Gdy latem 1920 roku losy odradzającej się Polski wisiały na włosku, o losach ojczyzny decydowały nie tylko wielkie bitwy na przedpolach stolicy, ale też krwawe, lokalne starcia na Podlasiu. Jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw polskiej kawalerii miało miejsce na polach wokół Janowa, gdzie ułani z Wileńszczyzny starli się z legendarną i bezwzględną konnicą Gaja. Sto sześć lat po tych wydarzeniach w Kizielanach, 19 lipca, uroczyście oddano hołd bohaterom tamtych dni, łącząc bolesną historię z refleksją nad współczesnym bezpieczeństwem granic.
Był 25 lipca 1920 roku. Sytuacja na froncie była dramatyczna. Polskie oddziały piechoty cofały się z Sokółki w kierunku Białegostoku pod naporem przeważających sił wroga. Aby zapobiec katastrofie i osłonić wycofujących się żołnierzy, do desperackiego, forsownego marszu z Kamionki Starej ruszył 13. Pułk Ułanów Wileńskich.
Na zachód od Janowa, w rejonie wsi Kizielany, Trofimówka i Wyłudki, polscy kawalerzyści natknęli się na potężnego przeciwnika – trzykrotnie liczniejsze, elitarne oddziały III Korpusu Konnego pod dowództwem Gaja Dmitriewicza Gaja.
Doszło do bezwzględnego, bezpośredniego starcia wręcz. Na polach Podlasia rozgorzała walka na lance i szable. Polscy ułani wykazali się niebywałą brawurą i kunsztem bojowym. W kulminacyjnym momencie bitwy dowodzący pułkiem ppłk Butkiewicz osobiście starł się w pojedynku z dowódcą sowieckiej 15. Dywizji Kawalerii, Ujedowem, zadając mu śmiertelny cios.
Strata dowódcy wywołała popłoch w szeregach bolszewików. Zwycięstwo ułanów pod Janowem nie tylko zadało wrogowi potężne straty, ale przede wszystkim dało polskiemu wojsku bezcenny czas na reorganizację obrony kraju przed nadchodzącym uderzeniem znad Wisły.
Pomnik na prywatnym polu
Główne uroczystości rocznicowe rozpoczęły się od mszy świętej w kościele pw. św. Jerzego w Janowie, po której uczestnicy przenieśli się do pobliskich Kizielan. To właśnie tam wznosi się pomnik upamiętniający szarżę sprzed ponad wieku.
Monument ma niezwykłą historię. Powstał na prywatnym gruncie państwa Błaszko, którzy bezinteresownie oddali część swojej ziemi, by stworzyć na niej miejsce pamięci narodowej. Wciąż można tam znaleźć ślady bitwy. Łuski z kul leżą właściwie pod nogami.
Wicemarszałek województwa podlaskiego Wiesława Burnos, dziękując właścicielom gruntu, podkreśliła, jak wielką wartość mają takie lokalne inicjatywy. Podzieliła się także osobistym wspomnieniem o swoim dziadku, Stanisławie Olszewskim, który sam walczył w wojnie polsko – bolszewickiej. Zwróciła uwagę, że obowiązkiem współczesnych jest niesienie prawdy o zwykłych mieszkańcach małych miasteczek i wsi, którzy oddawali życie za wolność kraju.
Wśród gości, którzy przybyli oddać hołd ułanom, znaleźli się m.in.mieszkańcy, liczne delegacje z kraju, przedstawiciele lokalnego samorządu, rekonstruktorzy z Wileńskiego Klubu Rekonstrukcji Historycznej „Garnizon Nowa Wilejka”, którzy od lat dbają o zachowanie barw i tradycji 13. Pułku Ułanów Wileńskich.
Historia jako żywa przestroga
Wójt gminy Janów Jerzy Pogorzelski, witając zgromadzonych, przypomniał, że bitwa pod Janowem to fundament tożsamości całego regionu. Zwrócił również uwagę na uderzające analogie do współczesności.
Spotykamy się dziś w miejscu szczególnym. Na ziemi, która ponad sto lat temu była świadkiem odwagi, poświęcenia i odpowiedzialności za los odradzającej się Rzeczypospolitej. Wojna za naszą wschodnią granicą pokazuje, jak wielką wartością pozostają wolność, niepodległość i bezpieczeństwo, dlatego powinniśmy doceniać wysiłek wszystkich, którzy stoją dziś na straży naszej Ojczyzny – mówił wójt, nawiązując do obecnej sytuacji geopolitycznej.
Podniosłym momentem było odczytanie oficjalnego listu z Kancelarii Prezydenta RP, w którym podkreślono, że pamięć o bohaterach z 1920 roku musi pozostać dla współczesnych pokoleń trwałym drogowskazem do odpowiedzialnego budowania silnej i bezpiecznej Polski.
Uroczystości w Kizielanach zwieńczył tradycyjny apel poległych, salwa honorowa w wykonaniu kompanii reprezentacyjnej oraz złożenie kwiatów przez liczne delegacje.
(Ewa Bochenko)

