Niektórzy budują imperia na ropie, inni na kryptowalutach. 40-letnia mieszkanka powiatu kolneńskiego postanowiła pójść własną drogą i za cel obrała promocyjne maskotki z supermarketu. Jej misterny plan przyniósł jej ponad 100 pluszaków, ale finał tej historii rozegrał się na komendzie policji.
Kreatywność ludzka nie zna granic, a ta historia jest tego najlepszym dowodem. Jak ustalili kolneńscy kryminalni, kobieta opracowała system, którego nie powstydziłby się żaden filmowy oszust. Zamiast cierpliwie zbierać naklejki, postanowiła nieco przyspieszyć proces.
Jej metoda była prosta, a zarazem genialna. Posiadając albumy z wymaganą liczbą naklejek, dokonywała małej „operacji plastycznej” – wycinała kody kreskowe z innych, niewykorzystanych albumów i naklejała je w miejsce tych właściwych. Kasjerom tłumaczyła z niewinną miną, że poprzednie kody były „nieczytelne”.
Od kolekcjonerki do bizneswoman
System działał jak w zegarku. Fałszywy, ale działający kod kreskowy pozwalał jej uzyskać voucher, a ten z kolei uprawniał do zakupu maskotki w mocno obniżonej, promocyjnej cenie.
To jednak nie miłość do pluszaków była jej główną motywacją. 40-latka szybko przekuła swoją kolekcję w dochodowy biznes. Uprzednio zdobyte maskotki trafiały na jeden z popularnych portali internetowych, gdzie sprzedawała je już w cenie regularnej. Czysty zysk, prosto do kieszeni.
Koniec pluszowego eldorado
Niestety dla królowej maskotek, jej działalność w końcu zwróciła uwagę. Sieć supermarketów oszacowała swoje straty na blisko 6 tysięcy złotych i sprawą zajęli się policjanci. Szybko namierzyli autorkę przekrętu.
Kobieta przyznała się do wszystkiego. Jej pluszowe imperium runęło, a na koncie zamiast zysków ze sprzedaży pojawiły się trzy zarzuty dotyczące oszustwa.
Choć historia brzmi jak scenariusz komedii kryminalnej, finał jest całkiem poważny. Za oszustwa grozi jej do 8 lat pozbawienia wolności. To surowa cena za próbę zmonopolizowania rynku pluszowych zabawek. Rynek, jak widać, bywa bezwzględny.
(EB)

