26 maja 2026 roku miał być w podlaskim sejmiku dniem urzędniczej rutyny. W porządku obrad 24. sesji znalazły się punkty dotyczące zmian w budżecie, pieniędzy na obwodnicę Kolna i wsparcia dla programu „Kreatywna Wieś”. Jednak na długo przed tym, jak radni mieli pochylić się nad tabelami i uchwałami, chłodne powietrze wokół gmachu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego w Białymstoku zgęstniało od emocji, transparentów i oskarżeń o zdradę. Zamiast dyskusji o lokalnych inwestycjach, region stał się sceną jednego z najgorętszych politycznych starć ostatnich miesięcy, a jego epicentrum była kwestia unijnego paktu migracyjnego.
Przed budynkiem pikieta, demonstracja: politycy Prawa i Sprawiedliwości, wspierani przez związkowców z „Solidarności” i mieszkańców regionu. Obok działacze wraz z sympatykami Konfederacji. Cel wspólny był jeden: zablokowanie planu uchylenia przez nową koalicję rządzącą w sejmiku stanowiska, które niespełna rok wcześniej wyrażało sprzeciw wobec paktu migracyjnego.
Ciężkie działa wytoczyli przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości oraz „Solidarności”. Józef Mozolewski, charyzmatyczny lider podlaskiej „S”, nie zostawił na nowej władzy suchej nitki, zarzucając jej hipokryzję i uleganie ordynarnemu szantażowi finansowemu ze strony rządu w Warszawie.
To jest hipokryzja, jakiej dawno nie widzieliśmy – grzmiał do mikrofonu Mozolewski.
Nawiązywał do przypadającego na ten dzień Dnia Matki.
Jan Paweł II mówił, że ojczyzna jest matką. A wy, w Dzień Matki, chcecie sprzedać bezpieczeństwo tej ojczyzny! Jak można po dziewięciu miesiącach tak diametralnie zmieniać stanowisko?
Według Mozolewskiego, przyczyna tej wolty jest nie tylko prosta, ale i haniebna.
Nie musimy się niczego domyślać. Sam członek zarządu, pan Piorunek, na posiedzeniu Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego uzasadnił, że muszą podjąć tę uchwałę, jeśli chcą pozyskać środki na remont opery! To jest nic innego, jak sprzedawanie fundamentalnego bezpieczeństwa mieszkańców za 30 srebrników.
Wtórował mu były wicepremier Jacek Sasin, który przyjechał wesprzeć protestujących.
Oni uciekali i będą uciekali przed nami zawsze! Boją się narodu, boją się suwerena! W Konstytucji jest napisane, że władza w Polsce należy do narodu, a nie do Piorunka, Prokoryma i im podobnych! – nawoływał. – Chcą zdradzać naszą ojczyznę w ciszy gabinetów, ale my im na to nie pozwolimy!
Atmosferę podgrzała zapowiedź bezpośredniej konfrontacji.
Zrobimy dokładnie to, co kilkanaście tygodni temu, gdy zarząd chciał wbrew nam konsolidować szpitale. Weszliśmy na sesję, a oni wpadli w panikę. Dziś również tak zrobimy – odgrażał się Mozolewski, dając jasno do zrozumienia, że obrady mogą zostać zakłócone, jeśli głos protestujących nie zostanie usłyszany.
Z jednej strony nowa koalicja, argumentująca konieczność współpracy z rządem dla pozyskania funduszy na rozwój regionu. Z drugiej – opozycja i protestujący obywatele, krzyczący o zdradzie, utracie suwerenności i handlowaniu bezpieczeństwem. Pytanie, które zawisło w powietrzu, brzmiało: czy głos z ulicy będzie w stanie wpłynąć na decyzje podejmowane na sali obrad?
Odpowiedź na nie miała zdefiniować polityczny krajobraz Podlasia na długie miesiące. Odpowiedzi ostatecznie zabrakło, bo po kłótniach i awanturach na sali obrad przegłosowano ostatecznie, że sprawa stanie na sejmiku kolejnym…
(EB)
