Krzyki, emocjonalne apele, zarzuty o „rozmowę dziada z obrazem” i ostateczna decyzja radnych, która stawia pod znakiem zapytania przyszłość młodego gospodarstwa. Sesja Rady Gminy Juchnowiec Kościelny z 27 lipca przyniosła ogromne emocje. Radni odrzucili uwagi Kamila Maksiewicza, który chciał rozwinąć produkcję drobiarską. Teraz rolnik zapowiada walkę przed sądem administracyjnym i zaskarżenie nowo uchwalonego planu.
Sprawa dotyczy małżeństwa młodych rolników Diany i Kamila Maksiewiczów, którzy od lat prowadzą i rozwijają gospodarstwo we wsi Juchnowiec Dolny. Chcąc zmodernizować produkcję i uniknąć chorób ptaków, rolnicy zaplanowali rozdzielenie stad.
W tym celu złożyli wnioski o warunki zabudowy na dwa budynki inwentarskie. Mniejszy kurnik miałby powstać na działce siedliskowej we wsi (nr 223), gdzie już prowadzona jest działalność, by rozdzielić obecne stada. A potem na większy, nowoczesny kurnik (o powierzchni ok. 3 700 metrów kwadratowych, do 190 DJP) na działce za wsią (nr 404/2) – tak, aby nikomu nie przeszkadzać, a jednocześnie by inwestycja była opłacalna ekonomicznie.
Uchwalany właśnie plan miejscowy, będący konsekwencją procedury rozpoczętej jeszcze w grudniu 2019 roku, drastycznie te plany krzyżuje. Wprowadza on bowiem limity Dużych Jednostek Przeliczeniowych na działce we wsi, a na działce za wsią tak wytycza linie zabudowy, że postawienie większego kurnika staje się niemożliwe.
Czytaj więcej: Szok! Gmina zablokuje rozwój młodego rolnika? „Mam sprzedać ojcowiznę ludziom z miasta” [WIDEO]
„U nas nie śmierdzi”. Emocjonalny apel żony i matki
Podczas sesji przed radnymi wystąpiła Diana Maksiewicz. W niezwykle emocjonalnym wystąpieniu przekonywała, że gospodarstwo jest nowoczesne, czyste i nieuciążliwe dla sąsiadów.
Mamy dwa stada w jednym kurniku, chcemy je oddzielić i tylko na tym nam zależy. Nie chcemy mieć tam chorób. (…) Jeżeli do tej pory nie było na nas żadnej skargi, a nie było, to problem pojawił się w momencie, kiedy zaczęliśmy procedować budowę drugiego kurnika. Większość mieszkańców nawet nie wiedziała, że hodujemy kury, a już na pewno nie w takiej ilości. To się wiąże z tym, że tego zapachu tam po prostu nie ma. To nie są świnie. Zapraszamy na nasze gospodarstwo, były u nas media i wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że nie śmierdzi. Dbamy o ptaki, ściółkujemy, by nie wydzielały zapachów. Ja jako człowiek, jako matka i żona proszę, przeanalizujcie to jeszcze raz, bo od was zależy nasza przyszłość – apelowała rolniczka.
Słowa te potwierdził radny Rafał Zarzeki, który przyznał:
Obiektywnie mówiąc, tam nie śmierdzi.
Dodał jednak, że presja napływowych mieszkańców, którzy kupili w okolicy działki budowlane, jest ogromna.
Mam cały czas gorący telefon z pytaniami. Ludzie są przeciwni – tłumaczył.
W obronie rolników stanęła m.in. Podlaska Izba Rolnicza oraz część obecnych na sali mieszkańców gminy.
Tym biednym ludziom nie dajemy się rozwijać. Gdzie my żyjemy? – skwitowała sytuację jedna z mieszkanek.
„Rozmowa dziada z obrazem” i nagła propozycja urzędników
Reprezentująca rolników mecenas Joanna Kamieńska nie szczędziła gorzkich słów pod adresem władz gminy i planistów. Wskazywała, że urzędnicy od początku ignorowali argumenty rolników, zasłaniając się bliżej nieokreślonymi protestami.
Spotykaliśmy się wielokrotnie z panią planistką, z panem wójtem i ani drgnęła ta kreska, która oznacza obszar zabudowy na działce za wsią. To była rozmowa dziada z obrazem. Jakich argumentów byśmy nie używali, cały czas słyszymy o uciążliwości i potencjalnych konfliktach. A przecież produkcja rolna w Polsce się intensyfikuje. Ludzie, którzy z dziada pradziada tu mieszkają, nagle muszą się dostosować do napływowej ludności, która chce tu tylko mieszkać – mówiła mecenas Kamieńska.
Projektant planu Adam Syczewski odpierał zarzuty, tłumacząc, że teren wewnątrz wsi jest z każdej strony otoczony zabudową mieszkaniową i gmina musiała ważyć interesy.
W trakcie dyskusji przewodnicząca rady Joanna Januszewska oraz planista rzucili nagle propozycję: rolnicy mogą spróbować procedury tzw. zintegrowanego planu inwestycyjnego.
To wywołało oburzenie strony społecznej. Mecenas Kamieńska natychmiast wytknęła gminie opieszałość i brak lojalności wobec mieszkańców:
Dlaczego dopiero teraz? Jesteśmy ponad rok w procedurze planistycznej, wnioski o WZ są zawieszone od ponad roku i nigdy wcześniej ze strony gminy taka propozycja nie padła! To organ gminy ma budować zaufanie mieszkańców, a dowiadujemy się o tym na sesji, gdy wszystko jest już przesądzone.
Przewodnicząca rady Joanna Januszewska broniła się, tłumacząc, że to nowy instrument prawny.
Decyzja zapadła. Sprawa trafi do sądu
Przewodnicząca ucięła dyskusję, argumentując, że rolą rady jest ochrona interesów większości mieszkańców, którzy nie chcą sąsiedztwa produkcji rolniczej.
Decyzja uwzględniająca państwa uwagi nie jest w mojej ocenie słuszna i nie zabezpieczy pozostałych mieszkańców – stwierdziła.
W głosowaniu nad nieuwzględnieniem uwag rolnika dziewięciu radnych opowiedziało się przeciwko rolnikowi, a sześć było za uwzględnieniem jego wniosków, nikt się nie wstrzymał. Chwilę później rada zwykłą większością głosów dziewięć za, czterech wstrzymujących się, przyjęła cały plan miejscowy.
Zobacz też: Plan ogólny pod ostrzałem. Bunt mieszkańców gminy Juchnowiec Kościelny [WIDEO]
Dla młodego małżeństwa decyzja ta oznacza zablokowanie planowanych inwestycji w obecnym kształcie prawnym. Jak zapowiedziała reprezentująca ich mecenas Joanna Kamieńska, sprawa na tym się nie kończy – uchwalony przez gminę dokument zostanie zaskarżony do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)
