Jeszcze kilka miesięcy temu sam był więźniem politycznym. Dziś Aleś Bialacki, laureat Pokojowej Nagrody Nobla i jeden z najbardziej znanych obrońców praw człowieka na Białorusi, może mówić o tym, co dzieje się za wschodnią granicą. Nie ma jednak złudzeń – mimo uwolnienia części więźniów politycznych system represji nadal działa, kolejne osoby trafiają do aresztów, a strach pozostaje jednym z głównych narzędzi utrzymywania władzy.
Podczas czerwcowego pobytu na Podlasiu noblista spotkał się z przedstawicielami mediów. W jego ocenie uwolnienie grupy więźniów politycznych nie oznacza przełomu, a sytuacja w kraju pozostaje bardzo trudna.
Wolność odzyskał, ale o wolności na Białorusi mówić nie chce
Aleś Bialacki został zwolniony z więzienia w grudniu 2025 roku wraz ze 123 innymi więźniami politycznymi. Jak opowiada, osoby opuszczające białoruskie więzienia nie decydowały o swojej dalszej drodze.
W grudniu 2025 roku wypuszczono 123 więźniów politycznych. Większość z nich pojechała do Polski, część na Litwę. To nie my wybieraliśmy ten szlak. Zostaliśmy wywiezieni z zawiązanymi oczami, w kajdankach, do samej granicy. Tam przesadzono nas do mikrobusu i po piętnastu minutach byliśmy już za granicą. Nie wiedzieliśmy, dokąd nas wiozą. Nie wiedzieliśmy, czy trafimy do innego więzienia. Wszystko odbyło się bardzo szybko – wspomina.
Od tamtej chwili minęło już kilka miesięcy, ale – jak podkreśla – sama jego wolność nie oznacza poprawy sytuacji w kraju.
Kiedy analizujemy sytuację na Białorusi, to oprócz tego, że jesteśmy na wolności, nic dobrego się nie wydarzyło. Nadal prawie tysiąc ludzi siedzi w więzieniach z powodów politycznych. Cały czas notujemy nowe aresztowania i nowe sprawy karne.
Represje przekraczają granice Białorusi
Zdaniem noblisty białoruskie służby coraz częściej próbują uderzać także w osoby, które wyjechały z kraju.
Te sprawy mają już charakter transgraniczny. Wiemy o postępowaniach karnych przeciwko ludziom, którzy po wyjeździe z Białorusi uczestniczyli w publicznych akcjach w Warszawie, Białymstoku czy Wilnie. Po tych wydarzeniach na Białorusi przeprowadzono dziesiątki przeszukań u ich rodzin – mówi.
Jak dodaje, podobny mechanizm dotyka studentów Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego w Wilnie.
Uniwersytet został uznany za organizację ekstremistyczną. To oznacza, że byli i obecni studenci oraz ich rodziny znaleźli się pod presją. Już teraz przeprowadzono dziesiątki przeszukań i obawiamy się, że ta sprawa może objąć setki osób – tłumaczy.
„Represje stały się sposobem sprawowania władzy”
Bialacki nie ma wątpliwości, że aparat represji pozostaje fundamentem funkcjonowania białoruskiego reżimu.
Represje stały się takim rodzajem życia tej władzy. Oni nie potrafią sobie wyobrazić, jak można utrzymać władzę bez represji. Byłem w więzieniu i wiem, że poparcie dla tej władzy wśród Białorusinów jest znikome. To jest hunta, która trzyma się dzięki represjom, wojsku i służbom specjalnym. Ludzie boją się, ale cicho nienawidzą tej władzy – podkreśla.
Według działacza od 2020 roku przez system represji przeszły setki tysięcy obywateli.
Sprawy karne wszczęto przeciwko prawie dziesięciu tysiącom osób. Ale jeśli doliczyć zatrzymania administracyjne, pobicia, zwolnienia z pracy i inne formy prześladowań, to represje dotknęły ponad sto tysięcy ludzi. I ten proces cały czas trwa. Nadal trafiają do więzień dziennikarze, obrońcy praw człowieka i ludzie, którym przypomina się wydarzenia sprzed kilku lat – przekonuje Aleś Bialacki.
Białoruś nadal wspiera Rosję
W ocenie noblisty sytuacja wewnętrzna Białorusi pozostaje nierozerwalnie związana z wojną w Ukrainie.
Białoruś aktywnie współpracuje z Rosją i pomaga jej w wojnie przeciwko Ukrainie. Jest dziś strategicznym zapleczem dla rosyjskiej armii. Setki białoruskich przedsiębiorstw pracują na potrzeby tej wojny – nie ma watpliwości noblista.
Jednocześnie podkreśla, że prowadzone rozmowy dyplomatyczne mogą przynieść kolejne uwolnienia więźniów politycznych.
Negocjacje między amerykańskimi dyplomatami a władzami Białorusi doprowadziły do tego, że jesteśmy dziś na wolności. Wspieramy ten proces, bo ludzie siedzą po pięć, sześć lat za nic. To są moi koledzy. Wielu z nich znam osobiście. Ale sama sytuacja w kraju pozostaje taka sama jak wcześniej.
O Nagrodzie Nobla dowiedział się w więziennym korytarzu
Jednym z najbardziej poruszających momentów spotkania była opowieść o chwili, gdy dowiedział się o przyznaniu Pokojowej Nagrody Nobla.
Przebywał wówczas w areszcie śledczym w Mińsku i niemal każdego dnia był prowadzony na przesłuchania. Była to jedna z niewielu okazji, by zobaczyć innych więźniów politycznych.
Na korytarzu jeden z moich znajomych powiedział: „Olesiu, dostałeś Nagrodę Nobla”. Nie uwierzyłem. Pomyślałem, że to fantastyka, że prędzej zostanę kosmonautą niż laureatem Nagrody Nobla. Dopiero kiedy śledcza potwierdziła tę informację, uwierzyłem. Emocje były tak silne, że zacząłem krzyczeć – wspomina.
Jak podkreśla, od początku uważał, że wyróżnienie nie zostało przyznane wyłącznie jemu.
Od razu zrozumiałem, że ta nagroda nie jest dla mnie osobiście. To było zwrócenie uwagi świata na tragedię naszego regionu – na wojnę i masowe represje na Białorusi. To była nagroda dla wszystkich Białorusinów, którzy walczyli o wolność – mówi.
Podlasie od lat jest ważnym miejscem na jego mapie
O wieloletnich związkach Alesia Bialackiego z regionem przypomina Eugeniusz Wappa z Białoruskiego Radia Racyja. Jak wyjaśnia, noblista przyjeżdża na Podlasie od początku lat 90., utrzymuje kontakty ze środowiskiem białoruskiej mniejszości, uczestniczył w wydarzeniach kulturalnych i literackich, a Białowieża stała się także miejscem powstawania książki poświęconej jego życiu i działalności.
To właśnie dlatego podczas czerwcowej wizyty nie ograniczył się jedynie do oficjalnych spotkań. Był również w Hajnówce i Białowieży, odwiedzając miejsca oraz ludzi, z którymi od lat pozostaje związany.
Choć dziś sam odzyskał wolność, nie pozwala zapomnieć o tych, którzy nadal pozostają za więziennymi murami. W jego przekonaniu dopóki na Białorusi wciąż zapadają wyroki za poglądy, działalność społeczną czy udział w pokojowych protestach, walka o prawa człowieka nie może się zakończyć.
(Piotr Walczak / Wideo: Karol Jurczak)
