rzutem na taśmę udało się przyjąć własne stanowisko. O sukcesie obozu rządzącego zdecydował nieoczekiwany głos wstrzymujący się radnego wybranego z listy Konfederacji – Stanisława Derehajły, który tym samym pogrzebał szanse opozycji na zablokowanie uchwały.
Czwartkowa sesja od samego początku zapowiadała się niezwykle emocjonująco. Było to drugie podejście radnych do tematu paktu migracyjnego – majowe obrady zostały przerwane w atmosferze skandalu i protestów. Tym razem emocje sięgnęły zenitu jeszcze przed formalnym rozpoczęciem debaty, gdy do gmachu urzędu weszli działacze Konfederacji z taczką, próbując zakłócić porządek.
Szanowni państwo, prosiłem, żebyście nie utrudniali prowadzenia sesji. To są radni, którzy mają skupić się na merytoryce dzisiejszych obrad, a nie konwersować z państwem – interweniował przewodniczący sejmiku Cezary Cieślukowski, gdy protestujący zaczęli podchodzić zbyt blisko siedzących na sali radnych.
Ostatecznie, po interwencji porządkowej, sytuację udało się opanować i radni przeszli do porządku obrad.
Miliardy euro na szali. Marszałek ostrzega przed utratą unijnych funduszy
Kluczowym punktem sesji był wniosek marszałka Łukasza Prokoryma o wprowadzenie pod obrady stanowiska w sprawie „bezpieczeństwa województwa podlaskiego i Polski w Unii Europejskiej”. Dokument ten łączył kwestię obrony granic z korzyściami płynącymi z członkostwa we Wspólnocie.
Marszałek Prokorym przekonywał, że to właśnie Unia Europejska jest gwarantem pokoju i rozwoju regionu, wskazując m.in. na programy zbrojeniowe o wartości 44 miliardów euro, z których nawet 170 milionów euro może trafić do podlaskich firm z branży obronnej. Odnosząc się bezpośrednio do lęków mieszkańców przed przymusową relokacją migrantów, Prokorym zapewniał, że Polska wynegocjuje zwolnienia z paktu.
Wszyscy jesteśmy przeciwko nielegalnej migracji. Obecne przepisy UE wskazują, że państwo może być zwolnione z przyjmowania kwot solidarnościowych. Polska jest zwolniona do końca 2026 roku. Złożyłem już oficjalne wnioski do Komisji Europejskiej o to, by te zwolnienia dla regionów przygranicznych, takich jak Podlasie, mogły być wydłużane na okresy pięcioletnie – tłumaczył marszałek.
Jednocześnie Prokorym uderzył w poprzednie stanowiska sejmiku (przyjmowane za rządów PiS), ostrzegając, że radykalne, „antymigracyjne” uchwały mogą odciąć region od gigantycznych pieniędzy. Podał przykład wniosku do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który został odrzucony (cofnięto 50 milionów złotych), ponieważ urzędnicy uznali zapisy sejmiku za dyskryminujące.
Mówimy o ryzyku utraty dwóch miliardów euro z funduszy europejskich i zawieszeniu prac nad kolejną perspektywą finansową. Nie dopuszczę, by województwo straciło te środki – grzmiał marszałek.
„Nie chcemy ich tutaj. Chcemy być bezpieczni!”
Z taką argumentacją kategorycznie nie zgadzała się opozycja z Prawa i Sprawiedliwości. Były marszałek, a obecnie radny Artur Kosicki, zarzucił Prokorymowi kłamstwa i manipulowanie faktami prawnymi.
Myli się pan, twierdząc, że te zapisy mają wpływ na wdrażanie programów unijnych. Nie ma żadnego zagrożenia dla unijnych środków, co potwierdzają opinie prawne profesora Perkowskiego z Wydziału Prawa (Uniwersytetu w Białymstoku – przyp. red.). Nie ma żadnych przeszkód, by przyjąć twarde stanowisko – ripostował Kosicki.
Były marszałek zgłosił poprawkę, która wzywała rząd RP do „definitywnego zablokowania paktu migracyjnego”.
To jest chwila prawdy. Pokażmy mieszkańcom, że dbamy o ich bezpieczeństwo, a nie o pana partykularne, partyjne interesy – dodał.
W jeszcze mocniejszym tonie wypowiedziała się radna PiS Bernadeta Krynicka:
Jakie znamiona dyskryminacji upatruje się w stanowisku, że nie chcemy na tej ziemi paktu migracyjnego? Po prostu ich tu nie chcemy. Chcemy być wolnym krajem, bezpiecznym, żeby nasze córki i wnuki mogły spokojnie wychodzić na ulice. Dokładnie widzimy, co dzieje się w Szwecji, Francji czy Niemczech. My dmuchamy na zimne – mówiła Krynicka.
Matematyczny remis i zaskakujący ruch Stanisława Derehajło
Ostateczne rozstrzygnięcie przyniosły głosowania, w których kluczową rolę odegrała sejmikowa matematyka oraz nieobecność dwóch radnych: wicemarszałka Marka Malinowskiego (niezrzeszony) oraz Jarosława Dworzańskiego (KO). Przy takim układzie sił na sali teoretycznie panował idealny remis: 12 radnych koalicji rządzącej (KO – PSL – Trzecia Droga) stawało naprzeciw 12 radnych opozycji (11 z PiS oraz 1 z Konfederacji – Stanisław Derehajło).
W przypadku remisu (14 do 14 przy pełnym składzie lub odpowiednio mniej przy nieobecnościach) wszelkie projekty powinny upaść. Tak też stało się z dwoma projektami stanowisk jednoznacznie potępiających pakt migracyjny (jednym autorstwa PiS, drugim przygotowanym przez przewodniczącego Cieślukowskiego). W obu tych głosowaniach padł remis 14 do 14, co oznaczało ich odrzucenie.
Wszystkich zaskoczyło jednak kluczowe głosowanie nad łagodniejszym, prorządowym stanowiskiem sformułowanym przez marszałka Łukasza Prokoryma.
Ku zdumieniu obecnych na sali działaczy Konfederacji i polityków PiS, uchwała przeszła stosunkiem głosów 14 za, 13 przeciw przy 1 głosie wstrzymującym się. Języczkiem u wagi okazał się właśnie Stanisław Derehajło z Konfederacji. Choć radny ten wielokrotnie deklarował, że jest przeciwny przyjmowaniu przez sejmik jakichkolwiek „stanowisk politycznych”, a w innych głosowaniach tego dnia głosował ramię w ramię z PiS, to w tym najważniejszym momencie wstrzymał się od głosu.
Ten jeden ruch radnego Konfederacji dał minimalne zwycięstwo koalicji rządzącej i pozwolił na przyjęcie stanowiska, które zamiast bezwzględnej blokady paktu migracyjnego, kładzie nacisk na unijne fundusze, dyplomację i negocjacje w Brukseli.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)
