Wiosenne kolędowanie, znane jako Konopielka, w święta rozbrzmiało na ulicach Suchowoli, przywracając dawny urok i tradycję Podlasia. Po latach zapomnienia, seniorzy z lokalnej społeczności postanowili wskrzesić ten wyjątkowy zwyczaj, przypominając o jego znaczeniu i pięknie.
Wielkanocny czas w Suchowoli nabrał w tym roku wyjątkowego, historycznego wymiaru. Mieszkańcy mogli być świadkami odrodzenia tradycji, która niemal całkowicie zniknęła z krajobrazu kulturowego Podlasia w latach 80. XX wieku. Grupa lokalnych seniorów, pamiętająca ten zwyczaj z dzieciństwa, postanowiła przywrócić go do życia, ruszając ulicami miasta z dawną pieśnią na ustach.
Zapomniany zwyczaj wiosny
Konopielka to nazwa zarówno tradycyjnych, życzących pieśni, jak i całego obrzędu wiosennego kolędowania, nazywanego też chodzeniem z wołoczebnym. Zwyczaj ten, o głębokich, przedchrześcijańskich korzeniach, był nierozerwalnie związany z cyklem natury i agrarnym charakterem regionu.
W drugi dzień świąt wielkanocnych, grupy młodych mężczyzn, tzw. kompanie wołoczebne, wyruszały w wędrówkę po wsi. Ich nazwa pochodzi od słowa „włóczyć się”, co oddaje charakter ich misji. Chodzili od zagrody do zagrody, by śpiewem „zamówić” i „zakląć” pomyślność na cały nadchodzący rok.
Pieśni wołoczebne miały charakter magiczny – były formą życzeń skierowanych bezpośrednio do gospodarzy. Śpiewano o zdrowiu dla domowników, obfitych plonach na polach, płodności zwierząt hodowlanych, a także o dobrym zamążpójściu dla panien i znalezieniu żony dla kawalerów. W zamian za dobre słowo i pomyślną wróżbę, gospodarze obdarowywali kolędników tzw. wykupem lub wołoczebnem – były to najczęściej jajka, symbolizujące nowe życie, ale także świąteczne jedzenie czy drobne datki.
Suchowola wskrzesza dziedzictwo
Inicjatywa seniorów z Suchowoli to coś więcej niż tylko artystyczne wystąpienie. To świadomy akt ochrony dziedzictwa kulturowego i próba ocalenia od zapomnienia ważnego elementu lokalnej tożsamości. Ich śpiew, niosący się ulicami miasta, spotkał się z ogromnym wzruszeniem i ciepłym przyjęciem mieszkańców, którzy chętnie otwierali swoje drzwi, by wysłuchać pieśni i, tak jak dawniej, obdarować kolędników.
Dzięki takim działaniom, Konopielka przestaje być jedynie historycznym zapisem w etnograficznych archiwach, a staje się ponownie żywą, autentyczną częścią podlaskiej kultury. To dowód na to, że tradycja ma ogromną siłę, potrafi łączyć pokolenia i wciąż jest potrzebna we współczesnym świecie.
(EB)

