Dynamiczny pościg, niebezpieczna jazda przez kilka miejscowości i finał w rzece – tak wyglądała interwencja białostockich policjantów, którzy próbowali zatrzymać do kontroli kierującego motorowerem. Zamiast zatrzymać się na sygnał funkcjonariuszy, młody kierowca podjął ucieczkę, narażając innych uczestników ruchu.
Wszystko zaczęło się na ulicy Transportowej w Białymstoku. Policjanci dali sygnał do zatrzymania, jednak kierujący jednośladem zignorował polecenie i gwałtownie przyspieszył. Trasa ucieczki szybko przeniosła się poza miasto – przez Kleosin, a następnie w kierunku Łap. Już wtedy jego zachowanie na drodze było skrajnie nieodpowiedzialne.
Podczas ucieczki motorowerzysta wielokrotnie łamał przepisy. Wymuszał pierwszeństwo, ignorował czerwone światła i stwarzał realne zagrożenie dla innych kierowców. W pewnym momencie zjechał nawet na drogę dla rowerów. Tylko przypadek sprawił, że nie doszło do tragedii.
Pościg zakończył się dopiero w rejonie Turośni Dolnej. Tam, gdy skończyła się droga gruntowa, kierujący porzucił motorower i próbował kontynuować ucieczkę pieszo. Chcąc zgubić policjantów, zdecydował się na desperacki krok – wskoczył do rzeki. Woda sięgała w tym miejscu do pasa, ale nawet to nie zatrzymało funkcjonariuszy.
Policjanci ruszyli za nim i kontynuowali pościg także w wodzie. Nastolatek zdołał wydostać się na drugi brzeg i jeszcze przez chwilę uciekał, jednak po kilkuset metrach został zatrzymany. Interwencja zakończyła się bez udziału osób postronnych, choć sytuacja była bardzo niebezpieczna.
Jak ustalono, za kierownicą motoroweru siedział 16-letni mieszkaniec powiatu białostockiego. Nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdem i to – jak tłumaczył – było powodem jego ucieczki. Badanie wykazało, że był trzeźwy.
Na tym jednak lista nieprawidłowości się nie kończy. Pojazd, którym się poruszał, nie miał aktualnych badań technicznych. Policjanci zatrzymali dowód rejestracyjny, a motorower został odholowany na policyjny parking.
Po zakończeniu czynności nastolatek trafił pod opiekę swojej babci. Teraz jego sprawą zajmie się sąd rodzinny, który zdecyduje o konsekwencjach jego zachowania.
(PW)

