Losy królewskiego sarkofagu, skrywającego serce i wnętrzności Zygmunta II Augusta, to jedna z najbardziej intrygujących zagadek historycznych Podlasia. Choć od nagłego zniknięcia tego zabytku minęło blisko dwieście lat, historycy i archeolodzy nie dają za wygraną. O trzech hipotezach, lokalnych legendach i śledztwie, które łączy historię z zagadką kryminalną, opowiada Krzysztof Chowański, burmistrz Knyszyna.
W lipcu 1572 roku w Knyszynie – ukochanym miejscu odpoczynku i ucieczki od dworskiego zgiełku – zmarł król Zygmunt II August. Śmierć monarchy położyła kres dynastii Jagiellonów na polskim tronie. Ciało władcy, zgodnie z ówczesnym ceremoniałem, poddano balsamowaniu przed długą drogą na Wawel.
Podczas tego procesu z ciała wyjęto narządy wewnętrzne. Królewskie serce oraz pozostałe organy zamknięto w metalowej puszce, którą następnie umieszczono wewnątrz monumentalnego, kamiennego sarkofagu. Fundatorem tego wyjątkowego monumentu grobowego był Jan Zamoyski – wielki kanclerz koronny i ówczesny starosta knyszyński.
Sarkofag trafił do starego, drewnianego kościoła farnego, który stał na samym środku knyszyńskiego rynku. Kamienna skrzynia była tak wysoka i stabilna, że przez lata służyła lokalnej społeczności jako ołtarz, przy którym odprawiano nabożeństwa.
Dla ówczesnych mieszkańców Knyszyna obecność królewskich szczątków bezpośrednio w przestrzeni ołtarzowej była czymś naturalnym, a jednocześnie podnoszącym rangę miasta – wyjaśnia Krzysztof Chowański, burmistrz Knyszyna. – To pokazuje, jak silnie postać ostatniego Jagiellona była i nadal jest związana z tożsamością naszej małej ojczyzny.
Kościół budowany wokół grobowca i nagłe zniknięcie
Około 1623 roku, po ponad stu latach istnienia drewnianej świątyni, podjęto decyzję o jej rozbiórce. Szacunek dla królewskich szczątków był jednak tak wielki, że nową, murowaną świątynię zaczęto wznosić bezpośrednio wokół stojącego na rynku sarkofagu. Chciano go wkomponować w nową część ołtarzową. Budowy tej z przyczyn historycznych nigdy jednak nie dokończono, a prace przerwano w 1630 roku.
Przez kolejne stulecia nieukończone mury i stojący pośrodku nich królewski sarkofag na stałe wpisały się w krajobraz Knyszyna. Wszystko zmieniło się gwałtownie w XIX wieku.
W październiku 1824 roku białostocki komisarz ziemski Ołdakowski podjął decyzję o uporządkowaniu terenu dawnego cmentarza na rynku. Zburzono dzwonnicę i usunięto pozostałości niedokończonej świątyni. Przez krótki czas osierocony, kamienny sarkofag stał na wolnym powietrzu. Gdzieś między 1824 a 1829 rokiem monumentalny grobowiec zniknął bez śladu.
To kluczowy moment w całej tej historii – podkreśla burmistrz Krzysztof Chowański. – Z dokumentów wynika, że po uporządkowaniu rynku przez komisarza Ołdakowskiego, ten niezwykły zabytek po prostu przestał istnieć w oficjalnych rejestrach. Od tamtej pory badacze i pasjonaci historii sprawdzają trzy główne hipotezy.
Kto mnie zamknął, ten mnie i otworzy
Najsilniejsza lokalna tradycja, przekazywana z pokolenia na pokolenie i spisana m.in. przez zasłużonego regionalistę ks. Cyganka, niesie ze sobą nutę tajemnicy. Według tej wersji, gdy na rynku rozpoczęły się prace wyburzeniowe, wierni i lokalni duchowni postanowili ratować królewską relikwię przed zniszczeniem.
Sarkofag miał zostać potajemnie, pod osłoną nocy, przeniesiony do krypt nowego, murowanego kościoła pw. św. Jana Ewangelisty w Knyszynie. Legenda głosi, że na grobowcu widniała wówczas zagadkowa inskrypcja: „Kto mnie zamknął, ten mnie i otworzy”.
Ta legenda do dziś mocno działa na wyobraźnię mieszkańców – przyznaje burmistrz Chowański. – Jeśli ta wersja jest prawdziwa, metalowa urna z sercem monarchy wciąż spoczywa głęboko pod posadzką naszego kościoła parafialnego, czekając na dzień, w którym ktoś wreszcie ją odnajdzie.
Romantyczny ogród Krasińskich
Druga hipoteza prowadzi nas w stronę Knyszyna – Zamku. Na początku XIX wieku ród Krasińskich, ówczesnych właścicieli tych ziem, stworzył sentymentalny ogród w stylu romantycznym. W takich parkach niezwykle modne było kolekcjonowanie pamiątek narodowych, rzeźb i historycznych monumentów.
Krasińscy byli znani ze swojego patriotyzmu i zamiłowania do zbierania pamiątek przeszłości – wyjaśnia Krzysztof Chowański. – Istnieje duże prawdopodobieństwo, że widząc niszczejący na opuszczonym rynku sarkofag, postanowili go zabezpieczyć i wywieźć na teren swojej rezydencji. Mógł on stać się jedną z ozdób ich romantycznego ogrodu, a z czasem, gdy park podupadł, został przysypany ziemią.
Brutalny rabunek i darmowy budulec
Trzecia wersja, choć najbardziej pesymistyczna, jest niestety wysoce prawdopodobna w realiach XIX-wiecznej prowincji. Pozostawiony bez żadnej opieki na środku miejskiego placu kamienny blok mógł paść ofiarą zwykłych szabrowników lub lokalnych kamieniarzy.
Musimy brać pod uwagę także ten najsmutniejszy scenariusz – przyznaje burmistrz. – W tamtych czasach świadomość konserwatorska była znikoma. Cenny, dobrze obrobiony kamień mógł zostać rozbity i bezpowrotnie wykorzystany jako darmowy budulec do fundamentów okolicznych domów lub budynków gospodarczych. W tym czarnym scenariuszu metalowa puszka z sercem ostatniego Jagiellona mogła zostać po prostu wyrzucona przez złodziei.
Nieuchwytne serce króla
Poszukiwania zaginionego sarkofagu i urny z sercem Zygmunta II Augusta trwają już od ponad dwustu lat. To fascynujące śledztwo, które nieustannie łączy w sobie rzetelną pracę naukowców, nowoczesne badania archeologiczne oraz barwne legendy miejskie.
Do dziś nie zachowały się żadne ryciny ani rysunki przedstawiające dokładny wygląd zewnętrzny i detale architektoniczne knyszyńskiego grobowca.
Każda próba odnalezienia zaginionego pochówku przez lata kończyła się rozczarowaniem – podsumowuje Krzysztof Chowański. – Dla wielu naszych mieszkańców to tylko potwierdzenie, że nad sarkofagiem czuwa jakaś magiczna ochrona. Królewskie serce wciąż pozostaje nieuchwytne.
Dokładny wygląd zewnętrzny i detale architektoniczne knyszyńskiego sarkofagu z sercem króla Zygmunta II Augusta nie zachowały się na żadnych rycinach ani rysunkach.
(Ewa Bochenko)

