To miała być spokojna grudniowa zima w Sejnach. Zamiast tego małe miasteczko na Podlasiu stało się areną brutalnego morderstwa, które od niemal dekady pozostaje bezkarne. W tle dramatu rozgrywa się bezprecedensowa batalia sądowa: trzy wyroki uniewinniające, trzy skuteczne apelacje prokuratury i sprawa, która właśnie wraca na wokandę po raz czwarty. W śledztwie dowód DNA zderzył się z sądową interpretacją przepisów.
W połowie grudnia 2017 roku w Sejnach, w jednym z domów jednorodzinnych od kilku dni panowała cisza. 65-letni gospodarz, zazwyczaj utrzymujący regularny kontakt z bliskimi, nagle przestał odpowiadać na telefony. Zaniepokojona rodzina i sąsiedzi, nie mogąc nawiązać z nim kontaktu, postanowili zaalarmować policję.
Gdy funkcjonariusze sforsowali drzwi budynku, ich oczom ukazał się makabryczny widok. Wewnątrz domu leżały zmasakrowane zwłoki właściciela. Sprawcy wykazali się ogromną, trudną do racjonalnego wytłumaczenia brutalnością.
Jak wykazała późniejsza sekcja zwłok, 65-latek przed śmiercią przeszedł piekło. Napastnicy zadali mu szereg potężnych ciosów w głowę i klatkę piersiową, powodując rozległe rany tłuczone. Dzieła zniszczenia dopełniły głębokie rany kłute zadane nożem w klatkę piersiową. Mężczyzna nie miał szans na ratunek – rozległe obrażenia doprowadziły do gwałtownego zgonu.
Genetyczny ślad, który miał przynieść przełom
Na miejscu zbrodni przez wiele godzin pracowali technicy kryminalistyki pod nadzorem prokuratora. Skrupulatnie zabezpieczano każdy, nawet najmniejszy ślad. Kluczowy okazał się jednak mikroskopijny detal, którego mordercy nie zdołali zatrzeć – na ciele ofiary ujawniono obce DNA.
Zabezpieczony materiał genetyczny trafił do policyjnego laboratorium. Wyniki analizy okazały się przełomem, który pozwolił śledczym z Prokuratury Okręgowej w Suwałkach na wytypowanie konkretnego podejrzanego. Trop doprowadził ich do młodego, wówczas 33-letniego mieszkańca sąsiedniej gminy.
Zebrany materiał dowodowy pozwolił prokuraturze na przedstawienie mu najcięższego zarzutu – zabójstwa dokonanego wspólnie i w porozumieniu z inną, dotychczas nieustaloną osobą lub osobami. Śledczy byli pewni swego: kod genetyczny rzadko pozostawia pole do dyskusji.
Trzy uniewinnienia przed suwalskim sądem
To, co wydawało się prostą drogą do skazania, w sali rozpraw zamieniło się w wieloletni, wycieńczający procesowy maraton. Sąd Okręgowy w Suwałkach oraz Sąd Apelacyjny w Białymstoku weszły w klincz interpretacyjny, a sprawa zaczęła krążyć między instancjami niczym rzucona w nieskończoność piłka.
Po raz pierwszy Sąd Okręgowy w Suwałkach uniewinnił oskarżonego 27 grudnia 2022 roku, uznając, że przedstawione dowody nie dają stuprocentowej pewności co do winy mężczyzny. Prokurator natychmiast zaskarżył ten wyrok, a Sąd Apelacyjny w Białymstoku podzielił argumenty oskarżyciela, uchylił decyzję i nakazał ponowne zbadanie sprawy.
Historia powtórzyła się półtora roku później. 26 czerwca 2024 roku suwalski sąd po raz drugi przeanalizował te same dowody i wydał identyczny, uniewinniający wyrok. Prokuratura ponownie wykazała błędy w ocenie materiału dowodowego, co doprowadziło do kolejnego uchylenia wyroku przez Sąd Apelacyjny w Białymstoku w marcu 2025 roku.
Trzecie podejście przed sądem pierwszej instancji zakończyło się w sierpniu 2025 roku. Sąd Okręgowy w Suwałkach po raz trzeci uznał oskarżonego za niewinnego. Sędziowie orzekający w Suwałkach konsekwentnie powoływali się na słynną rzymską zasadę (in dubio pro reoma), która nakazuje rozstrzygać wszelkie niedające się usunąć wątpliwości na korzyść oskarżonego.
Wątpliwości są tylko pozorne
Z taką interpretacją faktów kategorycznie nie zgodził się prokurator Prokuratury Okręgowej w Suwałkach. W kolejnej apelacji zarzucił sądowi pierwszej instancji rażąco wybiórczą, jednostronną ocenę dowodów oraz zbyt pośpieszne zasłonięcie się zasadą korzyści dla oskarżonego.
Finał tego etapu rozegrał się 30 czerwca przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku. Sąd odwoławczy stracił cierpliwość do argumentacji suwalskich sędziów i po raz trzeci uchylił wyrok uniewinniający.
W ustnym uzasadnieniu sędziowie z Białegostoku podkreślili, że zasada in dubio pro reoma zastosowanie wyłącznie wtedy, gdy sąd przeprowadzi wyczerpującą, drobiazgową i w pełni prawidłową ocenę całego materiału dowodowego. W przypadku zbrodni w Sejnach rzekome wątpliwości mają charakter wyłącznie pozorny. Zdaniem sądu apelacyjnego, właściwa i logiczna analiza zabezpieczonych śladów – w tym profilu DNA – pozwala na jednoznaczne ustalenie roli, jaką oskarżony odegrał w tragicznym zdarzeniu z grudnia 2017 roku.
Czwarty proces
Decyzją sądu odwoławczego sprawa wraca do punktu wyjścia. Sąd Okręgowy w Suwałkach będzie musiał otworzyć proces po raz czwarty i zmierzyć się z tymi samymi dowodami pod okiem sędziów z Białegostoku.
Dla rodziny zamordowanego 65-latka to kolejny rok życia w zawieszeniu i konieczność ponownego przeżywania traumy w sali rozpraw. Dla wymiaru sprawiedliwości to sprawdzian wiarygodności – czy system jest w stanie skutecznie osądzić zbrodnię, w której zabezpieczono tak twarde dowody biologiczne, czy też proceduralny impas będzie trwał w nieskończoność, a sprawca brutalnego mordu na zawsze pozostanie bezkarny.
(Ewa Bochenko)

