Decyzja władz Białegostoku o zerwaniu dwóch kluczowych umów inwestycyjnych to efekt wielomiesięcznych problemów, które ostatecznie doprowadziły do poważnych konsekwencji finansowych i organizacyjnych. Chodzi o budowę żłobka przy ul. Kawaleryjskiej oraz modernizację multimedialnej fontanny w Parku Planty. W pierwszym przypadku miasto traci blisko 17 mln zł dofinansowania z Krajowego Planu Odbudowy, w drugim – zatrzymana inwestycja za kilkanaście milionów złotych pozostaje w fazie niemal początkowej.
Najpoważniejsze skutki dotyczą inwestycji przy ul. Kawaleryjskiej 38, gdzie miał powstać nowoczesny żłobek dla najmłodszych mieszkańców. Zgodnie z założeniami obiekt miał być gotowy w marcu 2026 roku, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Wykonawca zrealizował jedynie część prac, zatrzymując się na poziomie około 40 procent zaawansowania. To przesądziło o utracie dofinansowania z KPO, które pokrywało niemal całość kosztów przedsięwzięcia.
Dla miasta oznacza to nie tylko konieczność zmierzenia się z brakującym finansowaniem, ale także podjęcie kroków prawnych wobec wykonawcy. Samorząd zapowiada skierowanie sprawy do sądu i dochodzenie zarówno zwrotu utraconych środków, jak i kar umownych liczonych w milionach złotych. Równolegle deklarowane jest wsparcie dla rodziców dzieci, które miały rozpocząć opiekę w nowej placówce – to właśnie oni najbardziej odczują skutki opóźnień.
Druga z przerwanych inwestycji dotyczy modernizacji jednej z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji w centrum miasta, czyli fontanny w Parku Planty. Projekt o wartości blisko 18 mln zł od początku napotykał trudności, jednak skala problemów ujawniła się dopiero w trakcie realizacji. Przez pół roku od podpisania umowy wykonano zaledwie symboliczny zakres prac, co w ocenie miasta świadczy o całkowitym braku realnego postępu.
Z ustaleń wynika, że mimo gotowości części podwykonawców do rozpoczęcia robót, nie mieli oni możliwości wejścia na plac budowy. Dodatkowo brakowało stałego nadzoru technicznego, a w pewnym momencie inwestycja pozostawała nawet bez formalnego kierownictwa budowy. Taka sytuacja, w połączeniu z minimalnym tempem prac, została uznana przez miasto za niedopuszczalną.
Wykonawca próbował tłumaczyć opóźnienia m.in. warunkami pogodowymi oraz problemami z dokumentacją projektową, jednak według władz miasta były to argumenty niewystarczające i nieodzwierciedlające rzeczywistej skali zaniedbań. W ocenie urzędników doszło do sytuacji, w której brak działań miał być maskowany dodatkowymi wyjaśnieniami, zamiast realnego przyspieszenia prac.
Zerwanie obu umów oznacza konieczność rozpoczęcia nowych procedur i szukania wykonawców, którzy będą w stanie doprowadzić inwestycje do końca. To jednak oznacza kolejne miesiące opóźnień i niepewność co do ostatecznych kosztów. Jednocześnie miasto zapowiada zdecydowane działania prawne, które mają zabezpieczyć interes finansowy samorządu i odzyskać przynajmniej część utraconych pieniędzy.
Sytuacja pokazuje, jak duże ryzyko wiąże się z realizacją inwestycji publicznych w warunkach napiętych harmonogramów i uzależnienia od zewnętrznego finansowania. W przypadku Białegostoku konsekwencje są szczególnie odczuwalne – zarówno dla budżetu miasta, jak i mieszkańców, którzy wciąż czekają na nowe miejsca opieki dla dzieci oraz odnowioną przestrzeń rekreacyjną w centrum.
(PW)

