Peryferyjne położenie, które stało się pułapką, brak kapitału wynikający ze strachu inwestorów i paradoksalny rynek pracy, na którym brakuje rąk do pracy mimo wciąż istniejących wyzwań. Dr Dariusz Perło, ekonomista i strateg rozwoju regionalnego, w szczerej rozmowie diagnozuje fundamentalne problemy gospodarcze Białegostoku i całego regionu, wskazując jednocześnie na nowe, obiecujące ścieżki rozwoju.
Geograficzna pułapka i brak kapitału to błędne koło podlaskiej gospodarki. Zdaniem dr. Perło, wiceprezesa Zarządu Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego i Przewodniczącego Powiatowej Rady Rynku Pracy w Białymstoku, jednym z kluczowych hamulców rozwoju regionu jest jego położenie, które przez lata było postrzegane jako atut. Dziś jednak sytuacja geopolityczna zmieniła reguły gry.
Nasze firmy, sprzedając głównie na Zachód, odczuwają koszty peryferyjnego położenia. Jednocześnie wiele z nich uzależniło się od chłonnych rynków wschodnich, które nagle się załamały. To pułapka – tłumaczy ekonomista.
Ta niestabilność za wschodnią granicą bezpośrednio przekłada się na drugi fundamentalny problem, czyli brak kapitału.
Inwestorzy zagraniczni patrzą na mapę, widzą bliskość Białorusi i Rosji, i po prostu się boją. Prywatnego kapitału jest w regionie mało, a słabsze zaludnienie oznacza mniej chłonny rynek wewnętrzny. Firmy nie mogą tu tyle zarobić, co w innych częściach kraju – wyjaśnia dr Perło.
To tworzy błędne koło. Brak kapitału hamuje rozwój, co zniechęca do dalszych inwestycji.
Do gospodarki opartej na wiedzy
W obliczu geopolitycznych zmian, stare wizje rozwoju regionu, takie jak bycie „bramą na wschód” czy potęgą turystyczną, straciły na aktualności. Gdzie zatem szukać nowych szans? Ekspert wskazuje na inteligentne specjalizacje, które uniezależniają region od geografii.
Pieniądze powinniśmy inwestować w jakość życia i specjalizacje regionalne, które już teraz są premiowane. Mówi się o działalnościach związanych ze zdrowiem i mamy tu firmy innowacyjne na skalę światową oraz prężnie działający Uniwersytet Medyczny. Drugim filarem jest sektor IT i nowoczesne usługi dla biznesu. Tego typu działalność można prowadzić z każdego miejsca na świecie, jeśli tylko warunki do życia są dobre – podkreśla dr Perło.
Paradoks rynku pracy
Firmy szukają pracowników, a system kształci humanistów. Jest to jeden z najgłośniejszych problemów, z jakimi mierzą się podlascy przedsiębiorcy. Brakuje rąk do pracy. Paradoksalnie, dzieje się to w regionie, który przez lata zmagał się z bezrobociem. Zdaniem ekonomisty, źródło problemu leży w głębokim niedopasowaniu systemu edukacji do potrzeb rynku.
Cały system edukacji nie nadąża za zmianami. Dodatkowo priorytety rodziców i młodych ludzi bywają skrzywione przez bardzo wysokie aspiracje i stereotypy. Przez lata powtarzano: „nie będziesz się uczyć, pójdziesz do zawodówki”. Dziś szkoły branżowe kształcą fachowców na najwyższym poziomie, gwarantując świetną pracę, ale ten stereotyp wciąż pokutuje – analizuje ekspert.
W efekcie młodzi ludzie masowo wybierają kierunki humanistyczne i administracyjne, które produkują najwięcej bezrobotnych, odkładając decyzję o konkretnym zawodzie na później. Tymczasem na rynku brakuje specjalistów z wykształceniem technicznym.
Imigracja i roboty
Jak zatem wypełnić tę lukę? Dr Perło wskazuje na dwa równoległe procesy – zarządzanie migracją i automatyzację.
Starzenie się społeczeństwa sprawia, że jesteśmy skazani na pracowników z zagranicy. Naszych rąk do pracy po prostu nie wystarczy. Ten proces trzeba jednak ukierunkowywać i stwarzać imigrantom warunki do życia tutaj – zaznacza.
Jednocześnie, tam gdzie brakuje ludzi, ich pracę muszą przejąć maszyny. Fundacja Rozwoju Regionalnego, w której działa ekspert, wspiera ten trend. Jeżeli nie ma ludzi, część pracy muszą przejąć algorytmy, automaty i roboty.
My udostępniamy przedsiębiorcom kapitał na inwestycje, cyfryzację i badania, które to umożliwiają. Można powiedzieć, że jeśli nie ma rąk do pracy, to będą ramiona robotyczne – mówi obrazowo dr Perło.
Nie przeszkadzać i upraszczać
Na koniec, zapytany o jedną, najważniejszą radę dla wójta małej podlaskiej gminy, który chce stworzyć przyjazny klimat dla biznesu, dr Dariusz Perło odpowiada bez wahania:
Nie przeszkadzać. I upraszczać. Przedsiębiorcy najczęściej narzekają na biurokrację i skomplikowane procedury. Najchętniej lokują biznes tam, gdzie wszystko jest maksymalnie proste i nie generuje dodatkowych kosztów. Gminy dysponują ograniczonymi narzędziami, jak np. zwolnienia z podatku od nieruchomości, ale kluczowe jest upraszczanie procedur. To leży w ich gestii.
(EB)
