Na kilka dni przed premierą atmosfera w Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku jest naelektryzowana. Trwają ostatnie próby do jednego z najambitniejszych projektów w historii tej instytucji – „Halki” Stanisława Moniuszki, wystawianej w oryginalnej, włoskiej wersji językowej. To nie jest jednak zwykłe wznowienie. To spektakl, który ma na nowo zdefiniować postrzeganie polskiej opery narodowej i otworzyć jej drzwi do teatrów na całym świecie.
Podczas próby medialnej twórcy zdradzili kulisy powstawania tej monumentalnej produkcji. Na scenie, obok solistów, chóru, baletu i orkiestry, pojawi się także gościnnie zespół pieśni i tańca „Kurpie Zielone”. Łącznie w spektaklu bierze udział 150 artystów, dla których uszyto 250 barwnych kostiumów z ponad 1200 metrów materiału. Ale to nie liczby robią największe wrażenie, lecz wizja artystyczna, która za nimi stoi.
Marzenie, które narodziło się w Warszawie
Pomysł na włoską „Halkę” nie jest nowy. Jak wspominał Stanisław Leszczyński, dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego „Chopin i jego Europa”, to właśnie tam, kilka lat temu, rozpoczęła się wielka przygoda z Moniuszką w interpretacji wybitnego włoskiego dyrygenta.
Wszystko zaczęło się od maestro Fabio Biondiego, który przedstawił nam komplet dzieł scenicznych Moniuszki i pozostawił bezprecedensowe nagrania w stylistyce wykonawstwa historycznego – mówił Leszczyński. – Biondi uważa, że muzyka Moniuszki czasami jest nawet lepsza niż dzieła Donizettiego, Belliniego czy wczesnego Verdiego.
Dla dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej, Violetty Bieleckiej, sceniczne wystawienie tej wersji było spełnieniem marzeń.
Ta podróż z muzyką Moniuszki trwa do dzisiaj. Było to możliwe dzięki Michałowi Znanieckiemu, jednemu z najbardziej cenionych reżyserów operowych na świecie, człowiekowi o wielkiej wrażliwości i smaku artystycznym – podkreślała dyrektor Bielecka.
Moniuszko, niedoceniony geniusz o trzech duszach
Kluczową postacią projektu jest maestro Fabio Biondi, dla którego spotkanie z muzyką polskiego kompozytora było artystycznym wstrząsem.
To był szok, że Moniuszko jest tak niedoceniony. Nie tylko za granicą, gdzie jest praktycznie nieznany, ale nawet w Polsce, gdzie, choć znany, jego potencjał nie jest w pełni wykorzystany – mówił z pasją dyrygent.
Jego zdaniem muzyka Moniuszki łączy w sobie trzy tradycje: niemiecką strukturę, francuską lekkość i włoską melodyjność, tworząc jakość absolutnie unikalną.
To przekleństwo, że Moniuszko nie jest znany w teatrach europejskich. Mam nadzieję, że nasza „Halka” doprowadzi do tego, że w repertuarze każdego teatru znajdzie się jakaś jego opera.
Halka jako szekspirowska wizja w obłędzie
Odważnej, międzynarodowej wizji muzycznej towarzyszy równie śmiała inscenizacja Michała Znanieckiego. Reżyser, który swoje teatralne szlify zdobywał we Włoszech, postanowił odejść od realistycznej, ludowej interpretacji.
Próbujemy zbudować tę historię lirycznie, nie werystycznie. Pokazujemy ją przez duchy Halki, Janusza, Zofii i Jontka, które wprowadzają nas w świat będący wyobraźnią samej bohaterki – tłumaczył Znaniecki. – Halka, niczym wielka postać szekspirowska, popada w szaleństwo, a w jej obłędzie pojawiają się wizje, które pokazujemy w sposób nierealistyczny, ale, mam nadzieję, ciekawy dla publiczności.
Ta koncepcja zrodziła się spontanicznie, po koncercie w Białymstoku dwa lata temu.
Spotkaliśmy się z maestro na korytarzu i krzyknęliśmy do siebie: „zróbmy to scenicznie!” – wspominał reżyser.
Siła góralki i uniwersalny ból odrzuconej miłości
W tytułową rolę wciela się Natalia Rubiś, dla której jest to kolejne spotkanie z tą postacią, ale pierwsze w tak niezwykłym kontekście. Jak przyznaje, wersja włoska jest nowym, fascynującym wyzwaniem.
Jako dziewczynie z Podhala bliżej jest mi do takiej tradycyjnej Halki. Słysząc „Szumią jodły”, myślę o moich terenach, moich górach. Przez lata tańczyłam i śpiewałam w zespole góralskim, więc strój i kierpce to dla mnie chleb powszedni – opowiadała śpiewaczka. – To na pewno ułatwia mi wejście w jej wrażliwość, ale też pokazanie siły. Dziewczyny z Podhala to twarde babki.
Marcelina Roman, odtwórczyni jednej z ról, dodała, że siła Halki tkwi w jej autentyczności, nawet w obłędzie.
Absolutnie wzrusza moment, kiedy Halka uświadamia sobie, że jej miłość jest nieodwzajemniona. Myślę, że każdy z nas może się z tym utożsamić, bo każdemu zdarzyła się nieszczęśliwa miłość. To niezwykle porusza.
Prapremiera „Halki” w wersji włoskiej odbędzie się 15 maja. Twórcy nie kryją, że zaprosili na nią dyrektorów teatrów z Włoch i Hiszpanii z nadzieją, że podlaska produkcja rozpocznie międzynarodową karierę opery, która do tej pory była skarbem znanym niemal wyłącznie w Polsce.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)
