25 maja 2026 roku na Stadionie Miejskim w Białymstoku odbyła się XXVI – jedna z najbardziej politycznych i nerwowych sesji rady miasta w ostatnich miesiącach. Oficjalnie chodziło o wieloletnią prognozę finansową, zmiany budżetowe i miejskie uchwały. W praktyce obrady szybko zamieniły się w publiczne rozliczanie inwestycji, które od dawna budzą frustrację mieszkańców. W centrum dyskusji znalazły się między innymi hala widowiskowa, aquapark, miejski rower BiKeR, lotnisko oraz przeciągające się miejskie budowy.
Najmocniej wybrzmiały pytania radnego Henryka Dębowskiego, p.o. przewodniczącego Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości, który podczas debaty nad Wieloletnią Prognozą Finansową wprost wypunktował problemy miasta z realizacją kolejnych inwestycji. Pytał o opóźnienia, wykonawców, brak efektów i kolejne przesuwane terminy. W jego wystąpieniu przewijały się tematy hali widowiskowej, aquaparku, systemu BiKeR, lotniska oraz szpitala dla zwierząt.
Odpowiedź prezydenta Tadeusz Truskolaski była zdecydowana i momentami wyraźnie emocjonalna. Prezydent przekonywał, że problemy wynikają przede wszystkim z procedur przetargowych i sytuacji wykonawców, a nie zaniedbań magistratu. Jednocześnie zarzucił opozycji, że swoimi wypowiedziami robi szkodę dla miasta.
To jednak nie uspokoiło atmosfery. Dyskusja momentami przypominała bardziej polityczny pojedynek niż samorządową debatę. W pewnym momencie zeszła nawet na językowe uszczypliwości. Prezydent poprawiał wymowę nazwy BiKeR i przekonywał, że „Polacy nie gęsi”, a chwilę później radny Dębowski odpowiadał mu uwagami dotyczącymi poprawnego używania słowa „cudzysłów”.
Z boku mogło to wyglądać wręcz absurdalnie. Mieszkańcy czekają na konkretne inwestycje i odpowiedzi dotyczące wydawania ogromnych publicznych pieniędzy, a część debaty zamieniła się w polityczno – językowy ping-pong. To właśnie takie sceny sprawiają, że wiele osób coraz częściej traktuje sesje rady miasta jak lokalny serial polityczny.
Do dyskusji włączyli się również inni radni. Sebastian Putra (Klub Radnych PiS) zwracał uwagę między innymi na problemy związane z projektami inwestycyjnymi i komunikacją magistratu z radnymi. Pojawił się też temat żłobka przy ul. Kawaleryjskiej, którego – jak wskazywano podczas obrad – może ostatecznie nie być mimo rozwoju tej części miasta.
Z kolei Agnieszka Zabrocka z Koalicji Obywatelskiej broniła władz miasta, podkreślając, że radni regularnie otrzymują odpowiedzi w interpelacjach i mają dostęp do szczegółowych informacji dotyczących inwestycji.
Jednym z najbardziej zaskakujących tematów całej sesji okazało się… pole golfowe. Podczas obrad dyskutowano nad współpracą miasta z gminą Wasilków dotyczącą planu zagospodarowania terenów w Nowodworcach. Część radnych nie kryła sceptycyzmu wobec pomysłu angażowania miejskich zasobów w inwestycję kojarzoną raczej z elitarnym sportem niż codziennymi potrzebami mieszkańców.
Radny Krzysztof Stawnicki (PiS) ironicznie zauważył, że „prezydent lubi grać w golfa”, sugerując, że projekt może nie być priorytetem dla przeciętnego mieszkańca miasta. Z kolei zastępca prezydenta Rafał Rudnicki przekonywał, że tego typu inwestycje zwiększają potencjał turystyczny regionu i poprawiają jego rozpoznawalność.
Cała dyskusja pokazała jednak coś znacznie ważniejszego – coraz wyraźniejsze zmęczenie mieszkańców inwestycjami, które ciągną się latami. Hala widowiskowa od dawna jest symbolem przeciągających się procedur i politycznych przepychanek. Aquapark regularnie wraca w przedwyborczych deklaracjach. Lotnisko od lat funkcjonuje bardziej jako polityczny slogan niż realny projekt infrastrukturalny. A BiKeR w tym roku wystartował z ogromnym opóźnieniem po problemach z operatorem systemu.
Na sesji pojawiły się też tematy pokazujące bardziej przyziemne problemy miasta. Dyskutowano między innymi o starym szalecie w pobliżu szpitala uniwersyteckiego, którego – jak przyznawali urzędnicy – nie można obecnie rozebrać z powodów formalnych i technicznych. Wspomniano również o problemach z toaletą w Parku Planty oraz o planowanych parkingach przy szpitalach.
W praktyce XXVI sesja rady miasta pokazała jedno bardzo wyraźnie – kampania polityczna w Białymstoku już trwa, nawet jeśli oficjalnie jeszcze nikt jej nie ogłosił. Opozycja coraz ostrzej punktuje opóźnione inwestycje i niespełnione obietnice, a obóz rządzący coraz częściej odpowiada nerwowo i defensywnie. Tymczasem mieszkańcy wciąż czekają na coś znacznie prostszego niż polityczne uszczypliwości – na zakończone inwestycje i konkretne efekty.
Bo w pewnym momencie nawet najbardziej cierpliwi zaczynają zadawać pytanie: czy Białystok jeszcze buduje, czy już tylko tłumaczy, dlaczego znowu się nie udało?
(Piotr Walczak)

