Czy konstytucja gwarantuje nam prawo do życia? Czym różni się przepis od zapisu i dlaczego prawnikowi na tę różnicę zapala się czerwona lampka? Dr Kamil Stępniak, prawnik i konstytucjonalista związany z Uniwersytetem w Białymstoku, w swojej najnowszej książce „Masz prawo. Jak zachować rozum i godność człowieka w Polsce” udowadnia, że o prawie można mówić prosto, z humorem i bez zadęcia. I co najważniejsze – że każdy powinien je rozumieć.
To nie jest podręcznik, który położyłbyś na półce obok kodeksów. To publikacja, która zrywa z akademickim zadęciem i udowadnia, że o prawie można mówić prosto, z humorem i w sposób, który trafia do współczesnego odbiorcy. „Masz prawo” odważnie wychodzi poza mury uczelni i kancelarii. Nie jest kolejną książką naszpikowaną paragrafami, ale przystępnym przewodnikiem po naszych podstawowych prawach i wolnościach. Autor, który zyskał ogromną popularność dzięki swojej działalności edukacyjnej w mediach społecznościowych, postanowił przelać swoją misję na papier.
Impuls z sieci i potrzeba wiedzy
Kto powinien sięgnąć po „Masz prawo”? Autor z uśmiechem przyznaje, że choć książkę może przeczytać każdy, to jej serce bije w rytmie pokolenia wychowanego w internecie.
Myślę, że dygresje i anegdoty, które gdzieś tam się pojawiają, to są jednak dygresje dla milenialsów, dla osób obeznanych z internetem, poruszających się w mediach społecznościowych – wyjaśnia dr Stępniak. – Jeżeli na przykład omawiam budowę normy prawnej na przykładzie z popkultury, to pewnie łatwiej to zrozumie ktoś, kto wie, o co chodzi.
Jego metodą jest storytelling. Zamiast cytować kodeksy, sięga po obrazowe porównania. Jak wytłumaczyć różnicę między bikameralizmem symetrycznym a asymetrycznym? Stępniak porównuje to do zgody, jakiej dziecko potrzebuje od rodziców. W systemie symetrycznym mama i tata muszą wyrazić zgodę jednocześnie. W asymetrycznym – ostateczne zdanie ma jeden z rodziców. To właśnie takie „łopatologiczne”, ale genialne w swojej prostocie przykłady sprawiają, że skomplikowane mechanizmy stają się zrozumiałe.
Grupa docelowa jest jednak szersza, niż mogłoby się wydawać. Pozytywne reakcje napływają od licealistów, studentów, osób w wieku 30-40 lat, a nawet od samych prawników, którzy przyznają, że książka pomaga im w prosty sposób tłumaczyć zawiłości prawa swoim klientom.
Skąd pomysł na taką książkę? Jak przyznaje autor w rozmowie, bezpośrednim impulsem, oprócz propozycji wydawcy, była jego wieloletnia aktywność w internecie, gdzie jego profil na Instagramie obserwuje ponad 80 tysięcy osób.
Zobaczyłem, że ludzie są naprawdę zainteresowani tym, co dzieje się w przestrzeni publicznej pod kątem prawnym. Nie chcą sobie dawać wmawiać nieprawdziwych rzeczy i po prostu chcą wiedzieć – tłumaczy dr Stępniak. – To pokazało mi, że potrzebują tej wiedzy, ale podanej w charakterystyczny, przystępny sposób. Moim sposobem jest storytelling – opowiadanie historii i tłumaczenie przez nie różnych mechanizmów prawnych.
Celem nie jest nauka przepisów na pamięć.
Zależało mi, żeby czytelnik nie miał poczucia, że w tym momencie uczy się na egzamin. On ma przy okazji pewnego rodzaju rozrywki poznać mechanizmy prawne. Chcę, żeby wiedział, gdzie w razie potrzeby sięgnąć, ale też żeby miał świadomość, że taka potrzeba właśnie nastała – dodaje.
Ochrona życia to nie to samo co prawo do życia
Książka Stępniaka demaskuje prawnicze mity i uproszczenia, którymi często karmią nas politycy.
Gdy polityk z mównicy mówi, że „każdy ma prawo w Polsce do życia”, chcę, żeby czytelnik po przeczytaniu tej książki wiedział, że polska konstytucja nie gwarantuje prawa do życia, tylko gwarantuje prawo do ochrony życia. A to jest znacząca różnica – podkreśla.
W publikacji sięga po przykłady z życia codziennego, popkultury i mediów społecznościowych, by zilustrować skomplikowane konstrukcje. Budowę normy prawnej potrafi wyjaśnić na podstawie popularnych internetowych trendów. Ten lekki, czasem ironiczny styl trafia przede wszystkim do młodszego pokolenia.
Myślę, że dygresje i anegdoty, które się tam pojawiają, są głównie dla milenialsów, dla osób obeznanych z internetem. Jeżeli omawiam budowę normy prawnej na przykładzie z popkultury, to najłatwiej zrozumie to ktoś, kto wie, o co chodzi – przyznaje autor.
Białostockie korzenie prawniczej misji
Choć dr Kamil Stępniak nie jest Podlasianinem, to właśnie z Białymstokiem związana jest jego naukowa droga. Na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku obronił swoją rozprawę doktorską, pisaną pod kierunkiem prof. Grzegorza Kryszenia. O uczelni mówi z ogromnym sentymentem i uznaniem.
To miejsce dla mnie bardzo ważne. Spotkało mnie tu naprawdę dużo dobra i życzliwości. To wspaniały wydział, który jest po prostu dobrym miejscem do kształcenia prawników – wspomina. – Jeden z profesorów powiedział kiedyś, że nie chodzi o to, żebyśmy kształcili magistrów prawa, ale prawników. I w moim przekonaniu na Wydziale Prawa UwB właśnie kształci się prawników – osoby, które nie tylko legitymują się dyplomem, ale mają też pewnego rodzaju kręgosłup moralny.
Prawo w cenie dwóch kaw
Proces powstawania książki – od koncepcji do wydania – trwał około dwóch lat, z czego pół roku zajęło samo pisanie. Jak mówi autor, była to praca żmudna, ale jednocześnie dająca ogromną radość, ponieważ forma nie była tak ograniczona jak w przypadku publikacji naukowych.
Książka „Masz prawo. Jak zachować rozum i godność człowieka w Polsce” jest już dostępna w największych księgarniach w całej Polsce, m.in. w Empiku i Świecie Książki, a także w sprzedaży internetowej. Jej cena, jak podkreśla autor, jest przystępna.
Kosztuje około 40 złotych, więc to równowartość dwóch kaw na mieście, a mam nadzieję, że zapewni kilka wieczorów ciekawego czytania.
Dr Stępniak deklaruje również, że z wielką chęcią spotka się z czytelnikami na Podlasiu.
Jeżeli tylko dostanę propozycję spotkania, czy to na Wydziale Prawa, czy w jakiejkolwiek szkole, mogę publicznie zadeklarować, że przyjadę najszybciej, jak to możliwe.
(EB)

