To była jedna z najbardziej skomplikowanych technicznie operacji ekologicznych w historii polskiego nurkowania. W minioną sobotę, 11 lipca, z dna najgłębszego jeziora w Polsce – Hańczy – wydobyto pierwszą część ogromnej, porzuconej sieci rybackiej. Choć to dopiero początek batalii o oczyszczenie rezerwatu, ekolodzy i nurkowie mówią o przełomie.
Jezioro Hańcza, perła Suwalskiego Parku Krajobrazowego, który w tym roku świętuje swoje 50-lecie, od lat zmaga się z niewidzialnym problemem. Na głębokościach niedostępnych dla zwykłych śmiertelników zalegała potężna sieć rybacka. Tego typu zgubione lub porzucone narzędzia połowowe – nazywane „sieciami widmami” – to śmiertelne pułapki. Działają bez przerwy: więzią ryby, ptaki i inne organizmy wodne, które po śmierci ulegają rozkładowi, a pusta sieć znów unosi się w toni, by nieść kolejną śmierć.
Sieci widma są zagrożeniem nie tylko dla środowiska, ale także dla zdrowia i życia ludzi korzystających z wód. Porzucone narzędzia połowowe – dryfujące, zaczepione o dno albo zakotwiczone przy brzegu – potrafią przez długi czas nadal działać jak pułapki – ostrzega Piotr Nieznański z Fundacji Code for Green. – Przyławiają ryby i inne organizmy wodne, wypełniają się nimi, opadają na dno, a po rozkładzie uwięzionych zwierząt znów mogą się unosić i generować kolejny przyłów. Dlatego wydobycie takiej sieci z Hańczy jest ważną interwencją.
Precyzyjna operacja na ekstremalnej głębokości
Wydobycie tak ciężkiego gabarytu z dna najgłębszego polskiego akwenu wymagało chirurgicznej precyzji i tygodni przygotowań. Za realizację misji odpowiadali doświadczeni profesjonaliści z Fundacji Naukowe Badania Podwodne.
Sobotnia akcja była ekstremalnym wyzwaniem logistycznym. Aby bezpiecznie oderwać sieć od dna i przetransportować ją w kierunku powierzchni, nurkowie musieli użyć specjalistycznych balonów wypornościowych – tzw. hydrodyn.
Udało się wyciągnąć niewielki fragment. Jeszcze jedna, dwie próby i powinniśmy wyciągnąć resztę – relacjonował na gorąco jeden z nurków tuż po wyjściu z wody.
Wydobyta część sieci to ogromny sukces, który wieńczy wieloletnie starania dyrekcji parku oraz lokalnych stowarzyszeń o uratowanie ekosystemu Hańczy. Choć nowoczesne prawo zabrania już stosowania tak inwazyjnych narzędzi jak ciągnione po dnie niewody, to zaszłości z dawnych lat wciąż zatruwają podwodny świat rezerwatu.
Wspólny front w obronie rezerwatu
Sukces sobotniej akcji to efekt szerokiej koalicji organizacji, które połączyły siły pod hasłem „Inspirujemy, chronimy, sprzątamy”. Projekt wsparły m.in. Fundacja Code for Green, Fundacja Dzika Polska oraz Stowarzyszenie Miłośników Suwalskiego Parku Krajobrazowego „Kraina Hańczy”, przy ścisłej współpracy z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Białymstoku.
Eksperci podkreślają jednak, że jednorazowe akcje to za mało. Piotr Nieznański z Fundacji Code for Green zwraca uwagę na potrzebę zmian systemowych: lepszego znakowania sieci oraz jasnych procedur szybkiego zgłaszania i usuwania zgubionego sprzętu. Hańcza, jako jeden z najcenniejszych i najczystszych akwenów w kraju, zasługuje na najwyższy poziom ochrony.
Jako RDOŚ podejmujemy wiele działań nakierowanych na ochronę tego obiektu. Powiększamy jego obszar o sąsiadujące lasy, niebawem zostanie zlecone wykonanie planu ochrony rezerwatu, podejmujemy interwencje nakierowane na zmniejszenie dopływu nieczystości – zaznacza Adam Juchnik, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku.
To jeszcze nie koniec. Kolejne zejście pod wodę w sierpniu
Sobotnia misja pokazała, że niemożliwe nie istnieje, ale praca na dnie Hańczy wciąż nie została ukończona. Pod wodą nadal zalegają pozostałości niebezpiecznej pułapki. Organizatorzy już teraz zapowiadają kontynuację działań. Kolejna faza podwodnej operacji i ostateczne oczyszczenie dna rezerwatu planowane są na sierpień tego roku.
(Ewa Bochenko)

