Wyobraź sobie, że stoisz przed witryną pełną lodów. Obok klasycznej czekolady i wanilii widzisz intrygujące, zielone lody z pokrzywy, kremowe z sera korycińskiego i odważne, przełamane wiśnią, z gorgonzoli. A w rozmowie z właścicielem dowiadujesz się, że lada dzień do oferty dołączy smak… kiszonej kapusty. To nie scena z awangardowej, europejskiej stolicy, a rzeczywistość niewielkiego Janowa. To tutaj Agnieszka i Daniel Woronowiczowie, małżeństwo z prawniczym wykształceniem, stworzyło „La Storię” – miejsce, które na nowo zdefiniowało pojęcie rzemieślniczych lodów i stało się kulinarnym sercem regionu.
Historia La Storii, jak sama nazwa wskazuje, ma swój początek w opowieści.
Pomysł na lodowy biznes zaczął kiełkować w naszych głowach, gdy z żoną pracowaliśmy za granicą. To tam, podpatrując włoskich mistrzów, postanowiliśmy, że po powrocie do Polski otworzymy własną lodziarnię – wspomina Daniel Woronowicz.
Wybór miejsca był podyktowany sercem. Padło na Janów, rodzinną miejscowość Agnieszki. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało im się kupić działkę o symbolicznym znaczeniu. To właśnie w tym miejscu przez lata funkcjonowała kultowa lodziarnia pana Piotra, której proste, śmietankowe lody były smakiem dzieciństwa dla całych pokoleń. Wejście w buty lokalnej legendy było ogromnym ryzykiem.
Lody u pana Piotra były jedyne w swoim rodzaju, miały status kultowych. Uwielbiali je nie tylko miejscowi, ale i przyjezdni. Wiedzieliśmy, że poprzeczka jest zawieszona niewyobrażalnie wysoko. Mieliśmy ogromne obawy, jak klienci, przyzwyczajeni do tamtego smaku, odbiorą nasze, zupełnie inne wyroby – tłumaczy właściciel.
Do strachu przed nieuniknionymi porównaniami dochodziły wyjątkowo niesprzyjające okoliczności. Ich plany biznesowe zderzyły się z pandemią, potem z wybuchem wojny na Ukrainie i szalejącą inflacją. To był czas, gdy większość przedsiębiorców zaciskała pasa, a oni rzucali wszystko na jedną kartę. Mimo to, w „Lany Poniedziałek” 2022 roku, La Storia otworzyła swoje drzwi.
Fenomen, którego nikt się nie spodziewał
Szybko okazało się, że obawy były na wyrost. Lody oparte na włoskich recepturach, z krótkim, naturalnym składem, bezwzględnie wysokiej jakości, podbiły serca i podniebienia. Mieszkańcy, którzy początkowo sceptycznie podchodzili do pomysłu. Mówili im wprost, że to „w takiej wiosce nie pójdzie”, dziś przyznają, że w niedzielę trudno dopchać się do lady.
Sam do końca nie wiem, gdzie tkwi fenomen, że to tak ruszyło. Ale ruszyło z taką siłą, że pracy jest mnóstwo – przyznaje Daniel. – Naszym marzeniem było nie tylko sprzedawanie lodów, ale stworzenie miejsca, gdzie ludzie mogą się spotkać, zjeść dobre ciasto domowej roboty, napić się pysznej kawy. Tak zwyczajnie usiąść i na przykład poczytać książkę.
To marzenie zmaterializowało się w stu procentach. Turyści z całej Polski, od Bielska-Białej po wybrzeże, planują swoje wycieczki po Podlasiu tak, by zahaczyć o Janów. Sukces jest tak duży, że stali bywalcy wolą przychodzić w tygodniu, by uniknąć niedzielnych tłumów, które stały się już lokalną tradycją.
Smaki Podlasia i inspiracje zza płotu
Tym, co wyróżnia La Storię, jest niezwykła kreatywność i czerpanie z bogactwa regionu. Obok klasyków, w witrynie pojawiają się smaki, które zaskakują, intrygują i opowiadają historię. Skąd biorą się na nie pomysły? Dosłownie z otoczenia.
