Pan Kamil ma 31 lat, od szesnastu ciężko pracuje na roli. Kocha to, co robi i nie wyobraża sobie innego życia. Dziś jednak stoi pod ścianą. Gmina Juchnowiec Kościelny, pod naporem postępującej urbanizacji i fali nowych mieszkańców z pobliskiego Białegostoku, zamierza drastycznie ograniczyć możliwość zabudowy na jego działkach. Nowy plan miejscowy ma wprowadzić limity, które dla młodego rolnika oznaczają jedno: koniec marzeń o rozwoju i powolną śmierć jego gospodarstwa.
Juchnowiec Dolny to wieś położona zaledwie kilka kilometrów od granic Białegostoku. To właśnie ta bliskość stała się przekleństwem dla Kamila Maksiewicza. Od lat uczył się hodowli kur od doświadczonego hodowcy, u którego pracował. Sześć lat temu postanowił pójść na swoje. Dziś z powodzeniem prowadzi hodowlę kur niosek.
Chcąc rozwijać gospodarstwo i chronić stado przed chorobami, pan Kamil zaplanował budowę drugiego, nieco większego kurnika. Inwestycja miała nie przekraczać 20 DJP (Dużych Jednostek Przeliczeniowych), co oznacza, że zgodnie z prawem nie wymaga ona skomplikowanych i rygorystycznych decyzji środowiskowych. Najpierw chciał, by powstała obok pierwszego kurnika, we wsi.
Chcę po prostu postawić drugi budynek, żeby nie trzymać dwóch stad w jednym miejscu. To ogromne ryzyko. Jeśli młode kury zarażą się od starszych, stracę wszystko – tłumaczy rolnik. – Do tej pory nikt ze wsi nie skarżył się na zapachy czy hałas. Żyjemy w zgodzie z sąsiadami. Problemy zaczęły się dopiero wtedy, gdy gmina dowiedziała się o moich planach.
Urzędnicy mieli wprost zakomunikować rolnikowi oraz jego pełnomocnikowi prawnemu, że z Juchnowca Dolnego chcą stworzyć „sypialnię miejską”. Dla tradycyjnego rolnictwa, z którego ten region słynął od pokoleń, ma tam już nie być miejsca.
Rzecz w tym, że Maksiewicz chcąc wyjść naprzeciw tym planom, wniósł o warunki zabudowy na drugą działkę, oddaloną od wsi o około kilometr. Znajduje się ona przy ul. Chabrowej. Dookoła niej są wyłącznie pola otoczone torami kolejowymi. Okazało się jednak, że i tam rolnik będzie mógł jedynie uprawiać rośliny.
Gra na zwłokę i urzędniczy mur
Kamil Maksiewicz złożył wnioski o warunki zabudowy na długo przed planowanym uchwaleniem nowego planu miejscowego – pierwszy z nich wpłynął do urzędu w marcu 2025 roku. Zgodnie z prawem, wnioski te powinny zostać rozpatrzone. Gmina jednak uważa, że postępowanie powinno być zawieszone.
Złożyliśmy wnioski przed uchwaleniem planu, czyli powinniśmy iść starym systemem. Oni jednak celowo przeciągnęli procedurę o 18 miesięcy, zawieszając postępowanie, aby doczekać do wejścia w życie nowego planu miejscowego, który nas zablokuje – żali się młody rolnik.
Gdy pan Kamil wraz z rodziną udał się na rozmowę do urzędu gminy, usłyszał od zastępcy wójta kuriozalny argument. Urzędnicy stwierdzili, że nie wydadzą zgody na kurnik, ponieważ obawiają się, że rolnik w przyszłości… przekształci go w chlewnię i zacznie hodować świnie.
Powiedziałem im: napiszmy w dokumentach, czarno na białym, z pełnym rygorem prawnym, że to będą wyłącznie kury nioski. Ale oni po prostu szukają jakiegokolwiek powodu, by powiedzieć mi „nie” – mówi rozżalony Maksiewicz.
Co gorsza, wójt gminy miał zaproponować młodemu mężczyźnie, by ten sprzedał swoją ziemię.
Zapytał mnie, czy mam ziemię w innych gminach. Powiedziałem, że tylko tutaj. Na to usłyszałem, że jak chcę mieć pieniądze, to mam sprzedać ziemię ludziom z miasta. Ale ja jestem rolnikiem z krwi i kości. Kocham tę pracę, uczyłem się jej od rodziców. Dlaczego mam sprzedawać ojcowiznę i iść pracować na budowę, skoro chcę i potrafię produkować żywność? – pyta dramatycznie Kamil.
Gmina: postępuje urbanizacja, musimy to porządkować
Władze gminy Juchnowiec Kościelny nie kryją swoich intencji, choć ubierają je w urzędniczą nowomowę i zasłaniają się literą prawa. Elżbieta Filipowicz, zastępca wójta, potwierdza, że postępowanie w sprawie warunków zabudowy dla Kamila Maksiewicza zostało wstrzymane zgodnie z przepisami, ponieważ gmina przystąpiła do sporządzania planu miejscowego.
