W Juchnowcu Kościelnym narasta potężny konflikt wokół nowego planu ogólnego gminy. Lokalni rolnicy, mieszkańcy oraz przedstawiciele Konfederacji – Jakub Perkowski i Zbigniew Kasperczuk (prezes podlaskiego okręgu partii) – alarmują, że rządowa reforma planistyczna to „gniot prawny”. Nowe, narzucone odgórnie przepisy mogą doprowadzić do drastycznego spadku wartości ziemi, zablokować rozwój gospodarstw i zmusić młode pokolenie do ucieczki z terenów wiejskich.
Wprowadzenie planu ogólnego, który samorządy muszą uchwalić do końca sierpnia tego roku, budzi olbrzymie emocje. Pod suchymi, technicznymi pojęciami kryją się bowiem osobiste dramaty konkretnych ludzi, którym nowe prawo odbiera możliwość decydowania o własnej ziemi. Plany ogólne ograniczą im możliwość rozbudowy gospodarstw rolnych i budowy domów.
Jakub Perkowski: gmina działa na szkodę lokalnych rolników
Jak zauważa Jakub Perkowski z Konfederacji, w niektórych miejscach, takich jak Juchnowiec Kościelny, nowe przepisy po prostu odbierają ludziom jakiekolwiek perspektywy rozwoju.
Każdy z nas chce jeść zdrową, tanią i dobrą żywność od lokalnego rolnika. Ale ten rolnik musi mieć możliwość rozwoju. Dziś niestety w naszej gminie są przypadki, w których gmina działa wręcz na szkodę lokalnych gospodarzy, czego jaskrawym przykładem jest sytuacja pana Kamila Maksiewicza – podkreśla Perkowski.
Chcą nas wykurzyć dla deweloperów?
Kamil Maksiewicz wraz z żoną prowadzi gospodarstwo w gminie Juchnowiec Kościelny i utrzymuje z niego całą swoją rodzinę. Jego przypadek pokazuje, jak nowe podejście do planowania przestrzennego uderza w produkcję żywności.
Złożyłem wniosek o warunki zabudowy na kurnik, zlokalizowany poza wioską, około 700 metrów od najbliższych zabudowań. Gmina trzy razy odrzucała moje uwagi i nie chce wydać pozwolenia. Ziemia jest bezcenna dla rozwoju gospodarstwa, a ja nie rozumiem tej decyzji – mówi rozgoryczony rolnik. – Podejrzewam, że te działki chcą po prostu sprzedać deweloperom pod bloki mieszkalne. Słyszałem też, że niedaleko boiska ma powstać budynek dla tak zwanych imigrantów. Dlaczego na to na wsi pozwalają, a polskiego rolnika się nie szanuje i chce się go stąd wykurzyć?
Przeczytaj więcej na ten temat: Szok! Gmina zablokuje rozwój młodego rolnika? „Mam sprzedać ojcowiznę ludziom z miasta” [WIDEO]
Kolejny młody rolnik z regionu potwierdza, że obszar jakiegokolwiek rozwoju rolniczego został drastycznie ograniczony do tego, co już istnieje:
Nawet jeśli ktoś miał w planie ogólnym strefę przemysłową czy rolniczą, to i tak dalszego rozwoju nie widać. Ceny zbóż są niskie, a produkcja zwierzęca jest powoli wycofywana, bo nie pozwala się nam budować tak, aby nikomu nie przeszkadzać. Sąsiednie gminy rozwijają się ogromnie, a u nas rolnictwo się po prostu zwija.
Na rażące nierówności w traktowaniu przez urzędników wskazują również inni mieszkańcy. Właściciel gruntu z gminy Turośń Kościelna opisuje swoją ponad 20-letnią batalię o ziemię:
Od 2002 roku walczę o przeznaczenie gruntu. Miałem pozytywnie rozpatrzone warunki zabudowy, zgodę na zjazd, legalnie wybudowałem całą nieruchomość, która widnieje w ewidencji. Teraz nowy projekt planu ogranicza mi możliwość korzystania z dalszej części działki, robiąc tam teren zielony, podczas gdy sąsiednie nieruchomości przeznacza się pod zabudowę. Dlaczego wobec mnie stosuje się inne kryteria?
