Mijamy go niemal codziennie, umawiamy się „pod ratuszem” na spotkania i uważamy za absolutny symbol miasta. Okazuje się jednak, że serce Białegostoku skrywa tajemnicę, która może zaskoczyć wielu mieszkańców. Podlaski Wojewódzki Konserwator Zabytków przypomina fascynujące fakty. Białostocki ratusz tak naprawdę nigdy nie pełnił swojej oficjalnej funkcji.
Gdybyśmy cofnęli się w czasie o dwieście lat, w murach dzisiejszego muzeum nie usłyszelibyśmy stukotu urzędniczych pieczątek ani poważnych debat rajców miejskich. Zamiast tego uderzyłby nas gwar targowiska, zapach przypraw i nawoływania kupców. Białostockiemu ratuszowi historycznie znacznie bliżej było bowiem do krakowskich Sukiennic niż do klasycznego urzędu.
Biznesowy projekt hetmana Branickiego
Wszystko zaczęło się od wizji Jana Klemensa Branickiego. Hetman, będący sprawnym przedsiębiorcą, postanowił ożywić lokalną gospodarkę. Pierwszy etap budowy zakończył się w 1745 roku. Powstał wtedy parterowy budynek mieszczący 10 sklepów, które niemal natychmiast wydzierżawiono lokalnym żydowskim kupcom.
Interes kręcił się tak dobrze, że zaledwie dziesięć lat później – dzięki funduszom dwudziestu żydowskich handlowców – obiekt przeszedł spektakularną rozbudowę. Do bryły głównej dołączono cztery narożne pawilony, które zintegrowano z całością za pomocą eleganckich arkad.
Z czasem na ratuszu wyrosła charakterystyczna wieża (swoją ostateczną wysokość zyskała pod koniec XVIII wieku). Choć budynek kojarzył się głównie z zakupami, na parterze i piętrze wieży znalazło się też miejsce na odrobinę powagi. Działały tam izba sądowa oraz areszt. Handel jednak nie znosił próżni. Pod koniec XVIII wieku kramów było już 48, a w szczytowym momencie lat 20. XX wieku w tym jednym miejscu funkcjonowało ponad 100 sklepików różnych branż!
Zegarmistrz, strażacy i radzieckie buldożery
W XIX wieku budowla zyskała dwa ważne elementy. Pierwszym był zegar, precyzyjnie skonstruowany przez białostockiego mistrza Owsieja Troppa. Drugim – specjalna galeryjka wokół hełmu wieży. To właśnie z niej strażacy ochotnicy prowadzili całodobową obserwację miasta, wypatrując najmniejszych śladów ognia na dachach białostockich domów.
Najczarniejszy rozdział w historii obiektu zapisały władze radzieckie. W 1940 roku okupanci podjęli decyzję o całkowitej rozbiórce budynku. Ratusz, jako symbol dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, drażnił nowe władze. W jego miejscu planowano postawić monumentalny pomnik „Wyzwolenia Zachodniej Białorusi”. Na szczęście te plany nigdy nie wyszły poza fazę projektową.
Wielki powrót z popiołów
To, co dziś podziwiamy na Rynku Kościuszki, to efekt powojennej determinacji i miłości do zabytków. W 1953 roku, z inicjatywy ówczesnego wojewódzkiego konserwatora zabytków Władysława Paszkowskiego, ruszyła wielka odbudowa.
Za projekt architektoniczny odpowiadała Zofia Chojnacka, natomiast unikalne wnętrza zaprojektował Stanisław Bukowski. Prace sfinalizowano w 1958 roku. Choć kupcy już tu nie wrócili, budynek zyskał nową, niezwykle godną rolę – stał się główną siedzibą Muzeum Podlaskiego, którą pozostaje do dziś.
Niezależnie od tego, czy nazwiemy go ratuszem, czy historyczną galerią handlową – jedno jest pewne. Rynek Kościuszki bez tej sylwetki po prostu nie byłby taki sam.
(opr. EB)

