Przez dziesięciolecia Biaglass był jednym z najbardziej charakterystycznych zakładów przemysłowych Białegostoku. Dla jednych był miejscem pracy, dla innych symbolem miasta, które przez lata rozwijało się również dzięki lokalnemu przemysłowi. Dziś po hucie pozostały wspomnienia, wygaszona produkcja i pytania, które wciąż budzą emocje. Historia zakończenia działalności zakładu nie zaczęła się jednak od informacji o przeniesieniu produkcji do Pieńska. Jej początek sięga decyzji podjętych znacznie wcześniej.
Co działo się przed ostatecznym zamknięciem Huty Szkła Biaglass w Białymstoku? Przypominamy wideozapis konferencji prasowej z 20 kwietnia 2026 r., podczas której przedstawiciele pracowników, związków zawodowych oraz poseł Partii Razem Maciej Konieczny mówili o sytuacji załogi, odprawach, świadectwach pracy i przeniesieniu produkcji do Pieńska.
Wszystko miało wyglądać inaczej
Wiosną 2024 roku właściciel Biaglassu zwrócił się do białostockiej Rady Miasta o zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu zajmowanego przez hutę i przekształcenie działki pod zabudowę mieszkaniową. Argumentował, że funkcjonujący przy ul. ks. Aleksandra Syczewskiego 8 zakład opiera się na wyeksploatowanej infrastrukturze, a sprzedaż atrakcyjnie położonej nieruchomości pozwoli sfinansować budowę nowoczesnej huty na terenie Białegostoku.
Podczas obrad radni usłyszeli, że nowy zakład mógłby powstać w rejonie ulic Elewatorskiej lub Andersa. Jednocześnie zapewniano, że produkcja nie zostanie wyprowadzona z miasta, a inwestycja pozwoli utrzymać miejsca pracy i stworzyć znacznie lepsze warunki dla załogi liczącej około 200 osób.
To właśnie te deklaracje miały istotny wpływ na decyzję o zmianie planu zagospodarowania. Radni dali się nabić w butelkę. Jak dzieci albo jeszcze lepiej – starzy a głupi.
Zamiast nowej inwestycji – przeniesienie produkcji
Kilkanaście miesięcy później okazało się, że zapowiadany scenariusz nie zostanie zrealizowany. Produkcja zostaje przeniesiona do zakładu w Pieńsku na Dolnym Śląsku, oddalonego od Białegostoku o około 700 kilometrów.
Dla wielu mieszkańców była to całkowita, niewyobrażalna zmiana wcześniejszego obrazu sytuacji. Zamiast budowy nowoczesnej huty w mieście dochodzi do wygaszenia działalności białostockiego zakładu.
Najbardziej dotkliwie skutki tej decyzji odczuli pracownicy.
Nie chodziło już o ratowanie huty
Gdy sprawa stała się głośna, wielu mieszkańców sądziło, że protesty dotyczą jeszcze możliwości uratowania zakładu. W rzeczywistości było już na to za późno.
Podczas kwietniowej konferencji prasowej zorganizowanej przed zakończeniem działalności huty przedstawiciele pracowników i związków zawodowych podkreślali, że ich najważniejszym celem stało się dopilnowanie praw zatrudnionych. Chodziło przede wszystkim o prawidłowe rozwiązanie umów o pracę, wydanie świadectw pracy oraz wypłatę należnych odpraw.
Zwracano uwagę, że większość pracowników nie była w stanie przyjąć propozycji zatrudnienia w Pieńsku. Przeprowadzka na drugi koniec kraju oznaczałaby konieczność całkowitego podporządkowania życia zawodowego i rodzinnego nowemu miejscu pracy. Dla wielu osób posiadających rodziny, mieszkania czy zobowiązania w Białymstoku była to propozycja niemożliwa do zaakceptowania.
Dodatkowym problemem pozostawał charakter wykonywanego zawodu. Produkcja szkła wymaga specjalistycznych umiejętności zdobywanych przez lata. Takich kwalifikacji nie da się łatwo wykorzystać w innych branżach, a podobnych zakładów w regionie praktycznie nie ma.
Mocne stanowisko Rady Miasta
Pod koniec marca 2026 roku swoje stanowisko przyjęła również Rada Miasta Białystok.
