Sejm widział już wiele. Były płomienne przemowy, ostre spory, a nawet okazjonalne drzemki. Jednak od ponad miesiąca w parlamentarnych kuluarach i na sali plenarnej rozbrzmiewały dźwięki, które bardziej pasowałyby do stacji w Plocicznie niż do sali plenarnej. Pewien poseł Koalicji Obywatelskiej wielokrotnie gwizdał i wykonywał gesty imitujące pociąg, gdy na mównicę wchodziła koleżanka niezrzeszona posłanka. Sprawa nabrała rozgłosu, gdy poseł powtórzył swoje zachowanie, pełniąc oficjalną funkcję sekretarza Sejmu. Ostatecznie przeprosił za swój „niestosowny żart”.
Maszynistą tej jednoosobowej orkiestry parowozowej okazał się poseł Koalicji Obywatelskiej z Suwałk, Jacek Niedźwiedzki. Jego natchnieniem, a zarazem jedyną pasażerką tego ekspresu do krainy absurdu, była niezrzeszona posłanka Paulina Matysiak.
Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka
Okazuje się, że poseł Niedźwiedzki, niczym najwierniejszy fan kolei, postanowił witać każde publiczne wystąpienie posłanki Matysiak w bardzo specyficzny sposób. Gdy tylko pojawiała się na mównicy, z poselskich ław dobiegało charakterystyczne pogwizdywanie, któremu towarzyszył energiczny gest ręką, znany każdemu, kto w dzieciństwie bawił się w pociągi.
Ten kolejowy performance miał już swoją tradycję i regularny rozkład jazdy: 14 kwietnia, 17 kwietnia, 30 kwietnia, 12 maja. Mimo że zachowanie posła mogło budzić zdziwienie, sprawa nie była szeroko komentowana aż do ostatniego posiedzenia.
Skąd ten pociąg do żartów? Posłanka Matysiak jest jedną z najaktywniejszych parlamentarzystek w sprawach transportu publicznego i walki z wykluczeniem komunikacyjnym.
Można by pomyśleć, że to nietypowa forma wsparcia dla jej postulatów.Sama zainteresowana miała jednak inne zdanie, komentując w mediach społecznościowych krótko:
Komuś sala sejmowa pomyliła się z przedszkolem.
Stacja: Przeprosiny
Wisienką na torcie tej kolejowej sagi okazało się ostatnie posiedzenie sejmowe, podczas którego poseł Niedźwiedzki pełnił zaszczytną funkcję sekretarza Sejmu. Nawet oficjalna rola nie powstrzymała go przed uruchomieniem swojej wewnętrznej lokomotywy. Miarka się przebrała, a para poszła w gwizdek – tym razem ten medialny.
W niedzielny wieczór pociąg nagle zahamował. Poseł opublikował w mediach społecznościowych krótki wpis, w którym przeprosił posłankę Matysiak. Przyznał, że „żart był niestosowny, nie na miejscu”, zwłaszcza gdy pełnił funkcję sekretarza.
Chciałem serdecznie przeprosić panią poseł Paulinę Matysiak za to, że mogła się poczuć urażona moim niestosownym zachowaniem w czasie posiedzenia Sejmu. Przyznaję, że żart był niestosowny, nie na miejscu, tym bardziej, że pełniłem w tym czasie funkcję sekretarza – napisał polityk.
Jednocześnie poprosił, by jego zachowaniu „nie nadawać kontekstu, którego on nie zawierał”, zapewniając, że odnosił się wyłącznie do tematyki kolejowej, którą zajmuje się posłanka Matysiak.
Wygląda więc na to, że lokomotywa została tymczasowo odstawiona na boczny tor. Czy na stałe? Czas pokaże. Jedno jest pewne. Incydent wywołał dyskusję na temat standardów i kultury debaty publicznej w polskim parlamencie. A polski Sejm po raz kolejny udowodnił, że potrafi odjechać w nieoczekiwanych kierunkach.
(Ewa Bochenko)

