To historia, która przez pięć lat mroziła krew w żyłach i mobilizowała do działania. Andrzej Poczobut, dziennikarz, działacz Związku Polaków na Białorusi i symbol niezłomności, jest na wolności. Uwolniony z białoruskiego łagru po cichych, ale intensywnych staraniach polskiej dyplomacji, po raz pierwszy stanął przed mediami w Białymstoku 10 czerwca 2026 roku. Jednak zamiast opowieści o zasłużonym odpoczynku, świat usłyszał deklarację, która wprawiła w osłupienie. Poczobut wraca na Białoruś, by kontynuować swoją misję.
Aresztowany w marcu 2021 roku i skazany w pokazowym procesie na 8 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, Poczobut stał się jednym z najbardziej znanych więźniów politycznych reżimu Aleksandra Łukaszenki. Oficjalne zarzuty mówiły o podżeganiu do nienawiści i rehabilitacji nazizmu, jednak prawdziwym powodem była jego działalność – bezkompromisowe dziennikarstwo i uparte kultywowanie polskości. Jego uwolnienie, które rzecznik rządu Adam Szłapka określił mianem „wielkiego sukcesu Polski”, zamyka mroczny rozdział niewoli, ale jednocześnie otwiera nowy, pełen pytań i ryzyka.
„Mój dom jest w Grodnie”
W Białymstoku, w otoczeniu przyjaciół, którzy przez lata walczyli o jego wolność, Andrzej Poczobut 10 czerwca wygłosił słowa, które zdominowały przekaz tego dnia.
We wrześniu wracam na Białoruś. Można różnie myśleć i to oceniać, ale ja nie zgodziłbym się na wyjazd, gdybym nie dostał paszportu i gdybym nie miał zapewnienia, że będę mógł wrócić – oświadczył stanowczo, ucinając spekulacje na temat swojej przyszłości na emigracji. – Mój dom jest w Grodnie. Tak się stało, tak wygląda historia, że Polacy mieszkają na Białorusi. Chcę powiedzieć tym ludziom, że to, co robię, robię dla nich. Moja obecność tam przyniesie korzyść dla Związku Polaków.
Ta deklaracja to nie tylko akt niezwykłej odwagi, ale również strategiczna decyzja. Poczobut, świadom swojego statusu jako symbolu, chce wykorzystać go do wzmocnienia morale i spoistości polskiej mniejszości, która znalazła się w dramatycznej sytuacji.
Białystok pamiętał
Jego pierwsze kroki na wolności w Polsce skierowały go do miasta, które przez pięć lat było centrum akcji solidarnościowych. Od czerwca 2021 roku, co miesiąc, niezależnie od pogody, na białostockim rynku zbierali się przyjaciele, działacze i zwykli mieszkańcy, by głośno domagać się jego uwolnienia. Inicjatywa, organizowana wspólnie przez środowisko Związku Polaków na Białorusi i Podlaski Oddział Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, stała się iskrą nadziei.
Jeszcze będąc w więzieniu, wiedziałem o tym, że taka akcja się odbywa. To zawsze dodawało otuchy. Zawsze wiedziałem, że co by się nie działo, o mnie pamiętają – mówił wyraźnie wzruszony Poczobut.
Dziękował za wsparcie nie tylko Polakom, ale i Białorusinom, którzy przychodzili na te spotkania. Wyraził też szczególną wdzięczność miastu, które przyznało mu tytuł honorowego obywatela i stało się schronieniem dla wielu jego rodaków zmuszonych do ucieczki.
Polska edukacja na celowniku
Poczobut w swoim wystąpieniu nakreślił ponury obraz systemowego niszczenia polskości na Białorusi. Reżim Łukaszenki uderzył w fundamenty tożsamości – język i edukację.
Siedziba Związku Polaków dawno temu została przejęta przez służby. Dwie państwowe szkoły z polskim językiem nauczania, które należały do Związku, zostały przekształcone na szkoły rosyjskojęzyczne. Dziś w państwowym systemie edukacji nie ma nauki języka polskiego – relacjonował.
Jedyną ostoją pozostają szkoły społeczne, prowadzone przez ZPB w niezwykle trudnych warunkach. Mimo represji, wciąż uczy się w nich ponad 3000 dzieci.
To pokazuje, że nie zważając na skrajnie niekorzystne warunki, Związek Polaków nadal trwa. Jest dziś jedyną organizacją, która kontynuuje działalność – podkreślił, zapowiadając, że nadchodzący zjazd Związku będzie kluczowy dla oceny kondycji organizacji i wyznaczenia kierunków działania.
I to właśnie przed tym zjazdem chce być na Białorusi. Jego powrót ma być sygnałem, że walka o polskość i prawa mniejszości, mimo ogromnego ryzyka, wciąż ma sens.
Uwolnienie Andrzeja Poczobuta to bez wątpienia dyplomatyczny sukces i chwila radości. Jednak jego decyzja o powrocie do Grodna nadaje temu wydarzeniu zupełnie nowy wymiar. To już nie jest historia o końcu niewoli, ale o początku kolejnego etapu walki – walki o przetrwanie polskiej tożsamości na ziemi, którą od pokoleń zamieszkują Polacy. Poczobut stoi na stanowisku, że jest im potrzebny.
(Ewa Bochenko / Wideo: Karol Jurczak)
