Na końcu Polski, tam gdzie o zasięg trzeba walczyć, a nocne niebo rozświetlają tylko gwiazdy, rozgrywa się cicha walka o przetrwanie. We wsi Ozierany Małe, tuż przy granicy z Białorusią, zostały już tylko trzy osoby. Jedną z nich jest Leszek Skrodzki, sołtys trzech wyludniających się wsi, były funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego, który swoją emeryturę postanowił poświęcić niezwykłej misji. Jego bronią w walce z zapomnieniem jest topinambur, zwany też złotem Indian.
Pan Leszek ma sześć hektarów tej niezwykłej rośliny. W ziemi, jak szacuje, leży nietknięte blisko 20 ton bulw. W zeszłym roku sprzedał zaledwie 50 kilogramów. Zamiast patrzeć, jak plon się marnuje, rzucił wyzwanie apatii. Otworzył swoje pola dla każdego, kto zechce przyjechać i sam sobie nakopać zdrowia – za darmo.
Stwierdziłem, że niech chociaż ludzie przyjadą, niech sobie zbiorą. Zaprosiłem wszystkich, powiedziałem: bierzcie, ile chcecie. I wie pani, jaki był odzew? Zero. Absolutne zero – opowiada z mieszanką rezygnacji i zdziwienia. – Naród polski ma chyba coś takiego, że jak coś jest za darmo albo tanio, to myślą, że jest niedobre. A w supermarkecie widziałem pół kilo za 14 złotych. Tu jest czysta natura, dookoła żubry, cisza i spokój.
Od policyjnego śledztwa do uprawy
Historia pana Leszka jest równie niezwykła jak roślina, którą uprawia. Przez 35 lat służył w policji, w tym w elitarnej jednostce CBŚ. Po przejściu na emeryturę, 20 lat temu, osiadł z żoną w jej rodzinnych stronach. Ziemia była słaba, V i VI klasy, więc szukał alternatywy. Odpowiedź znalazł w opowieściach przodków.
Mój dziadek był ogrodnikiem w majątku ziemskim koło Grabowa. Widział, że panowie jedli ten topinambur, długo żyli i byli zdrowi. To roślina, która leczy wszystko oprócz śmierci – mówi z przekonaniem.
W jego rodzinie topinambur był legendą. Wiedza o jego właściwościach przechodziła z pokolenia na pokolenie. O tym, jak inulina w nim zawarta reguluje cukier, jak daje uczucie sytości i pomaga zachować szczupłą sylwetkę. I o zastosowaniach mniej oczywistych.
Dziadek opowiadał, że z topinamburu pędzono spirytus, a to, co zostało po produkcji kiszono i zagryzano na kaca po przemycanym z Prus sznapsie. Podobno człowiek był jak nowo narodzony – śmieje się sołtys.
Sam jest najlepszym dowodem na działanie bulw. Dwa lata temu, w wieku 56 lat, zgłosił się na ochotnika do dobrowolnej służby wojskowej. Przeszedł ją ramię w ramię z osiemnastolatkami, biegając, ćwicząc na poligonie i składając przysięgę.
To też o czymś świadczy. Topinambur działa – kwituje.
Złoto Indian, które papież kazał sadzić
Topinambur, czyli słonecznik bulwiasty, to roślina o fascynującej historii. Przywieziony z Ameryki Północnej przez francuskich kolonistów na początku XVII wieku, uratował ich od śmierci głodowej. Legenda głosi, że papież Paweł V był tak zachwycony jego właściwościami, że w 1614 roku wydał edykt nakazujący sadzenie go w całym chrześcijańskim świecie.
Ale jak ktoś coś każe, to zawsze znajdzie się opór. Jedli go głównie panowie, a chłopom został ziemniak. Ziemniak to skrobia, a skrobia to choroby cywilizacyjne, jak cukrzyca – tłumaczy pan Leszek.
W jego uprawie nic się nie marnuje. Z kwiatów suszy herbatę na odporność, a z łodyg można robić prozdrowotne kąpiele, które już przed wojną stosowano w sanatoriach do leczenia chorób skóry i otyłości.
Zaproszenie na koniec świata
Akcja „samozbiory” to jednak coś więcej niż próba zagospodarowania plonów. To desperacka próba zwrócenia uwagi na Ozierany Małe. Na wieś, która ma światłowód i idealne warunki do pracy zdalnej, ale umiera na oczach ostatnich mieszkańców.
Mamy najpiękniejsze gwiaździste niebo, śpiewające ptaki, dziką przyrodę. Chcę, żeby ludzie tu zajrzeli, poczuli ten spokój i zrozumieli, dlaczego warto tu zostać – mówi sołtys.
Na zbiory zostały jeszcze około dwa tygodnie, do połowy maja, zanim bulwy zaczną wypuszczać nowe pędy. Każdy, kto przyjedzie, może liczyć nie tylko na pełen worek topinamburu, ale też na opowieść człowieka, który policyjny instynkt zamienił na miłość do ziemi i walkę o przyszłość swojej małej ojczyzny. Wystarczy wziąć trochę chęci. Bo nawet szpadel udostępni sołtys.
(EB)


Jeden komentarz
Akcja Samozbiorow topinamburu trwa, serdecznie zapraszam, Nie bądź gburem zaprzyjaźnij się z topinamburem, kop, zbieraj jedź na surowo, jako frytki. Zupę krem. Kiszonki. Marynowany, suszony . Niech już nigdy Twój brzuch nie spadnie na kolana, gdyż jedzony topinambur z grubasa zrobi z Ciebie szczupłego pana