Radni wyrazili oburzenie decyzją o przeniesieniu produkcji i przypomnieli, że podczas wcześniejszych rozmów otrzymywali zapewnienia o pozostawieniu zakładu w mieście. W dokumencie podkreślili, że zgodzili się na zmianę planu zagospodarowania właśnie dlatego, że miała ona umożliwić rozwój przedsiębiorstwa w Białymstoku, a nie jego likwidację.
Samorządowcy zwrócili także uwagę na konsekwencje społeczne całej decyzji. Chodzi nie tylko o miejsca pracy, ale również o utratę przedsiębiorstwa, którego historia sięga 1929 roku i które przez dziesięciolecia należało do ważnych elementów lokalnej gospodarki.
W stanowisku Rada Miasta wezwała prezesa spółki do dotrzymania publicznie składanych deklaracji dotyczących pozostawienia huty w Białymstoku:
Wzywamy Pana Leszka Czemiela, prezesa zarządu „Biaglass Huty Szkła Białystok” do dotrzymania obietnicy złożonej publicznie na posiedzeniu Rady Miasta Białystok w dniu 25 marca 2024 roku w sprawie pozostawienia huty w Mieście Białystok.
Nie zmieniło to niczego. Ba, powtórzę: jak dzieci albo jeszcze lepiej – starzy a głupi. Co radni chcieli osiagnąć? Posłuch i wrażenie, że coś robią? Szybko zresztą ucichli.
Biznes lubi pieniądze, a kalkulacja widocznie lepiej wychodziła poza Białymstokiem, więc na skaczących kogucików nikt nie zwrócił uwagi. Zresztą, jakichś większych akcji w przestrzeni publicznej też nie zauważono. Miasto przeszło szybko nad tematem Biaglassu do porządku dziennego.
To znacznie więcej niż zamknięcie jednego zakładu
Historia Biaglassu pokazuje, jak duże znaczenie mają decyzje dotyczące przedsiębiorstw od pokoleń związanych z jednym miastem.
Likwidacja zakładu oznacza nie tylko zniknięcie kolejnego pracodawcy z mapy Białegostoku. To również utrata kompetencji budowanych przez dziesięciolecia, doświadczenia wykwalifikowanych pracowników oraz fragmentu przemysłowej tożsamości miasta.
Przez lata Biaglass był jednym z przedsiębiorstw, które współtworzyły gospodarczy wizerunek stolicy Podlasia. Dla wielu rodzin praca w hucie była elementem historii przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
Historia, która pozostaje ważną lekcją
Sprawa Biaglassu pozostaje jedną z najgłośniejszych historii gospodarczych ostatnich lat w Białymstoku. Pokazuje, jak duże znaczenie mają deklaracje składane podczas rozmów o przyszłości strategicznych zakładów pracy i jak poważne konsekwencje dla mieszkańców mogą mieć decyzje dotyczące przeniesienia produkcji. No, może głośniej było w przypadku PMB – tam to i dziennikarze czatowali pod zakładem, szybko zamykania firmy wyciszyć się nie dało i głos pracowniczy solidnie w mediach wybrzmiewał, a zarząd widać było, że czuje oddech opinii publicznej na karku.
Choć działalność huty w Białymstoku dobiegła końca, jej historia pozostanie częścią dziejów miasta. Pozostaną również pytania o los byłych pracowników oraz o to, czy podobny scenariusz może w przyszłości dotknąć inne przedsiębiorstwa o wieloletnich tradycjach. O przyszłość terenu po zakładzie pytań nie będzie, bo powstanie tam osiedle mieskzaniowe – dobrze wiemy, że deweloperka to żadnego skrawka ziemi nie odpuści.
Biaglass zapisze się w historii Białegostoku jako przedsiębiorstwo, które przez niemal sto lat było częścią gospodarczego krajobrazu miasta. Ostatnie miesiące pokazały natomiast, jak duże emocje wywołują decyzje dotyczące zakładów mających znaczenie nie tylko ekonomiczne, ale również społeczne. Dla wielu mieszkańców zamknięcie huty nie oznacza bowiem jedynie końca działalności jednej firmy. To symbol zakończenia ważnego rozdziału w historii białostockiego przemysłu. Tym co tego chcieli, poszło jak po maśle.
(Piotr Walczak / Wideo: Karol Jurczak)
