To była wizyta, w której oficjalny charakter szybko ustąpił miejsca emocjom, wspomnieniom i autentycznej radości. W jednym z mieszkań w Białymstoku spotkały się historia, doświadczenie i wdzięczność – wszystko za sprawą jubileuszu 100-lecia Stanisławy Napory, najstarszej emerytki Uniwersytetu w Białymstoku. Z tej okazji odwiedził ją rektor uczelni, by osobiście przekazać życzenia i podziękować za lata pracy.
Choć takie spotkania mają swój uroczysty wymiar, tym razem dominowała atmosfera ciepła i bliskości. Nie zabrakło prezentów, wspólnego śpiewania i rozmów, które szybko przeniosły uczestników w czasy, gdy białostocka uczelnia dopiero budowała swoje fundamenty. To właśnie w tamtym okresie swoją zawodową drogę związała z nią pani Stanisława.
Jej historia jest nierozerwalnie związana z dziejami regionu i kraju. Urodzona na Podolu w 1926 roku, jako dziecko została wywieziona na Syberię. Doświadczenia z tamtych lat odcisnęły ślad na całym jej życiu, ale – jak podkreślają bliscy – nie odebrały jej pogody ducha ani siły. Wręcz przeciwnie, dziś wciąż imponuje energią, doskonałą pamięcią i otwartością na rozmowę.
Z uniwersytetem – jeszcze jako Filią Uniwersytetu Warszawskiego – związała się na początku lat 70. Przez kilkanaście lat pracowała jako samodzielny referent w strukturach administracyjnych uczelni. Był to czas, gdy instytucja dopiero się rozwijała i funkcjonowała w innych realiach organizacyjnych, a jej siedziby mieściły się w zupełnie innych częściach miasta niż dziś. To właśnie pracownicy tamtego okresu tworzyli podwaliny pod uczelnię, która w 1997 roku uzyskała samodzielność jako Uniwersytet w Białymstoku.
Podczas wizyty nie zabrakło odniesień do tej historii. Rektor uczelni podkreślał, że wkład takich osób jak pani Stanisława jest częścią większej opowieści o rozwoju szkolnictwa wyższego w regionie. To właśnie ich codzienna, często niewidoczna praca budowała instytucję, która dziś kształci tysiące studentów.
Spotkanie szybko przerodziło się jednak w coś więcej niż tylko wspomnienia o pracy. Pani Stanisława chętnie dzieliła się swoimi doświadczeniami i refleksjami, a także – co szczególnie przykuło uwagę – własną receptą na długie życie. Jak podkreślała, kluczem jest aktywność i ciekawość świata. Jej zdaniem nie chodzi o samo „przetrwanie lat”, ale o prawdziwe życie – pełne ruchu, działania i kontaktów z ludźmi.
Ta filozofia znajduje odzwierciedlenie w jej codzienności. Mimo sędziwego wieku pozostaje osobą pogodną, otwartą i zaangażowaną. Bliscy podkreślają, że to właśnie nastawienie do życia jest jej największą siłą.
Warto dodać, że tradycje związane z uczelnią są w tej rodzinie kontynuowane. Córka jubilatki również była związana z Uniwersytetem w Białymstoku, pracując przez lata w Instytucie Matematyki. To kolejny przykład na to, jak silne więzi z lokalnymi instytucjami potrafią łączyć pokolenia.
Wizyta rektora była nie tylko symbolicznym gestem, ale także przypomnieniem, że za każdą instytucją stoją konkretni ludzie i ich historie. W przypadku pani Stanisławy to historia szczególna – pełna trudnych doświadczeń, pracy i niezwykłej życiowej siły.
(PW)

