Krzyki, emocje, ignorowanie głosu mieszkańców i pośpiech, który trudno zrozumieć. Sesja Rady Gminy Juchnowiec Kościelny z 26 sierpnia 2026 r., na której ważyły się losy planu ogólnego, na długo zapadnie w pamięć lokalnej społeczności. Ludzie wyszli z urzędu wściekli. Mówią wprost o lekceważeniu, arogancji władzy i urzędniczym bublu, który uderzy w ich kieszenie i zablokuje rozwój gospodarstw. Mimo lawiny krytyki i protestów plan przeszedł większością głosów.
Od samego początku sesji czuć było ogromne napięcie. Mieszkańcy przyszli do urzędu, by walczyć o swoje majątki, ale szybko zderzyli się z murem. Prowadzący obrady wiceprzewodniczący rady Mariusz Łapiński bardzo niechętnie dopuszczał ludzi do głosu. W pewnym momencie, bez podania jasnego powodu, po prostu odmówił prawa wypowiedzi jednemu z mieszkańców.
Gdy po protestach sali mężczyzna w końcu zaczął mówić w imieniu poszkodowanych i pytać o chaos planistyczny, wiceprzewodniczący Łapiński rzucił bez ogródek:
Nie wygląda pan na poszkodowanego mieszkańca.
Ta butna uwaga idealnie podsumowuje atmosferę, jaka panowała w sali. Podobnie zachowywał się przedstawiciel firmy architektonicznej, która przygotowała projekt. Zamiast merytorycznej dyskusji mieszkańcy usłyszeli od niego, że „plan to nie worek św. Mikołaja”, a ich uwagi i tak „nie wpływają na generalne zapotrzebowanie”. Na argumenty ludzi, że tracą dorobek życia, projektant uciął krótko: „kilka dodatkowych osób nic nie zmienia”.
Pomylone województwa i podejrzenie o ChatGPT
Radni opozycyjni i mieszkańcy punktowali projektantów na każdym kroku. Magdalena Grodzka wyciągnęła kompromitujące błędy w uzasadnieniu uchwały. W oficjalnym dokumencie znalazły się nie tylko błędne wyliczenia matematyczne, ale też zapisy o… województwie mazowieckim (przypomnijmy, Juchnowiec leży w podlaskim) oraz nazwy miejscowości, które w ogóle nie istnieją w tej gminie.
ChatGPT wam to pisał? – pytała wprost Grodzka.
Radny Rafał Oniszczuk przypomniał, że mieszkańcy złożyli do projektu ponad dwa tysiące uwag, z których większość wylądowała w koszu. Pytał, dlaczego przez trzy lata nie zorganizowano rzetelnych spotkań w sołectwach, tylko wszystko załatwiano w pośpiechu, na ostatnią chwilę.
Rolnicy bez przyszłości
Najbardziej dramatyczny był głos lokalnych rolników. Pan Leszek z miejscowości Biele tłumaczył, że nowe przepisy odcinają ich dzieci od możliwości budowy domów na ojcowiźnie.
Mój syn nie może wybudować domu na mojej ziemi, bo działka nagle znalazła się poza strefą zabudowy. Będzie musiał kupować drogą działkę w innej gminie i dojeżdżać do pracy w gospodarstwie? Robią z nas bankrutów – denerwował się rolnik.
Zwracał też uwagę na absurdalne ograniczenia wielkości budynków gospodarczych do 15 metrów.
W dzisiejszych czasach? To tak, jakby wam w urzędzie kazano pracować bez komputerów – skwitował.
W obronie mieszkańców stanęła też sołtys wsi Hołówki Małgorzata Zdrodowska. Apelowała do radnych, by nie podpisywali dokumentu, który uderza w ludzi.
Ludzie was wybrali, zacznijcie im służyć. Nie powinniście podpisywać tego bubla, bo będą z tego konsekwencje prawne. My nie zamierzamy tracić na wartości naszych nieruchomości – mówiła poruszona sołtys.
Lepiej mieć zły plan niż żaden
Wójt Juchnowca Kościelnego Krzysztof Marcinowicz i jego zastępczyni Elżbieta Filipowicz bronili pośpiechu. Tłumaczyli, że opóźnianie procedury miało dać mieszkańcom czas na składanie wniosków o warunki zabudowy na starych zasadach. Wicewójt akcentowała, że gmina musi poruszać się w sztywnych ramach algorytmów określonych przez ustawodawcę, zaś wskaźniki zapotrzebowania na nową zabudowę w gminie zostały przekroczone o 130 proc., co uniemożliwiło wyznaczenie nowych terenów budowlanych. Przyznała jednak wprost, że dokument jest daleki od ideału i przedstawiła zaskakującą logikę.
W tej sytuacji prawnej lepiej mieć plan i przystąpić do jego zmiany i naprawy, niż nie mieć go w ogóle. W ciągu roku będziemy chcieli go poprawiać – stwierdziła.
Mieszkańców te zapewnienia nie przekonały. Pytanie, dlaczego najpierw uchwala się pełen błędów dokument, a dopiero potem deklaruje jego naprawianie, pozostało bez sensownej odpowiedzi.
Ostatecznie, stosunkiem głosów 8 „za” do 5 „przeciw”, plan ogólny został przyjęty.
Ludzie opuszczali salę z poczuciem, że zostali zignorowani przez własnych reprezentantów.
Wszystko wskazuje na to, że sprawa szybko się nie skończy, a oburzeni mieszkańcy będą szukać sprawiedliwości u wojewody.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)