Jeżeli wejdzie w życie plan miejscowy, nie wydajemy warunków zabudowy, bo plan je zastępuje. Wtedy pan Maksiewicz ich nie otrzyma, bo formalnie nie będzie to możliwe. Jeśli nie dojdzie do uchwalenia tego planu, wówczas będziemy procedować warunki zabudowy – wyjaśnia Filipowicz.
Wicewójt przyznaje, że nowy plan wprowadzi drastyczne ograniczenia dla produkcji zwierzęcej na działkach pana Kamila – limit ma wynosić zaledwie do 5 DJP. Dla profesjonalnego rolnika to wartość absurdalnie niska, oznaczająca produkcję wyłącznie na własny, domowy użytek.
Plan nie może stanowić o dowolności zabudowy. Określa parametry i faktycznie są tam ograniczenia co do wielkości produkcji – przekonuje Elżbieta Filipowicz.
Pytana o to, czy gmina celowo blokuje rozwój nowoczesnego rolnictwa, odpowiada:
Dziś Juchnowiec to gmina podmiejska. Postępuje urbanizacja i to nie od dziś. Charakter gminy się zmienia. Kiedyś mieliśmy średnie gospodarstwa i PGR-y, dziś tych średnich jest bardzo mało. Presja na zabudowę mieszkaniową jest zdecydowanie większa niż 15 czy 20 lat temu. Dla nas wszyscy mieszkańcy są równi, nie badamy, kto mieszka tu od pokoleń, a kto dopiero się sprowadził.
Monolog zamiast dialogu
Z taką argumentacją fundamentalnie nie zgadza się mecenas Joanna Kamieńska, radca prawny i pełnomocnik Kamila Maksiewicza. Wskazuje ona na rażącą niesprawiedliwość społeczną i brak woli dialogu ze strony lokalnych władz.
Dwukrotnie składaliśmy uwagi do planu. Wójt może je uwzględnić lub odrzucić. Jeśli odrzuci, będziemy przekonywać radnych na sesji rady gminy. Jeżeli jednak plan zostanie uchwalony w obecnym kształcie, tereny rolnicze Kamila zostaną pozbawione prawa zabudowy lub obłożone takimi limitami (do 5 DJP – przyp. red.), że jakikolwiek rozwój będzie niemożliwy. Kamil ma już teraz więcej sztuk drobiu, więc de facto gmina zmusza go do zwinięcia działalności – tłumaczy mecenas Kamieńska.
Prawniczka zwraca uwagę na głębszy, systemowy problem, który dotyka polską wieś na obrzeżach dużych miast.
Odbyły się debaty społeczne. Podnosiliśmy tam argumenty o sprawiedliwości społecznej, a nawet konstytucyjnej. Ludność miejska osiedla się na wsi i nagle zaczynają jej przeszkadzać zapachy czy maszyny rolnicze. Ale przecież nikt ich tu na siłę nie zapraszał. Gmina ma władztwo planistyczne, ale to nie może być władztwo absolutne, które robi z właściciela ziemi jedynie pozornego dysponenta jego własności – podkreśla mecenas.
Mecenas zwraca również uwagę na sprzeczność działań samorządu z deklarowaną polityką państwa i Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, która ma na celu ochronę rolników i zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego kraju.
Wszyscy chcemy jeść polskie jajka i mięso, nie chcemy importu z Chin. Ale te zwierzęta muszą być gdzieś hodowane. Nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której rolnik gospodarujący od pokoleń jest rugowany ze swojej ziemi, bo nowemu sąsiadowi z miasta przeszkadza widok kurnika w szczerym polu. Na debatach społecznych nawet niektórzy nowi mieszkańcy, którzy sprowadzili się z miasta, brali stronę Kamila, mówiąc, że wypychanie go stąd jest nie do pomyślenia. Niestety, dla urzędników ten głos również nie miał znaczenia. To nie była dyskusja, to był nasz monolog do ściany – podsumowuje prawniczka.
Co dalej z młodym rolnikiem?
Jeśli rada gminy uchwali plan w obecnym, restrykcyjnym kształcie, Kamil Maksiewicz zapowiada walkę przed sądem administracyjnym. Wspiera go Podlaska Izba Rolnicza, która słała już w tej sprawie pisma do urzędu, jednak bezskutecznie.
Wojewoda podlaski zadeklarował mi, że jeśli wnioski były poprawne pod względem formalnym, nie widzi przeszkód do wydania warunków zabudowy – zapewnia rolnik.
Dla 31-letniego gospodarza walka o kurnik to walka o życie i przyszłość jego rodziny.
Jeśli nie dostanę tych warunków, zostanę z niczym. Przy obecnej skali produkcji moje gospodarstwo jest nieopłacalne, nie mam szans na konkurencję. Urzędnicy wzruszają ramionami. Chcą zniszczyć rolnictwo w imię deweloperskich zysków. Ja chcę tylko jednego: uczciwie pracować na swoim i żeby gmina mi w tym nie przeszkadzała – kwituje rozgoryczony rolnik.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)