Kiedyś sąsiadka przyniosła nam naręcz pokrzyw, mówiąc: „Macie, zróbcie sobie lody”. Spojrzeliśmy na to i pomyśleliśmy: czemu nie? Połączyliśmy je z pomarańczą. Dziś to jeden z naszych hitów, o który klienci pytają z wyprzedzeniem – śmieje się Daniel.
Innym razem inspiracją stały się dzieci, które po szkolnej wycieczce do wytwórni kiszonek w Czarnej Wsi Kościelnej rzuciły pomysł: „Tato, zrób lody z kiszonej kapusty!”.
Tak narodził się cykl „Smaki Podlasia”, w ramach którego w niedziele można spróbować lodów z sera korycińskiego, do których Daniel zamawia specjalnie dojrzewający, intensywny ser od lokalnej producentki. Są też takie o smaku sękacza, a wkrótce także wspomnianej kapusty. Proces tworzenia opiera się na naturze – na przykład suszoną lawendę przez całą noc moczy się w mleku, by oddała pełnię aromatu. Żadnych sztucznych past czy barwników.
Ta autentyczność bywa czasem wyzwaniem. Daniel ze śmiechem wspomina historię klientki, która po zakupie pięciu różnych smaków, w tym gorgonzoli z wiśnią, zadzwoniła ze skargą, że lody smakują „stęchlizną” i musiały być zrobione na starym mleku. Po krótkiej rozmowie okazało się, że intensywny, pleśniowy smak sera został po prostu mylnie zinterpretowany. Sprawa zakończyła się przeprosinami i wspólnym śmiechem.
Współpraca, która buduje
W okolicy działają też inne znane lodziarnie, jak Stara Szkoła czy Lody Matczak. W świecie, gdzie konkurencja często bywa bezwzględna, podlascy lodziarze pokazują zupełnie inną jakość. Daniel Woronowicz nie uważa ich za rywali. Wręcz przeciwnie – relacje w branży są koleżeńskie i oparte na wzajemnym szacunku.
Każdy z nas robi inne lody, ma swój styl i swoich klientów. My odchodzimy od jajek, a Matczaki robią swoją kultową śmietankę na żółtkach, kontynuując wieloletnią tradycję. Nie wchodzimy sobie w drogę, a wręcz przeciwnie, pomagamy sobie. Jak komuś czegoś brakuje, to dzwonimy do siebie. To zdrowa, koleżeńska relacja – opowiada.
Zaznacza, że na tym rynku klientów nie brakuje dla nikogo, bo wszystkie wymienione nie cierpią na ich brak.
Serdeczność, która procentuje
Na pytanie o tajemnicę sukcesu, właściciele, oprócz bezkompromisowej jakości produktu, wskazują na atmosferę. Niezmiennie od otwarcia lodziarnia utrzymuje w Google ocenę 5.0, bez ani jednej negatywnej opinii.
Przez cały ten czas nie mieliśmy ani jednej osoby, która przyszłaby z pretensjami czy wyszła niezadowolona. Klienci często nam mówią, że wielką robotę robi to, że jesteśmy serdeczni, że mamy miłe, ludzkie podejście. To nas cieszy i motywuje bardziej niż cokolwiek innego – mówi Daniel.
Ta serdeczność, połączona z pasją, odwagą do eksperymentowania i głębokim szacunkiem do lokalnej tradycji, sprawiła, że La Storia to dziś znacznie więcej niż lodziarnia. To miejsce spotkań, kulinarnych odkryć i żywy dowód na to, że nawet w małej miejscowości można odnieść wielki sukces, serwując lody o smaku… podlaskiej duszy.
Oboje zaznaczają, że nie czują się ludźmi sukcesu, ale bardzo się cieszą, że są coraz bardziej rozpoznawalni. I że klienci wracają.
Czego im życzyć?
Zdrowia i zadowolonych klientów – odpowiada bez wahania Daniel.
Patrząc na kolejki przed jego lokalem, o to drugie mogą być spokojni.
(Ewa Bochenko)