Zbigniew Kasperczuk: to „gniot” Morawieckiego kontynuowany przez obecny rząd
Zbigniew Kasperczuk, prezes podlaskiego okręgu Konfederacji, podkreśla, że problem Juchnowca Kościelnego nie jest odosobniony. Dotyczy on niemal wszystkich z blisko 2,5 tysiąca gmin w Polsce.
Ten gniot prawny wyszedł spod pióra prawicy i pana Morawieckiego, a dziś jest bezrefleksyjnie kontynuowany przez obecną władzę – mówi Zbigniew Kasperczuk. – Ustawa została stworzona na podstawie sztywnych algorytmów matematycznych, a nie potrzeb zwykłych ludzi. Te parametry zostały uzgodnione z Unią Europejską w ramach tzw. kamieni milowych. Nie może być tak, że ludzie, którzy chcą się rozwijać i mają marzenia, przez głupią ustawę nie mogą się wybudować na własnej ziemi.
Konsekwencje ekonomiczne reformy mogą być opłakane. Grunty, które zmieszczą się w ciasno wyliczonych przez algorytmy strefach zabudowy planu ogólnego, drastycznie zyskają na wartości. Z kolei ziemia, która zostanie z nich wypchnięta, z dnia na dzień straci na wartości, co zablokuje możliwość budowy domów czy rozwoju gospodarstw dla tysięcy polskich rodzin.
Propozycja Konfederacji
Konfederacja przypomina, że już w listopadzie 2025 roku złożyła w Sejmie poprawkę, która miała uratować niezależność decyzyjną samorządów.
Proponowaliśmy podniesienie współczynnika chłonności stref planistycznych ze 130 proc. do 300 proc. To dałoby gminom realną elastyczność. Samorząd to nic innego jak samo – urządzenie. To lokalne władze najlepiej wiedzą, czego potrzeba mieszkańcom, bo są blisko ich problemów. Dzisiaj mamy do czynienia z centralnym zarządzaniem z Brukseli i Warszawy. To jest czysta komuna! Nie może być tak, że grupa polityków w Brukseli decyduje o tym, co Polacy mogą budować za własne, ciężko zarobione pieniądze – podsumowuje Kasperczuk.
Czasu na ratowanie sytuacji jest dramatycznie mało, ponieważ termin wdrożenia planów ogólnych mija z końcem sierpnia. Konfederacja postuluje natychmiastowe podjęcie działań na szczeblu parlamentarnym: wstrzymanie całej procedury, przesunięcie ostatecznego terminu o 12 miesięcy oraz gruntowne poprawienie ustawy z uwzględnieniem głosu rolników i mieszkańców wsi.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)

Jeden komentarz
Pan Kamil chce wybudować kurnik w środku wioski nie patrząc na innych mieszkańców. Gmina musi uwzględnić dobro każdego, a nie tylko jednego rolnika, który się uparł rozbudowywać stado pośród sąsiadów, zmniejszając im jednocześnie komfort życia.
W zeszłym roku była nawet petycja przeciwko budowie Pana Kamila, którą podpisało bardzo dużo ludzi. Może potrzebne jest referendum, niech mieszkańcy ocenią czy chcą ten kurnik czy jednak wolą spokój i świeże powietrze. Żona Pana Kamila niejednokrotnie twierdziła, że z ich gospodarstwa nie ma nieprzyjemnych zapachów, z czym nie mogę się zgodzić, ponieważ niejednokrotnie była woń kurnika, a przy zwiększeniu stada zapach będzie jeszcze bardziej uciążliwy.
Pan Kamil chce wybudować ewentualnie kurnik 700 metrów od wioski, do najbliższych zabudowań to jednak dużo bliżej bo około 400 metrów. Pan Kamil nie chce tam budować kurnika tylko fermę, ponieważ obsada wnioskowana to prawie 50 000 kur, pięćdziesiąt tysięcy kur! I to ma nie być uciążliwe?
Koszt budowy takiego kurnika to co najmniej kilka milionów złotych. Niech Pan Kamil kupi działkę za ułamek tej kwoty kilka kilometrów od najbliższych zabudowań, a jestem pewny, że ani gmina ani mieszkańcy nie będą mieli nic przeciwko rozwojowi jego gospodarstwa.